Jim Carrey nie jest już młodzieniaszkiem i wzorem choćby Mela Gibsona ozdobił swoją twarz siwiejącym zarostem. Nie jest to jednak zwykły zarost i nie chodzi tylko o to, że wyhodował sobie potężną brodę. Starannie przystrzyżona, uczesana i wymodelowana przypomina dzieło sztuki.
Jim Carrey pokazał swój zarost w Los Angeles podczas premiery serialu komediowego "I’m Dying Up Here" w którym co prawda nie gra, ale jest jego producentem wykonawczym i osobiście napisał kilka odcinków.
Komik wydaje się być bardzo dumny z brody.
Gdziekolwiek się pojawię, zaczyna się to samo. W tej chwili jest większą gwiazdą ode mnie, ma nawet konto na Twitterze - pochwalił się jakiś czas temu w programie Jimmy'ego Kimmela.
Chyba trochę przesadził z opiewaniem popularności swojej brody, na Twitterze ma raptem 102 obserwujących, ale być może ich liczba będzie rosła wraz z brodą. Swoją drogą, przynajmniej od czasów "Maski", a było to w 1994 roku, nie widzieliśmy twarzy Carreya równie oryginalnej. Może inspiracja dla hipsterów znad Wisły?
JZ
Mafia otworzyła drzwi do kariery. Legenda polskiej muzyki. Liczba przebojów imponuje do dziś
Mlynkova zdradziła, co mówią o Polsce zagranicą. Takie słowa od obcokrajowców
Młynarska o kulisach zakupu domu w Hiszpanii. Wspomniała o cenie
Wychowanie lat 90. pełną gębą? "Tata, a Marcin powiedział" nie jest tym, czego się spodziewałam
Paskowy w TV Republika popłynął? Nie do wiary, jak podpisali Dodę
Afera po wystąpieniu Nawrockiej w Białym Domu. Internauci grzmią. "Szczyt hipokryzji"
Lewandowska zabrała na mecz córki. Tak wspierały Lewego z trybun
Szokujący akt wandalizmu. Zniszczono warszawski mural Kory
Jan Urban na meczu Polska-Albania. Tym detalem selekcjoner zachwycił stylistkę