"Top Chef" jako szkoła przetrwania? "Poziom był wyższy, niż w poprzedniej edycji" [PODSUMOWANIE]

Sto tysięcy złotych i tytuł Top Chefa w drugiej edycji programu zdobył Sebastian Olma. W ścisłym finale pokonał Przemysława Błaszczyka i Adama Kowalewskiego.

Wściekłość, bezradność, łzy, chaotyczne miotanie się po kuchni i niezdolność do wydania potraw w wyznaczonym czasie - to była w tym programie "normalka", podobnie jak miażdżące opinie jurorów, potrafiących bezlitośnie skrytykować zaprezentowane im specjały. I właśnie tego wszystkiego, do czego się przyzwyczailiśmy w trakcie jedenastu tygodni zmagań uczestników "Top Chefa", zabrakło w finale.

Top ChefTop Chef Screen z Polsat Screen z Polsat

Zamiast tego zobaczyliśmy show w wykonaniu profesjonalnych, zorganizowanych i znających się na rzeczy finalistów, którzy etap przykrych wpadek mieli już dawno za sobą. Było kompetentnie, przewidywalnie i... chwilami nudno. Trochę szkoda, ponieważ po finale spodziewaliśmy się ekstremalnych emocji, sumy wszystkich strachów i radości, jakie kucharze przeżywali w trakcie trzymiesięcznych zmagań.

Zobacz wideo

"Winę" za to ponoszą w głównej mierze jurorzy. Używam cudzysłowu, ponieważ to, co może być wadą z punktu widzenia show, jest ogromną zaletą z perspektywy finalistów. Podejście jurorów, styl ich pracy, sposób oceniania potraw sprawiły, że zostali najtwardsi z najtwardszych, tacy którzy nie tylko z niejednego pieca chleb jedli, ale i w niejednym piecu wypiekali własny. Takich niewiele już zaskoczy, podołają każdej sytuacji pod dużym ciśnieniem i nie "pękną" w obliczu nieprzewidzianej katastrofy. Wystarczy sobie przypomnieć pierwsze odcinki, w których uczestnikom z byle powodu puszczały nerwy, nie wytrzymywali presji i - bywało - odchodzili z programu na własne życzenie.

Chciałabym ja opuścić program. Nie radzę sobie ze stresem - powiedziała Patrycja Stefanów-Kot, dobrowolnie kładąc głowę pod topór w zamian za wykluczoną przez jurorów Magdalenę Perszkę.

Ta przyjęła niespodziewany akt łaski, ale w następnym odcinku i ona nie wytrzymała.

To, co się tutaj dzieje, to jest hardcore - mówiła z oczami pełnymi łez Persze.

Dosyć miał też miał Robert Wojnarowski.

Pękło we mnie coś małego. Poczułem, że chyba wystarczy - przyznał w jednym z odcinków.

Top ChefTop Chef Screen z Ipla/ Polsat Screen z Ipla/ Polsat

Można zapytać, cóż to za program kulinarny, który prowadzi jego uczestników do skrajnych stanów nerwowych? Rzeczywiście, osoby, które miały problem z kontrolowaniem stresu, odpadały niezależnie od swoich umiejętności kulinarnych. I tutaj wracamy do roli jurorów, a zwłaszcza Wojciecha Modesta Amaro, którego sam widok w kuchni paraliżował wielu uczestników. Charyzmatyczny artysta kuchni molekularnej nie musiał otwierać ust, żeby budzić lęk. Szybko okazało się, że budowane przez jurorów potworne napięcie, ekstremalne, a niekiedy wręcz absurdalne zadania, jakie mieli wykonać (gotowanie w kajdankach, rozpoznawanie dań po ciemku) stanowiły kluczowe czynniki selektywne w wyniku których na placu boju pozostali już tylko najbardziej odporni.

Top ChefTop Chef Screen z Polsat Screen z Polsat

My, jako widzowie, zobaczyliśmy, że kucharzenie na najwyższym poziomie, na poziomie Top Chefa to nie tylko talent i wiedza kulinarna. To także psychika z tytanu i stalowe nerwy. Zobaczyliśmy, że droga do Top Chefa to szkoła charakteru, ścieżka zdrowia i najprawdziwszy boot camp, a bycie Top Chefem to nie tylko certyfikat umiejętności kulinarnych na najwyższym poziomie, ale wręcz stan umysłu.

Być może właśnie dlatego w trakcie morderczego z założenia finału nikomu nie trzęsły się ręce, nikt nie wpadł w panikę, nikt nie rzucił fartuchem i nie zabrał przedwcześnie swoich noży. Uczestnicy odpowiednio do sytuacji, kiedy trzeba to szybko, a w innych przypadkach metodycznie i z konsekwencją walca drogowego, niekiedy nawet żartując, brnęli do upragnionego tytułu. Robili to kosztem napięcia, które niestety, chwilami "siadało".

Oczywiście Top Chef mógł być tylko jeden, jednak Amaro był pełny uznania dla wszystkich finalistów.

Jesteście grupą niesamowitych ludzi. Z wieloma z wami się naprawdę zżyłem. Och, sexy boy. Gdybyśmy się spotkali w innym programie, zalalibyśmy internet powiedzeniami. Naprawdę świetnie gotujesz - skomplementował w finale Sebastiana.
Przemku, wyczarowałeś fantastyczne dania. Jesteś genialny - gratulował kolejnemu uczestnikowi.
Adam, masz duszę do gotowania. Masz wspaniałą lekkość w ręce. Gratuluję.

Program jako całość mógł się wydawać niekiedy wręcz brutalny. Można było mieć zastrzeżenia do zachowań jurorów, dających uczestnikom ostro w kość. Zwłaszcza Amaro potrafił być twardy wobec kucharzy.

Ja nie wiem, czy ten człowiek potrafi kogokolwiek pochwalić - mówiła w jednym z odcinków załamana Perszke.

Miało to jednak swój wymierny efekt. Najwyraźniej "przykręcanie śruby" wyszło programowi, a zatem i uczestnikom, na dobre.

Poziom jest wyższy, niż w poprzedniej edycji - przyznawał gospodarz programu, Grzegorz Łapanowski.

Zatem w "wielkim finale", zamiast otrzymać show oparte na paradzie wpadek uczestników, którzy nie radzą sobie z presją, obejrzeliśmy finezyjny, pełny maestrii spektakl trzech specjalistów od gotowania. Mogło to nieco rozczarować tych, którzy na koniec spodziewali się jatki, a otrzymali sporą dawkę kulinarnej poezji.

Top ChefTop Chef Screen z Polsat Screen z Polsat

Jacek Zalewski

Więcej o: