Książę Harry i Meghan Markle w 2020 roku zdecydowali, że nie chcą już być częścią brytyjskiej rodziny królewskiej. Para wyprowadziła się do Stanów Zjednoczonych, gdzie wychowuje dwójkę dzieci. Od dłuższego czasu mówi się jednak, że książę chciałby pogodzić się z rodziną. Teraz jednak syn króla Karola III udał się w daleką podróż. Wraz z małżonką wybrali się do Australii, gdzie wylądowali 14 kwietnia. Para twierdzi, że to prywatna wizyta, ale pławią się w blasku fleszy. Uwagę przyciągnęła Meghan, która podczas wizyty w szpitalu dziecięcym wręczyła asystentce bukiet. To wywołało falę spekulacji.
Podczas wizyty Markle poprosiła Australijczyków, by ci "nazywali ją Meg", nie zważając na jej tytuł. Wszystko przez liczne spekulacje dotyczące tego, iż Harry i Meghan nie wybrali się w podróż prywatnie, a traktują to jako "królewską" wizytę. Aktorka miała okazję odwiedzić szpital dziecięcy. To tam otrzymała od młodych pacjentów kwiaty.
Meghan szybko przekazała podarunki asystentce, co wielu odebrało jako iście królewski gest. Chodzi o to, iż protokół przekazywania kwiatów i prezentów został udoskonalony przez królową Elżbietę II. Od dawna członkowie rodziny królewskiej, którzy pełnią obowiązki publiczne, się do niego stosują, by mieć wolne ręce do uścisków dłoni. Pojawiły się komentarze sugerujące, iż Markle zrobiła to celowo, a jak wiadomo, nie jest już członkinią rodziny królewskiej. "Czy Meghan naprawdę przekazała prezent swojej asystentce, jakby była członkiem rodziny królewskiej?" - pisał jeden z użytkowników X, a wielu mu wtórowało.
Inni z kolei twierdzili, że zachowanie Markle było niegrzeczne. "Oddała to, jakby było toksyczne i nie mogła się doczekać, aż się tego pozbędzie", "Nawet nie spojrzała na to uważnie. Jakie to niegrzeczne", "Wcisnęła tego kwiatka asystentce i nawet na nią nie spojrzała" - pisali wściekli. Należy wziąć pod uwagę, że asystentka ma pomagać osobie, z którą współpracuje. Nie dziwi więc, że Meghan skorzystała z jej obecności i podała jej kwiaty.
Wśród Australijczyków emocje wzbudziła informacja, iż Harry i Meghan, choć nie są członkami rodziny królewskiej, to otrzymali ochronę finansowaną z podatków. Żądają, aby byli członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej, którzy odwiedzają Australię jako prywatne osoby, choć uczestniczą w głośnych wydarzeniach publicznych, sami opłacili koszty ochrony. Aktorka i książę podkreślali, że ich wizyta ma charakter prywatny, ale policja z dwóch stanów zadeklarowała, że zapewni im bezpieczeństwo. Poseł David Limbrick grzmiał w rozmowie z dziennikarzami, że para powinna oddać pieniądze za ochronę. "W stanie Wiktoria istnieje cennik za wsparcie policji. Niech Harry i Meghan zapłacą!" - stwierdził.
Wygląda jak z butiku, a to Sinsay. Komplet w dwóch kolorach za mniej niż 100 złotych
Restaurator żałuje udziału w "Kuchennych rewolucjach". Padły mocne słowa
14 kwietnia Prokop wydał oświadczenie. Po 20 latach wspólnego życia rozstał się z żoną
Miszczak "otworzył puszkę Pandory". Ekspertka tłumaczy, dlaczego mógł zrobić to właśnie teraz
Gessler publikuje zdjęcia, które wcześniej usunęła. "Legendy o piciu wyssane z palca"
Tak Kaczyński przywitał się z Dobrosz-Oracz. Wszystko się nagrało
Marcin Hakiel przyznał, że stracił prawo jazdy. Wyjawił, jak do tego doszło
Iga Świątek skradła show na imprezie VIP w wieczorowej kreacji. Spójrzcie na buty
Miszczak krótko o Hołowni. Był lepszym prowadzącym czy politykiem?