W 2006 roku na antenie TVP wyemitowano pierwszy odcinek serialu "Dylematu 5", który miał być kontynuacją kultowego serialu Stanisława Barei "Alternatywy 4". Nie pamiętacie, żeby ktoś porwał się na taki projekt? I nic dziwnego, bo produkcja została zdjęta z ekranów już po trzech odcinkach, chociaż TVP zamówiła ich 13. Ostatecznie okazało się, że "Dylematu 5" jest katastrofą.
"Alternatywy 4" Stanisława Barei to jeden z najlepszych polskich seriali PRL i do dziś wielu powraca do produkcji, doskonale się przy niej bawiąc. Tu wszystko się zgadzało - znakomita gra aktorska, dobrze napisane postaci pokazujące przekrój społeczny, specyficzny humor sytuacyjny i słowny oraz dialogi, w których wyśmiewano ówczesną sytuację w kraju. Kiedy więc w 2006 roku ogłoszono, że na ekranach pojawi się kontynuacja serialu o tytule "Dylematu 5", widzowie byli zachwyceni. Euforia minęła szybko po emisji pierwszego odcinka. Z bólem serca trzeba było przyznać, że Telewizja Polska nie podołała zadaniu.
Ale od początku. O co chodziło w "Dylematu 5"? W serialu po latach powróciliśmy do mieszkańców bloku przy Alternatywy 4, którzy w wyniku pożaru piwnicy musieli ewakuować się z budynku. Ostatecznie zostali przeniesieni z PRL-owskich wnętrz do współczesnych apartamentów w bloku przy Dylematu 5. Szybko jednak okazało się, że budynek jest zadłużony, a obok inwestor chce stawiać supermarket. W kolejnych odcinkach mogliśmy śledzić interakcje pomiędzy starymi i nowymi sąsiadami i ich pomysły na to, jak spłacić zadłużenie. W tle toczyła się intryga, w którą zamieszani byli lokalni politycy i nowy zarządca budynku Jan Pokorny (w tej roli Tomasz Sapryk). Jak wszystko się zakończyło? Tego nie wie nikt, bo finałowy odcinek nie powstał.
Do produkcji zaproszono plejadę polskich gwiazd, które występowały już w "Alternatywach 4". Wojciech Pokora znów wcielił się w docenta Zenobiusza Furmana, Jerzy Kryszak zagrał doktora Zdzisława Kołka, a Kazimierz Kaczor Zygmunta Kotka. Nie zabrakło Bożeny Dykiel (Mieczysława Engelmajer, dawniej Aniołowa), Stanisławy Celińskiej (nauczycielka Bożena Lewicka) Witolda Pyrkosza (Józef Balcerek), Zofii Czerwińskiej (Zofia Balcerkowa), Jerzego Bończaka (konstruktor Marek Manc) czy Krystyny Tkacz (radna Kotkowa, była żona Zygmunta Kotka). Niektórych aktorów niestety nie zobaczyliśmy. Mowa m.in. o Januszu Gajosie (członek partii Jan Winnicki), Jerzym Turku (Tadeusz Kubiak, mąż śpiewaczki Kolińskiej), czy nieżyjących już Romana Wilhelmiego (Stanisław Anioł), Mieczysława Voita (profesor Ryszard Dąb-Rozwadowski) czy Bronisława Pawlika (Dionizy Cichocki). Pojawiły się za to nowe postaci, w które wcielili się m.in. wspomniany już Tomasz Sapryk, Adam Ferency, Jacek Braciak, Krzysztof Tyniec, Tomasz Karolak, Antek Królikowski czy Julia Kamińska.
Obsada była więc wyśmienita, a sam pomysł też niezgorszy. Oto bohaterowie w ramach wywiadów mieli opowiedzieć, jak przez lata zmieniły się ich życia. Ponadto mogliśmy zobaczyć, jak pokolenie, które doświadczyło trudnych i absurdalnych warunków PRL-u, radzi sobie po transformacji ustrojowej. Mogliśmy skonfrontować ich z młodym pokoleniem, które dorosło już w czasach rozwijającego się kapitalizmu. PRL-owski budynek z wielkiej płyty został tu zestawiony z nowym budownictwem. Słowem wydawać by się mogło, że przez ponad 20 lat zmieniło się wszystko. Twórcy jednak przewrotnie wskazywali, że na poziomie lokalnej polityki czy relacji międzyludzkich nie zmieniło się wiele. Politycy nadal stosują nieuczciwe praktyki, donosiciele dalej donoszą (tylko teraz jak pokazuje to przykład docenta Furmana pracodawcom), a sąsiedzi jak Kotek i Kołek nadal drą koty, ale wspólny problem potrafi zjednoczyć wszystkich sąsiadów, nawet największych wrogów.
