Monika Richardson i Aleksandra Justa drą koty na Instagramie. Na jaw wyszło, że się sądziły! "Czas na książkę?"

Po latach ciszy Aleksandra Justa i Monika Richardson kolejny raz zaczęły się sprzeczać w mediach społecznościowych. Wyszedł na jaw nieznany fakt związany ze sprawą sądową. Te informacje szokują.

Więcej o konfliktach gwiazd przeczytasz na Gazeta.pl.

Nie o wszystkich rozstaniach w polskim show-biznesie można powiedzieć, że zakończyły się z klasą i przebiegały w pokojowej atmosferze. Rozwód Aleksandry Justy ze Zbigniewem Zamachowskim był sporym zaskoczeniem dla opinii publicznej. Małżeństwo wychowywało razem czwórkę dzieci. Po rozstaniu aktor związał się z Moniką Richardson, która w wywiadach nie szczędziła krytyki pod adresem byłej żony aktora i jego córki Marysi. Teraz po najnowszej wymianie zdań między kobietami można uznać, że konflikt został reaktywowany. 

Zobacz wideo Monika Richardson wróciła do pierwszego nazwiska po mężu. Opowiedziała o jego reakcji

Konflikt Moniki Richardson z Aleksandrą Justą. Nie szczędziły sobie mocnych słów

Kobiety przez lata starały się nie wypowiadać po głośnych medialnych aferach na temat burzliwej relacji. Wszystko zmieniło się jakiś czas temu, kiedy ogłoszono informację o udziale dziennikarki w nowej kampanii "Nie hejtuję, motywuję", zainicjowanej przez magazyn "Zwierciadło". Projekt ma na celu uświadomienie i uwrażliwienie ludzi w kwestii pisanie komentarzy, które mogą zranić drugiego człowieka. Dziennikarka wrzuciła do sieci post, w którym podzieliła się refleksjami na temat akcji. Napisała:

Hejt to zjawisko jednoznacznie destrukcyjne, destabilizujące, zaplanowane od początku do końca na zrobienie krzywdy drugiemu człowiekowi - podkreśliła Monika Richardson.
 

Słowa byłej partnerki Zbigniewa Zamachowskiego nie spodobały się jednej z internautek. Kobieta wróciła pamięcią do sytuacji sprzed lat, kiedy dziennikarka naubliżała córce Aleksandry Justy i Zbigniewa Zamachowskiego.

A mam takie pytanko do ambasadorki akcji, pani Moniki. Czy słowa: Maria ma 23 lata i jest rzecznikiem prasowym swojej mamy. Mieszka z mamą i rodzeństwem, nie ma chłopaka ani pomysłu na życie, które wygłaszała na temat byłej pasierbicy, są krzywdzące czy motywujące? Tak z czystej ciekawości. Wybierać takich nietrafionych ambasadorów, to jak iść do otyłej dietetyczki po radę. Niby jest w temacie, ale niekoniecznie jest autorytetem - podsumowała.

Po tej wypowiedzi Aleksandra Justa prawdopodobnie poczuła się wywołana do tablicy. Postanowiła uchylić rąbka tajemnicy. Okazuje się, że panie walczyły ze sobą w sądzie. Aktorka napisała:

Słowa, które tutaj pani przypomniała dotyczące mojej wówczas 18-letniej córki, są oczywiście hejtem. Przez sześć lat pani Monika Richardson (dawniej Zamachowska) posługiwała się hejtem wobec mnie i moich dzieci w prasie, podając przeważnie nieprawdziwe, szkalujące informacje na nasz temat. Dopiero wyrok sądu w sprawie z mojego powództwa o naruszenie dóbr osobistych, zgodnie z którym pani Monika dostała zakaz jakichkolwiek wypowiedzi na nasz temat, pozwolił mnie i moim dzieciom odetchnąć.

Na odpowiedź Moniki Richardson nie trzeba było długo czekać:

Przykro przeszkodzić sobie samej w kontemplacji, słysząc Aleksandrę Justę, która wychynęła z odmętów niepamięci i postanowiła skomentować mój udział w kampanii "Nie hejtuję, motywuję". Podobno nie mam prawa motywować do zaprzestania hejtu, bo sama jestem hejterką. Aż mi szkoda komentować komentarzy kobiety, której sposobem na komunikację jest brak komunikacji - stwierdziła.

Następnie dodała i opowiedziała o kulisach sprawy sądowej w charakterystycznym dla siebie stylu:

Nie będę się wdawać w szczegóły tego żenującego spektaklu, szkoda mi tych powoływanych na świadków dzieci, krewnych, przyjaciółek, z których nikt nie wniósł niczego merytorycznego do sprawy. Ugoda sądowa, którą zawarłyśmy, a która z sugestii sądu miała skończyć tę bolesną szopkę, obowiązywać miała oczywiście obie strony. Obie strony zobowiązały się, że nie będą się na swój temat wypowiadać w mediach. Rozumiem, że po wypowiedzi pani Justy na mój temat, ugoda przestała obowiązywać. Może i lepiej. Może czas na książkę?

Myślicie, że panie będą musiały znowu spotkać się w sądzie?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.