Woźniak-Starak nie powinna się uśmiechać, po co Rosati alimenty, ma na Chanel. Wydaliśmy już wyroki. "Przemoc nie boli mniej, bo masz na sobie D&G"

Kobiety nie mają lekko w żadnej branży czy sferze życia, ale show-biznes to dla nich wyjątkowo paskudne i toksyczne środowisko. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do zawyżonych standardów wizualnych i wiecznej pogoni za młodością, która najczęściej kończy się w gabinetach medycyny estetycznej. Moralność znanych kobiet, w przeciwieństwie do mężczyzn, to kolejna kwestia, z której są stale rozliczane. No bo przecież wszystko robią nie tak.

Internauci lubują się w strofowaniu, pouczaniu i radzeniu sławnym i bogatym. W końcu status celebrycki niczego nie zmienia - to też ludzie i w sytuacjach, które dotykają wszystkich bez wyjątku, powinni zachowywać się tak, jak my sobie tego życzymy. O ile nie jest to groźne przy dylematach pt. "ja bym takiej sukienki na komunię dziecka nie założyła", to już wskazywanie jedynej słusznej ścieżki w chwilach, gdy ktoś stoi na rozstaju dróg, jak najbardziej tak.

Najlepiej wiemy, jak ma wyglądać żałoba

Boleśnie przekonuje się o tym Agnieszka Woźniak-Starak, która w sierpniu straciła męża. Spodziewana wrzawa wokół tego wydarzenia nie przycichła z chwilą pogrzebu, wręcz przeciwnie. Każde publiczne pojawienie się prezenterki od tamtego czasu to dla internautów doskonały pretekst do tego, żeby okrutnie przeanalizować jej podejście do tragedii. Przyłapana kilka tygodni po śmierci męża na zakupach w drogim sklepie? Niesłychane! Uśmiechnięta na imprezie rodzinnej fundacji? Skandal! Ciężko tłumaczyć to wszystko bezkształtnym i ślepym hejtem, bo analizując przywoływane wpisy, szybko da się zauważyć pewną zależność. Im bardziej oceniający komentarz, tym bardziej prywatna historia, która się za nim kryje.

"Ja przeżyłam podobną tragedię i nie wychodziłam po niej dwa lata z domu" - to tylko jeden z wielu przykładów i swoisty imperatyw, według którego należy rozliczać absolutnie wszystkich. Nie ma tu współczucia i szacunku, jest po prostu kolejna okazja, żeby udowodnić samemu sobie, że się postąpiło lepiej. Być może to forma terapii, ale kosztem drugiego człowieka, z którego uczuciami nikt się nie liczy. Wypada mieć tylko nadzieję, że Agnieszka podjęła jedyną słuszną decyzję i w zakamarki sekcji komentarzy się po prostu nie zapuszcza.

Agnieszka Woźniak-StarakAgnieszka Woźniak-Starak KAPiF

Umiemy wyliczyć alimenty

Wyliczanie akceptowalnego czasu żałoby jest jednak niczym przy wyliczaniu pieniędzy, bo to lubimy najbardziej: zaglądać do cudzego portfela. Całe tabuny samozwańczych księgowych i kuratorów towarzyszą Weronice Rosati, która walczy o regularne alimenty na córkę. Publiczna walka z byłym partnerem ma wysoką cenę, bowiem wydatki aktorki są stale pod lupą. No bo jak to, tu się domaga tylu i tylu tysięcy, a na ramieniu torebka od Chanel za małą fortunę?! Ostatnio Weronika pochwaliła się zwycięstwem w licytacji kolczyków Elizabeth Taylor i choć nie ujawniono kwoty zapłaconej za pamiątki po jej idolce, ogólnopolski sąd internetowy wydał wyrok.