Pomysł na fabułę był więc ciekawy. Serial miał szansę stać się też hitem ze względu na nostalgię widzów, którzy pokochali "Alternatywy 4". Co więc sprawiło, że pomimo dużej oglądalności (każdy odcinek oglądało ponad trzy miliony widzów), serial okazał się totalną klapą i szybko zdjęto go z ekranów?
Problemy z produkcją i ogólne zamieszanie zaczęły się już na początku. Za reżyserię "Dylematu 5" miał bowiem odpowiadać Wojciech Smarzowski, który w tamtym czasie wyreżyserował odcinki "Na Wspólnej" i miał na koncie jeden hit - "Wesele". Reżyser jednak na dwa tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć został odsunięty od projektu, wskazano wówczas na "różnice artystyczne". Jego miejsce zajęli Grzegorz Warchoł (wcześniej odpowiadał za reżyserię takich seriali, ja "Bulionerzy" czy "Dziki") oraz debiutujący w tej roli aktor Dariusz Toczek.
Gwoździem do trumny całego projektu okazał się jednak drętwy i składający się z nieśmiesznych gagów scenariusz, w którym brakowało emocji. Nadzieję dawało to, że odpowiadał za niego m.in. Janusz Płoński, który współtworzył również scenariusz do "Alternatyw 4". Niestety, scenarzyście nie udało się powtórzyć sukcesu serialu Barei. Pozostałymi scenarzystami "Dylematu 5" byli Jacek Kondracki (odpowiadał wcześniej za scenariusze "Na Wspólnej" czy "Egzaminu z życia") oraz Jacek Wasilewski (to kolejny scenarzysta "Na Wspólnej" oraz "Zakręconych").
Panowie, delikatnie mówiąc się nie spisali - dialogi tu już nie śmieszyły, a interakcje między bohaterami nie budziły emocji. Zmarnowano ogromny potencjał, nieumiejętnie wyśmiewając absurdy Polski po transformacji ustrojowej. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że scenariusz został napisany w taki sposób, że był niezrozumiały i nieatrakcyjny dla tych, którzy nie znali "Alternatyw 4". Zakładano, że widz już wszystko wie, nie trzeba więc zanadto męczyć się przy budowaniu postaci. Dwa zdania na temat przeszłości bohaterów miały załatwić sprawę. Trzy odcinki wynudziły mnie więc przez to straszliwie.
Po emisji pierwszych odcinków w sieci rozpętała się burza. Zarówno widzowie, jak i krytycy nie mieli litości dla nieudanego sequela "Alternatyw 4", dlatego w TVP - mimo dużej oglądalności - zdecydowano się na zaskakujący ruch. Zorganizowano sondę SMS, w której pytano widzów, czy chcieliby obejrzeć kolejne odcinki produkcji. Niedługo później rzeczniczka stacji Aneta Wrona w rozmowie z Wirtualnymi Mediami poinformowała, że zdecydowano, że kolejne odcinki "Dylematu 5" nie zostaną nakręcone. Widzowie wcale nie byli rozżaleni. W komentarzach pod newsem o produkcji pisano, że podjęto rozsądną decyzję i trzeba wiedzieć "kiedy zrezygnować".
Czy serial był potrzebny? Tak, bo wielu nadal uwielbia bohaterów "Alternatyw 4", a w "Dylematach 5" mieli okazję przekonać się, jak mogły potoczyć się ich losy i znów zobaczyć tych samych wspaniałych aktorów w charakterystycznych rolach (to właśnie ich najbardziej było mi szkoda, bo choć się starali, nie dali rady unieść kiepskiego scenariusza). Plan był więc dobry, oczekiwania wysokie, tylko realizacja tragiczna. Czy Bareja by się uśmiał? Ze scenariusza seqela swojego serialu na pewno nie, ale już z problemów związanych z całą produkcją prawdopodobnie całkiem głośno.
Anna Wendzikowska zawstydziła Leonardo DiCaprio. "Zmieszał się"
Burza po wizycie kamer "Rolnik szuka żony" u Bardowskich. Widzowie apelują
Sikorski i Przydacz ostro starli się o Nawrockiego. "Postępowanie budzi najniższe instynkty"
Trzecie dziecko u Lewandowskich? Robert przerwał milczenie. Padło hasło "syn"
Dziennikarki TVN24 wybuchły śmiechem na wizji. Wszystko przez słowa posła PiS
Na grobie Hanki Bielickiej stoi kot w kapeluszu. Ale uwagę zwraca napis na ozdobie
Nawrocki reklamuje podcast "bez zbędnych hamulców". Przesadził? "Na miłość boską, prezydent to nie influencer"
Anna Dymna jest matką chrzestną Heleny Englert. Jedno ją martwi. "Mam wyrzuty sumienia"
Radosław Krzyżowski od 27 lat jest mężem znanej aktorki. Jej twarz kojarzą miliony widzów