Wpadka w "19.30". Niespodziewanie odezwał się inny prowadzący

W wydaniu "19.30" z 17 kwietnia doszło do dość nietypowej sytuacji. Zaskakująca pomyłka wydarzyła się, jeszcze zanim prowadząca program zdążyła się odezwać.

Telewizja na żywo rządzi się swoimi prawami. Nawet wtedy, gdy wszyscy w studiu są doskonale przygotowani, o pomyłkę, którą usłyszą lub zobaczą widzowie, naprawdę nietrudno. Coś takiego wydarzyło się w środowym programie "19.30". Wieczorne wydanie programu informacyjnego prowadziła Monika Sawka.

Zobacz wideo To mogłoby być ciekawe spotkanie

Wpadka w "19.30". To usłyszeli widzowie. Prowadząca z kamienną twarzą 

Jednak to nie głos Moniki Sawki najpierw usłyszeli widzowie "19.30". Jeszcze zanim prowadząca zdążyła cokolwiek powiedzieć, tuż po czołówce programu odezwał się niespodziewanie Zbigniew Łuczyński. - Polecam także nasze media społecznościowe. Zachęcam do... - można było usłyszeć zza kamery. Sawka zachowała kamienną twarz i przywitała się z widzami, a następnie kontynuowała wydanie programu. Trudno powiedzieć, skąd dokładnie wzięła się nietypowa wpadka. Pod koniec środowego odcinka "19.30" na ekranie rzeczywiście pojawił się Zbigniew Łuczyński. Dziennikarz zachęcał do obejrzenia nowego wydania programu "Reporterzy". Jego wejście zapowiedziane zostało jednak jako połączenie się ze studiem na żywo, a w dodatku z jego ust nie padły tym razem słowa wypowiedziane na początku programu.

'19.30''19.30' '19.30', TVP

Tomasz Marzec odszedł z "19.30". Tak mówił o kulisach pracy

Po rewolucji w publicznych mediach do TVP dołączył Paweł Płuska, który wcześniej przez wiele lat związany był z "Faktami". Dziennikarz do pracy przy "19.30" ściągnął Tomasza Marca, który wcześniej także znany był z TVN-u. Okazuje się, że Marzec przy "19.30" pracował raptem przez kilka dni. O kulisach pracy i szybkiego odejścia opowiadał w rozmowie z Wirtualną Polską. "Zastałem chaos, przekroczono granicę ingerencji w mój materiał, dostałem obraźliwego e-maila od przełożonego i odszedłem" - mówił Marzec. "Odszedłem po bardzo ostrej wymianie zdań na zasadniczy dla mnie temat, granic ingerencji wydawcy w materiał reportera" - dodał. Z relacji dziennikarza wynika także, że od przełożonych usłyszał sugestię, iż w takiej sytuacji może zrezygnować z dalszej pracy. "W odpowiedzi dostałem mało elegancką sugestię, tak to nazwijmy, żebym się zwolnił. Więc się zwolniłem" - podsumował.

Oglądasz "19.30"?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.