Poprzednio Artur wystosował niezwykły apel. Jury potraktowało to poważnie i... "To było absolutnie poniżające". To jednak nie koniec jego kłopotów

" Był jak taki kombajn. Miałem wrażenie, że wpadł w jakiś szał przy zbieraniu" - Artur dał się w tym odcinku ponieść emocjom. I to mocno.

Kiedy o coś prosimy, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że nasza prośba zostanie wysłuchana. Prawdopodobnie Artur Augustyński zapomniał o tej starej zasadzie, kiedy tydzień temu zaapelował, zarówno do jurorów, jak i do pozostałych uczestników, o to, żeby nie marnować produktów. Jury wzięło sobie apel do serca, o czym uczestnicy w tym odcinku mieli się przekonać na własnej skórze. Kucharze dostali 10 minut, żeby mądrze zebrać z pola składniki. Artur okazał się bezkonkurencyjny. Zbierał "jak kombajn" i wkrótce jego skrzynka była pełna.

Screen z Polsat

Po powrocie do kuchni kucharze dowiedzieli się, że to zadanie było odpowiedzią na apel Artura i jednocześnie wstępem do właściwego zadania. Uczestnicy " Top Chefa " mieli z zebranych produktów przygotować po 4 dania, a z reszty zrobić przetwory. Nie miał prawa zmarnować się najmniejszy element. Sprawność, z jaką Artur zapełnił swoją skrzynkę, okazała się przekleństwem dla jego drużny.

Kiedy wszyscy popatrzyli na stół Artura, nie mogli się powstrzymać od śmiechu. Rwał wszystko, jak leciało. Był jak taki kombajn. Miałem wrażenie, że wpadł w jakiś szał przy zbieraniu - komentowali to inni kucharze.

Na wykonanie zadania kucharze dostali 50 minut. Efekty ich pracy miało ocenić jury w nietuzinkowym składzie. Grzegorz Łapanowski i dwie najprawdziwsze damy: Beata Tyszkiewicz i Małgorzata Walewska, śpiewaczka i jurorka w programie "Twoja twarz brzmi znajomo".

Screen z Polsat

Sumienność, z jaką Artur przyłożył się do zbierania, praktycznie od początku postawiła jego drużynę na straconej pozycji. Kiedy pozostałe ekipy brały się do pracy, oni wciąż wypakowywali produkty ze skrzyni.

Fizycznie nie byliśmy w stanie tego przerobić - załoga miała do wyboru: odpuścić, albo walczyć do końca z pewnością przegranej.

Grzegorz Łapanowski tymczasem demonstrował Beacie Tyszkiewicz zalety ogórecznika.

Screen z Polsat

Kiedy czas minął, pozostałe drużyny miały przygotowane dania, skończone przetwory i porządek na stanowiskach. Stanowisko drużyny Artura przypominało pobojowisko.

Panowie od razu mnie odrzucili, już na samym początku, bo było pewne, że mam za dużo warzyw i jesteśmy skazani na porażkę - mówił potem Artur.

Rzeczywiście, drużynie zabrakło woli współpracy i wiary w zwycięstwo. Tymczasem podczas degustacji, w konkurencyjnej drużynie nieoczekiwana wpadka. W jednym ze słoików Grzegorz Łapanowski dopatrzył się...

Tam jest robak!

Kapitanowi drużyny momentalnie z twarzy spełzł uśmiech.

Myślę, że to jest taki sposób reklamowania. Przetwór jest na tyle zdrowy, że nawet robak chciałby go zjeść - pocieszyła go Tyszkiewicz.
Mnie w ogóle nie przeszkadza ten robak - Walewska również była optymistycznie nastawiona do robaka.
Screen z Polsat

Nie tylko ilość przytłoczyła drużynę Artura. W przeciwieństwie do dzieł pozostałych drużyn, przetwory drużyny Artura w sporej części nie nadawały się do natychmiastowej konsumpcji. Co za tym idzie, nie nadawały się do natychmiastowej oceny.

To wszystko jest niejadalne. Surowizna - komentowali to z szatni pozostali kucharze.

Jury jednak znalazło coś, co można było spróbować od razu. Przecier z pomidorów.

Dla małego i dużego - próbował ratować sytuację Artur.

Błąd. Nawet jego drużyna parsknęła śmiechem.

Bo to jest bardzo ważne w dzisiejszej kuchni, żebyśmy gotowali uniwersalnie - to wybitnie nie był dobry dzień dla Artura, ale ten walczył do końca.
To było absolutnie poniżające i kompletnie nie było śmieszne - skomentował to potem Piotr Ceranowicz.
Screen z Polsat

Ta konkurencja nie miała prawa skończyć się dla drużyny Artura dobrze i nie skończyła. Jednak to nie był koniec kłopotów uczestnika. "Poległ" również w konkurencji głównej i w rezultacie trafił do dogrywki. Tę, niestety, przegrał. Nie odszedł jednak w niesławie. Jury doceniło zaangażowanie uczestnika i jego niebywałą szczerość. To on 2 tygodnie temu okazał wielkoduszność uczestnikowi, który zniszczył mu danie.

Artur, pomimo, że opuścisz dzisiaj program, udasz się do Kurta Schellera, gdzie te techniki, które jeszcze fruwają ci w głowie, będziesz szkolił pod jego okiem - zakomunikował mu na koniec Wojciech Modest Amaro .
Kurs u Kurta Schellera to jest dodatkowa nagroda za to, jak fajne wrażenie na nas zrobiłeś - powiedział Maciej Nowak .
Myślę, że to ty z tej edycji głęboko zapadniesz w nasze serca - uśmiechnęła się do niego Ewa Wachowicz .

Ty nam dostarczałeś masy wrażeń i to szczególnie tych pozytywnych - to z kolei komplement od Grzegorza Łapanowskiego.

Przyszedłem do programu taki mały robaczek, a teraz wychodzę z pełną piersią. Idę do przodu. Trzeba być dobrym człowiekiem, bo dobroć, jak to się mówi, wróci - powiedział na koniec Artur.

Choć Artur musiał spakować noże i odejść z "Top Chefa", to odchodził unosząc obietnicę stażu u Kurta Schellera i szacunek wszystkich bez wyjątku jurorów oraz pozostałych uczestników programu. Odchodził nie jako przegrany, ale jako zwycięzca.

Screen z Polsat

alex

Więcej o: