Jeremy Renner pierwszy raz pojawił się publicznie od czasu wypadku. Są zdjęcia z jego wypadu na miasto

Jeremy Renner na początku roku ucierpiał w koszmarnym wypadku. Aktor z serii filmów Marvela wyszedł już ze szpitala i powoli dochodzi do zdrowia. Zrobiono mu zdjęcia, jak przemieszczał się po Los Angeles.

Jeremy Renner pierwszy raz został zauważony na mieście po tym, jak pokazywał ze szpitala i domu trudny proces powrotu do zdrowia. Na początku stycznia aktor uległ wypadkowi - w czasie odśnieżania został przejechany przez pług śnieżny. W pierwszych dniach po wypadku jego stan był określany jako krytyczny. Gwiazdor filmów Marvela powoli wraca teraz do zdrowia i sprawności.

Zobacz wideo Śnieg na samochodzie. Mandat może wynieść 3 tys. zł

Jeremy Renner widziany pierwszy raz w miejscu publicznym po wypadku

Jeremy Renner pierwszy raz został zauważony na mieście. Do tej pory aktor publikował zdjęcia z domu, gdzie pokazywał, jak wyglądają kolejne etapy rehabilitacji - głównie ćwiczenia pokiereszowanych i połamanych nóg.

Aktor wybrał się samochodem do biura w centrum Los Angeles:

Od wtorku trwa również kampania reklamowa najnowszego programu z Rennerem, nagrywanego długo przed wypadkiem. Renner przy współpracy z Disneyem zajmuje się w nim renowacjami starych autobusów.

Tymczasem w "prawdziwym życiu" po wypadku, Rennera czeka wieloletnia rehabilitacja. Nie jest pewne, czy kiedykolwiek wróci do pełnej sprawności - w styczniowym wypadku miał połamanych nawet 30 kości po tym, jak wpadł pod kilkutonowy pług śnieżny. Aktor próbował odśnieżyć zasypany samochód siostrzeńca, jednak zapomniał o przestawieniu hamulca ręcznego, przez co pług stracił sterowność. W pewnym momencie wciągnął go pod gąsienice i częściowo zmiażdżył ciało. Maszyna była też nie do końca sprawna technicznie, jednak śledczy, z którymi rozmawiało CNN, twierdzą, że fakt, iż lampka hamulca była przepalona, nie powinien wpłynąć na przebieg wypadku.

Rennera udało się uratować, ale w pierwszych dniach po wypadku nie było wiadome, jakie będą jego losy.

Więcej o:
Copyright © Agora SA