"To po to jej te wysokie alimenty!" - grzmieli anonimowi sędziowie. Utarło się przecież, że samotna matka potrzebująca alimentów to obraz nędzy i rozpaczy, odejmująca sobie od ust, zaniedbana i zapomniana. Być może Rosati, pochodząca z bogatej rodziny i epatująca luksusem, nie wydaje się najlepszą ambasadorką "zwykłych Polek", ale choć nosi droższe buty i sukienki, to problemy, z którymi się zmaga, są jak powszechne. Przemoc domowa nie boli mniej, bo masz na sobie Dolce & Gabbana, a alimenty to nie jałmużna na przeżycie "do pierwszego". Osoby publiczne wiele nam ze swojego życia pokazują, nasze oczekiwania, a często już wymagania, stale rosną, ale obowiązku dzielenia się historią zakupów i przelewów raczej spodziewać się nie powinniśmy. Rozumiem gorycz gorzej usytuowanych, gdy czytają o bajońskich dla nich kwotach, ale niezależnie od ich wysokości te pieniądze wciąż nie są twoje, więc dysponowanie budżetem zostaw jego właścicielce.

Weronika RosatiWeronika Rosati instagram/weronikarosati

Specjaliści od moralności? To też my

I czas na ostatnią, moją ulubioną część tej kołtuńskiej trylogii, czyli zaglądanie do łóżka. Uwielbiamy filmy, w których ludzie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, rzucają wszystko dla miłości i tracą głowę, mimo że cały świat jest przeciwko nim. W prawdziwym życiu to już nie przejdzie, a na pewno nie u celebrytów. Ich obowiązują inne zasady, zgodnie z którymi Maffashion krótko po zerwaniu ze swoim narzeczonym absolutnie nie może związać się z innym mężczyzną, nie wspominając o kolejnych zaręczynach.

Julia Wieniawa kończy za chwilę 21 lat i do tej pory miała dwóch medialnych chłopaków, ale to wystarczyło, żeby dorobić się wśród komentujących łatki latawicy. Czytając wpisy pod artykułami o miłosnych podbojach rodzimych celebrytek, można odnieść wrażenie, że w pierwszych ławkach zasiadają zastępy dziewic orleańskich lub co najwyżej bohaterki tych romantycznych historii, gdzie pierwsza miłość z liceum kończy się ślubem i dziećmi. A przecież tak nie jest i dobrze o tym wiemy. Cóż, palce same wędrują po klawiaturze, bo trzeba dać znać światu, że jedna z drugą prowadzą się gorzej niż my w swoich najdzikszych fantazjach.

Maffashion i Sebastian FabijańskiMaffashion i Sebastian Fabijański KAPiF

Wszystkie przytoczone wyżej nazwiska i sytuacje mają w show-biznesie swoich męskich odpowiedników. Wdowców, rozwodników i playboyów. Żaden z nich jednak nie musi stawiać czoła internetowej straży moralności, tłumaczyć się ze swoich wyborów i znosić nieustannego oceniania każdego jednego kroku. Owszem, starszy facet spotykający się z młodszą kobietą albo taki, niezależnie od wieku, który zmienia partnerki jak rękawiczki, może spotkać się z niepochlebną opinią, ale to zawsze reputacja kobiety będzie na froncie i w opałach. Zauważcie, że prywatne wybory kobiet mocno wpływają na szacunek, którym są darzone przez publiczność, czego nie da się powiedzieć o sławnych facetach. Nie postulowałbym jednak szeroko rozumianej równości, żeby każdy, niezależnie od płci, dostawał po głowie po równo. Może po prostu dajmy prawo ludziom, sławnym czy nie, kobietom czy mężczyznom, do takich wyborów, na które mają ochotę. Niech granicą i miarą będzie dobro bądź krzywda drugiego człowieka, a nie nasz prywatny kodeks, bo wymuszanie go na innych coraz częściej przybiera w sieci formę moralnego totalitaryzmu. A ten nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.

Piotr Grabarczyk

Pamiętacie, że oni byli kiedyś razem? Niektóre pary to prawdziwe zaskoczenie:

Zobacz wideo
Więcej o: