Babcia kolegi Iwony Wieczorek przerywa milczenie. Uważa, że jest ostatnim żyjącym dowodem ws. zaginięcia

Sprawa Iwony Wieczorek wciąż nie pozostała rozwiązania, choć od zaginięcia minęło już prawie 13 lat. Jedynym podejrzanym był przyjaciel gdańszczanki Paweł P. Głos zabrała jego babcia. 87-latka uważa, że jest dowodem na to, że jej wnuk jest niewinny.

W tym roku minie 13 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek. 19-letnia wówczas gdańszczanka wracała pieszo do domu z klubu w Sopocie. Nigdy nie dotarła do domu. Do tej pory nie ustalono, co się z nią stało. Nie pomogło wznowienie śledztwa po latach. Działania prowadzono m.in. na terenie Zatoki Sztuki. Nie przyniosły jednak zadowalających efektów. Głównym podejrzanym przez te wszystkie lata, był przyjaciel dziewczyny Paweł P. Usłyszał on zarzuty za utrudnianie śledztwa. Jego babcia twierdzi, że jej wnuk nie ma nic na sumieniu w związku z zaginięciem Wieczorek.

Zobacz wideo Najgłośniejsze zaginięcia w Polsce. Nie wszystkie zostały wyjaśnione, nie wszystkich sprawców ukarano

Paweł P. jako jedyny usłyszał zarzuty

Feralnej nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku, kiedy Iwona Wieczorek wracała do Gdańska, Paweł P. spał w mieszkaniu dziadków. Ci zapewnili mu alibi. O jego niewinności świadczyło także nagranie z kamery umieszczonej nad wejściem do sopockiego bloku oraz logowania komórek. W czasie trwania śledztwa pojawiły się podejrzenia, że mężczyzna mógł uciec przez okno i udać się do Iwony Wieczorek. Został głównym podejrzanym. Postawiono mu jedynie zarzuty za utrudnianie śledztwa. 

Babcia Pawła P. broni wnuka 

87-letnia seniorka stanęła w obronie wnuka. Twierdziła w rozmowie z natemat.pl, że jest ostatnią żyjącą osobą, która może zaświadczyć o niewinności mężczyzny. Jej mąż zmarł w 2012 roku. Kobieta wypowiadała się o wnuku w samych superlatywach. Zaznaczyła, że pragnie dożyć chwili, kiedy w końcu będzie szczęśliwy. 

Był bardzo pomocny, np. kiedy trzeba było coś przynieść. Albo przyjeżdżał, jak dzwoniłam, że jestem chora. Jak tu się wprowadziliśmy, to on nam dużo pomagał, trzepał dywany i robił inne, codzienne rzeczy. Jak myślę o moim wnuku, to przed oczami do dziś mam obraz, jak patrzyłam przez okno, a mój mąż prowadził go za rękę, on był zawsze grzecznym dzieckiem – powiedziała dziennikarzowi natemat.pl.

Kobieta wyznała, że Paweł P. po powrocie do jej mieszkania około czwartej nad ranem położył się do łóżka i nie wychodził nigdzie. Był też sam i z nikim nie rozmawiał przez telefon. Następnego dnia zaangażował się w poszukiwania Iwony Wieczorek. "Otwierał drzwi i wchodził. To było około czwartej". Według niej młody mężczyzna wrócił sam do domu. "On zresztą nigdy tu nikogo nie przyprowadzał. A potem uchyliłam drzwi i on już później spał. Wszystko miał wygaszone. Potem miał zamknięte albo przymknięte drzwi i nie słyszałam, czy on gdzieś dzwonił" - wyjaśniła w natemat.pl. 87-latka podkreśliła w trakcie wywiadu, że jej wnuk wcześniej nigdy nie wspominał o Iwonie. Po zaginięciu zaś całymi dniami jej szukał.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.