Po obejrzeniu tego programu zaczęłam robić porządki na strychu i w piwnicy. Znalazłam skarby warte konkretne pieniądze

W ramach autorskiego cyklu Plotka "Nowe chwalicie, starego nie... pamiętacie" po opinii na temat "Rodziny zastępczej", wzięłam na tapet "Łowców skarbów. Kto da więcej". Program miał swoją premierę w 2022 roku i nadal można go oglądać. Choć jest perełką, nie jest zbyt popularny. Być może dlatego, że jest emitowany przez TV4, które jest nieco zapomnianym dzieckiem Telewizji Polsat. Format gwarantuje nie tylko dobrą rozrywkę, ale też inspiruje do odkurzania zapomnianych zakamarków piwnic czy strychów rodzinnych domów.
Pamiątki PRL znów w modzie
Kadry z programu 'Łowcy skarbów. Kto da wiecej?'/Polsat; Fot. Plotek Exclusive

"Łowcy skarbów. Kto da więcej" nie jest popularnym programem (według Nielsen Media w 2022 roku po pierwszych trzech tygodniach emisji miał średnio 202 tys. widzów. Dla porównania, w tym samym roku emitowany w Polsacie "Nasz nowy dom" oglądało 1,08 mln widzów), dlatego zacznę od zarysowania, na czym polega. Pierwowzorem formatu był niemiecki program "Bares für Rares". W każdym odcinku uczestnicy z całej Polski przywożą do studia antyki, dzieła sztuki czy perełki designu, by wystawić je na licytację. Przedtem jednak eksperci oceniają wystawiany przedmiot - wskazują, czy jest oryginalny, z jakiego okresu pochodzi, jaki jest jego stan zachowania i jaka jest jego cena rynkowa. Podawane przez ekspertów sumy nie zawsze pokrywają się z tym, czego życzą sobie klienci (jeśli rozbieżność jest zbyt duża, uczestnik nie przechodzi do licytacji). 

Show prowadzi Paweł Orleański, który znakomicie nadaje się do tej roli, wykazując się klasą, spokojem, erudycją, a często również sporą wiedzą na temat przedstawianych w programie skarbów. W późniejszych odcinkach w roli gospodarza mogliśmy zobaczyć również Krzysztofa Ibisza, który mimo dużego doświadczenia przed kamerą, dużo gorzej radził sobie w programie - swoim żywiołowym zachowaniem i potoczystą mową odbierał formatowi jego urok. 

Zobacz wideo Zrobiłyśmy słodycze jak z PRL-u. Galaretki w cukrze

Po programie zaczęłam przeglądać rodzinne pamiątki

A w czym tkwi urok programu? Dla niektórych prawdopodobnie najciekawsze są tu licytacje. Bywa, że ich wyniki grubo przekraczają oczekiwania uczestnika, a czasem ostateczne kwoty są dalekie od eksperckich estymacji (licytatorzy nie wiedzą, co powiedzieli eksperci, a w trakcie programu nie mogą korzystać z internetu, by uzupełniać swoją wiedzę na temat wystawianego skarbu).

Nieocenione są też fragmenty, w których występują eksperci między innymi Krystyna Łuczak-Surówka - historyczka i krytyczka designu, wykładowczyni ASP, Agnieszka Gniotek - historyczka sztuki i ekspertka domów aukcyjnych, Jakub Naumiuk - rzeczoznawca i specjalista od rynku vintage oraz antyków czy Marek Kruczek - antykwariusz ze specjalizacją w rzemiośle artystycznym i porcelanie. Ich opowieści na temat perełek dizajnu nie są nudne, a przedstawiona wiedza imponuje. Program ma więc niewątpliwie walor edukacyjny. 

 

Tym, co jednak moim zdaniem uwodzi najbardziej, to fakt, że w programie pojawiają się przedmioty, które pamiętamy z dzieciństwa z własnych domów rodzinnych czy z kadrów filmów Barei. To właśnie te "zwykłe" przedmioty, jak krzesła, fotele, ceramika, lampy czy zabawki są przedstawiane, a następnie wysoko wyceniane. Budzą się więc sentymenty i wspomnienia - niejednokrotnie oglądając program, przypominałam sobie, że miałam w domu dokładnie takie same wazony, talerze, stoliki czy krzesła. I wtedy zaczyna się magia, bo uczestnicy opowiadają, że dany przedmiot dostali od dziadków, znaleźli w domu rodzinnym, kupili na pchlim targu albo... znaleźli na śmietniku. 

Niejednokrotnie po odcinku "Łowców skarbów" dzwoniłam do rodziców z pytaniem, czy pamiętają dany bibelot z domu rodzinnego. Zwykle okazywało się, że został komuś oddany, sprzedany albo zniszczył się, więc wylądował w śmietniku. Jednak pytanie o artefakt z PRL-u albo początku lat 90. prowokowało do dalszych wspomnień na temat tamtych czasów. Bardzo miło wspominam te rozmowy. 

Po jednym z odcinków "Łowców skarbów" zaczęłam też przeglądać rzeczy pochowane na strychu i w piwnicy w domu. Dzięki temu znalazłam projektor obrazkowy Ania, na którym w dzieciństwie wyświetlałam na ścianie bajki uwiecznione na kliszy fotograficznej. Obecnie ceny tych rzutników wahają się na internetowych portalach sprzedażowych od 140 do 900 zł. Swojego nie sprzedałam, postanowiłam zachować na pamiątkę. 

Projektor obrazkowy Ania
Projektor obrazkowy AniaFot. Monkpress/ East News

Co jeszcze znalazłam? Wazon z Huty Szkła Tarnów zaprojektowany przez Barbarę Kaczmarek-Górską, który sprzedałam na jednej z aukcji internetowych za 350 zł oraz komplet zielonych kieliszków z Huty Szkła Gospodarczego "Hortensja", za który dostałam prawie 600 zł. Przeszukajcie swoje domy, może też chowają się w nich ukryte skarby. Podpowiem, że aby je wycenić i dowiedzieć się, przez kogo zostały zaprojektowane, warto wykorzystywać obiektyw Google'a, który po zdjęciu wyszukuje analogiczne przedmioty. 

Po programie "Łowcy skarbów" zdecydowanie za dużo wydaję

Niestety, oglądanie programu może przynieść też odwrotny efekt - zamiast sprzedawać starocie z PRL, tak się wkręcicie, że zaczniecie je kupować. A ceny bywają oszałamiające. Dobrym przykładem są tu figurki porcelanowe z Ćmielowa, które potrafią kosztować krocie. Mowa o projektach stworzonych przez znanych artystów, między innymi Lubomira Tomaszewskiego, Mieczysława Naruszewicza czy Henryka Jędrasiaka, które na portalach internetowych są wystawiane po kilkanaście tysięcy złotych. 

Figurka z Ćmielowa
Figurka z ĆmielowaScreen Olx
Figurka z Ćmielowa
Figurka z ĆmielowaScreen Olx


Niezwykle droga jest też porcelana, a zwłaszcza zastawa stołowa wyprodukowana w Miśni. Ceny za rzadkie antyki i figury z XVIII wieku dochodzą do nawet kilkuset tysięcy złotych. Tańsze, ale za to bardzo pożądane są też fotele typu 366 zaprojektowane przez z Józefa Chierowskiego. Meble te trafiły na rynek w 1967 roku (wyprodukowano około 500 tys. egzemplarzy). Nadal zachwycają, a coraz więcej osób decyduje się je odrestaurowywać i sprzedawać. Takie odnowione można kupić w sieci od 500 do około 1500 zł. Współczesne reedycje to koszt około trzech tysięcy złotych. 

Fotel typ 366 zaprojektowany przez Józefa Chierowskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie
Fotel typ 366 zaprojektowany przez Józefa Chierowskiego w Muzeum Narodowym w WarszawieFot. Anna Goworek, zdjęcie z prywatnych zbiorów

Nie dajcie się oszukać

Niezwykle popularne i wzięte są też obecnie szklane kury z Huty Szkła "Ząbkowice". Bomboniery w kształcie kur, wykonane z prasowanego szkła, mogą kosztowa, bagatela, cztery tysiące złotych (cena jest uzależniona od wielkości i koloru ozdoby). Po tym, jak kilka lat temu rynek zainteresował się tymi bombonierami, masowo zaczęły pojawiać się podróbki. Znawcy designu zaczęli więc publikować w sieci treści, w których pokazują, jak odróżnić oryginał od taniego falsyfikatu.

Więcej o: