Marina nie wytrzymała. Tekst o jej "wychudzonej" sylwetce bardzo ją zabolał

Marina Łuczenko-Szczęsna w najnowszym poście na Instagramie pożaliła się fanom na jeden z artykułów, w którym opisano jej "wychudzoną" sylwetkę. Piosenkarkę bardzo zabolały te słowa. Przy okazji zwróciła uwagę na ważny, ale często pomijany problem.

Marina Łuczenko-Szczęsna dla wielu kobiet może wydawać się wzorem nie do doścignięcia, jeśli chodzi o urodę. Piosenkarka może pochwalić się szczupłą i wysportowaną sylwetką. Sama chętnie eksponuje piękne ciało na Instagramie, w czym oczywiście nie ma nic złego. W końcu robi to samo, co zdecydowana większość influencerek. Żona Wojciecha Szczęsnego od lat musi mierzyć się z nieprzyjemnymi docinkami ze strony internautów, do czego już zdążyła przywyknąć. Tym razem jednak zabolała ją opinia na temat jej ciała, napisana przez jedną z dziennikarek.

Marina nie wytrzymała. Chodzi o jej "wychudzoną" sylwetkę

Wiele mówi się na temat body shamingu. Zazwyczaj w tym aspekcie skupiamy się na osobach z nadwagą, które najczęściej borykają się z hejtem. Kij ma jednak dwa końce i trzeba podkreślić, że nazwanie kogoś "grubasem" może być równie dotkliwe, co nazwanie osoby bardzo szczupłej "wychudzoną" czy nawet "kościotrupem". Mimo że dla wielu takie sformułowania mogą wydawać się komplementem, tak nie jest. Na ten właśnie problem zwróciła uwagę Marina, która na Instagramie opublikowała fragment artykułu na swój temat, w którym jej sylwetka jest nazwana "wychudzoną".

Wybaczcie kochani, ale nie mogę zostawić tego bez komentarza. Jakiś czas temu zamieściłam post o samoakceptacji, który został bardzo ciepło przez was przyjęty. Tego samego dnia przeczytałam o sobie w artykule, przesuń kolejne zdjęcie, aby go zobaczyć. Jak widzicie, to nie są tylko komentarze internautów. Pani Irena to zapewne dorosła wykształcona kobieta, która też nie widzi problemu w nazwaniu mojej sylwetki w tytule artykułu "wychudzonej"? Sugerując, że jest to zwyczajnie "brzydka figura". Przynajmniej ja to tak odebrałam... - czytamy na początku postu piosenkarki.

W dalszej części wpisu Marina zaznacza, że nie stosuje żadnych diet. Po prostu ma dobre geny i zdrowo się odżywia.

Nigdy się nie odchudzam, każdy, kto mnie zna, wie, że absolutnie niczego sobie nie odmawiam. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Prowadzę zdrowy tryb życia i mam szczupłych rodziców. Mnie to odpowiada, ale są też osoby, które chciałyby przybrać na wadze, ale nie mogą z różnych względów i chcą siebie akceptować w każdej wersji - kontynuowała.

Na sam koniec zwraca uwagę na problem body shamingu, który dotyka również osoby szczupłe.

Skoro nazwanie kogoś "przytytym" itp. jest obraźliwe, czemu nie rozumiecie, że określenie kogoś "WYCHUDZONYM" również jest nie na miejscu i może kogoś zranić oraz wprowadzać w kompleksy. Pani Irena napisała artykuł, ale niestety nie przeczytała ze zrozumieniem mojego przekazu. Zapraszam do dyskusji - podsumowała.

Marina ŁuczenkoMarina Łuczenko Instagram.com/marina_official

Zgadzacie się z nią? 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.