Jim Carrey nie jest już młodzieniaszkiem i wzorem choćby Mela Gibsona ozdobił swoją twarz siwiejącym zarostem. Nie jest to jednak zwykły zarost i nie chodzi tylko o to, że wyhodował sobie potężną brodę. Starannie przystrzyżona, uczesana i wymodelowana przypomina dzieło sztuki.
Jim Carrey pokazał swój zarost w Los Angeles podczas premiery serialu komediowego "I’m Dying Up Here" w którym co prawda nie gra, ale jest jego producentem wykonawczym i osobiście napisał kilka odcinków.
Komik wydaje się być bardzo dumny z brody.
Gdziekolwiek się pojawię, zaczyna się to samo. W tej chwili jest większą gwiazdą ode mnie, ma nawet konto na Twitterze - pochwalił się jakiś czas temu w programie Jimmy'ego Kimmela.
Chyba trochę przesadził z opiewaniem popularności swojej brody, na Twitterze ma raptem 102 obserwujących, ale być może ich liczba będzie rosła wraz z brodą. Swoją drogą, przynajmniej od czasów "Maski", a było to w 1994 roku, nie widzieliśmy twarzy Carreya równie oryginalnej. Może inspiracja dla hipsterów znad Wisły?
JZ
Pola Wiśniewska otworzyła się na temat rozstania. "Do samego końca chodziłam za moim mężem"
Holecka ledwo wytrzymała. Po tych słowach Kaczyńskiego z trudem ukryła śmiech
Porównała ceny w Kielcach i w USA. "Ludzie, jak wy tu żyjecie?"
Chorosińska z mężem w TV Trwam radzą, jak stworzyć udany związek. Internauci się zagotowali
Sekielski walczy z nałogiem. Opowiedział o najtrudniejszych chwilach. "Jeśli się po trzech dniach złamię..."
Nagle wyszła na drogę. Miała ręce w opaskach zaciskowych i błagała kierowcę ciężarówki o pomoc
Oskar Wojciechowski odpalił się o "śmierdzących leniach". "Idą na studia, żeby przedłużyć dzieciństwo"
Dom Agnieszki Maciąg wystawiony na sprzedaż. "Zbyt wiele wspomnień"
Przez lata żył jak "święty". Tak wpadł podejrzany o zabójstwo 13-letniej Izy z Gdyni