Szelągowska świętuje urodziny. Pokazuje zdjęcia i wspomina, jak nie lubiła dawnej siebie. "Ta dupejra ze zdjęć..."

Dorota Szelągowska skończyła 41 lat. Z okazji urodzin poruszyła temat samoakceptacji. Jeszcze dekadę temu miała z nią ogromny problem. Wspomniała, że "uważała się za jeden z najmniej atrakcyjnych okazów stąpających po ziemi". Teraz jest zupełnie inaczej. Pokazała wiele archiwalnych zdjęć.

Dorota Szelągowska opublikowała na Instagramie urodzinowy post. Nie zabrakło w nim wspomnień i nawiązań do samoakceptacji, której musiała uczyć się przez wiele lat. Teraz, jako czterdziestolatka, żałuje, że dekadę temu tak bardzo nie lubiła swojego wyglądu i marnowała czas na dążenie do nieosiągalnej perfekcji. Apeluje, by pokochać siebie bezwarunkowo. 

Z okazji swoich 41. urodzin, umieszczam tu zdjęcia siebie około trzydziestoletniej - zaczęła we wpisie.
Zobacz wideo Dorota Szelągowska komentuje udział w show Kuby Wojewódzkiego i rozmowę o trzecim rozwodzie!

Dorota Szelągowska o samoakceptacji. "Jezusie, jak ja siebie nie lubiłam"

Projektantka wnętrz zdradziła, że podobnie jak wiele innych kobiet była bardzo samokrytyczna. Dotyczyło to głównie wyglądu. Córka Katarzyny Grocholi dziesięć lat temu podważała swoją atrakcyjność. Gdy teraz wraca wspomnieniami do tamtego okresu, chciałaby być dla siebie mniej surowa. 

Chcę żebyście wiedzieli, że ta dupejra ze zdjęć, uważała się za jeden z najmniej atrakcyjnych okazów stąpających po ziemi. Po pierwsze obrzydzeniem napawały mnie rozstępy, które niczym łuski nosiłam pod ubraniem, martwiąc się że jakiś mocniejszy podmuch wiatru ukaże straszną prawdę i zostanę uznana za człowieka jaszczura. W swoich oczach byłam też gruba. Ohydne tłuste ramiona, brzuch, uda. Cycki za nisko, tyłek płaski, usta za wąskie. Jezusie, jak ja siebie nie lubiłam - wyznała.
 
Teraz, gdy co jakiś czas ajfon strzela mi przypominajkę, to mnie też strzela - wiadomo co. Ale ambiwalentnie. Z jednej strony - och, jakże chciałabym znowu tak wyglądać! Z drugiej - ile ja zmarnowałam czasu w życiu… Mając 10 lat i jakieś 15 kg więcej, te same rozstępy i usta, a resztę jeszcze niżej (łącznie z zarysem szczęki, który zanika), pałam do siebie gorącym uczuciem.

Dorota Szelągowska z perspektywy czasu przeszła sporą metamorfozę, ale wcale nie zewnętrzną. Pokochała siebie bez względu na wiek, wygląd czy życiowe porażki. Radzi, by każdy odkrył w sobie to bezwarunkowe uczucie. 

Dotarło do mnie, że jedyną rzeczą, na którą mam realny i największy wpływ, to ja sama. Czyli, że to mój wybór, czy siebie lubię czy nie. I że lubić siebie jest po prostu lepiej. (...) Spróbujcie spojrzeć na siebie jak na kogoś, kogo kochacie bezwarunkowo. Własne dzieci, najlepszą przyjaciółkę, rodziców.

W dobie sztucznego, przefiltrowanego świata, w którym trendy wyznaczają media społecznościowe, warto zastosować się do rady Doroty Szelągowskiej i zadbać o swój komfort psychiczny.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.