Anna Dymna: Dostaję listy, w których piszą "nie żryj tyle, zapyziały misiu"

Anna Dymna - ikona polskiego kina, teatru, telewizji, jedna z najpiękniejszych i najbardziej utalentowanych rodzimych aktorek, ale też osoba o wielkim sercu i poświęcająca siebie innym, w tym roku została uhonorowana własną sekcją na festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Przegląd filmów z udziałem gwiazdy skłonił ją do pięknych refleksji na temat urody, przemijania i tego, co w życiu najważniejsze. Tymi refleksjami podzieliła się z nami w wyjątkowej rozmowie.
Anna Dymna
Fot. Michał Łepecki / Agencja Wyborcza.pl

Spotkałyśmy się na jubileuszowym festiwalu Dwa Brzegi, którego jest pani jedną z głównych bohaterek - jest pani poświęcone kilka pokazów w ramach sekcji specjalnej. Chciałam zapytać, może to brzmi banalnie, ale czy któryś z tych filmów jest pani najbliższy z jakiegoś powodu?

Co do filmów, to jest tak: całe życie mam tak, że jak przyjmuję jakąś rolę, to przyjmuję ją z jakiegoś powodu. Nigdy nie przyjmuję ot tak, żeby "se" zagrać, żeby zarobić czy coś podobnego. Nigdy. To jest bardzo ciężka praca. Ja uważam, że do każdej roli trzeba dać wszystko, całego siebie - tylko wtedy to ma sens. Tak byłam uczona i to jest prawda. Trzeba podchodzić do tego z miłością.

Na festiwalu można było zobaczyć różne filmy, szczególnie te, które są mniej znane, i każdy dla mnie był bardzo ważny w danym momencie. Mam sentyment właściwie do wszystkich. Do jednych dlatego, że jestem tam młodziutka i patrzę się na takie dziecko, jak tam biega (śmiech). W "Janosiku" jeszcze byłam w szkole teatralnej, czyli widzę siebie młodą, co jest cudne właściwie. Bo czas tak szybko mija, a my się tak zmieniamy. To jest naprawdę fantastyczne w tym zawodzie, że jesteśmy zarejestrowani i że możemy nagle się cofnąć. Ja dlatego mam taką dobrą pamięć (śmiech). Bo jak coś widzę, to wszystko pamiętam.

Widziałam tu "Duże zwierzę". To jest kawał naszego życia. Jurek Stuhr, który jak ja byłam na drugim roku, to ten gówniarz był na pierwszym. Włączył się trochę później, bo już był w opozycji, potem byliśmy razem na roku, bo ja wzięłam urlop dziekański. A potem on robił ze mną dyplom już jako asystent profesora, bo szybciej skończył, bo był taki zdolny. A potem i byliśmy tyle lat w teatrze... To jest kawał naszego życia. Tak jak mówię - te filmy to kojarzą mi się z cudownymi różnymi przeżyciami i to jest naprawdę moje życie. Dlatego nie mam takiego jednego ulubionego... Oczywiście, jakby tak mądrze mówić, to są ulubione moje postacie literackie. To na przykład jest w "Mistrzu i Małgorzacie" - Małgorzata. Dlatego że ja się utożsamiam absolutnie z kobietą, która oddaje duszę diabłu, żeby ratować mężczyznę, bo taka sama jestem.

I pamiętam, jak dostałam tę rolę, to byłam zdumiona, że w ogóle ktoś mi to proponuje. Gdzieś tam są takie role, z którymi się utożsamiamy. Są takie role, które się nam łatwo gra, co nie znaczy, że one są najlepsze, bo najlepsze są takie, które są przeciwko mnie w ogóle i trzeba się namęczyć. Także to trudno mi mówić o filmach, spotkaniach z reżyserami, z partnerami.

Chciałam jeszcze dopytać o ten film z tym legendarnym oczywiście wielbłądem, "Duże zwierzę". Patrząc na niego dzisiaj, mam wrażenie, że on w swoim przekazie w ogóle nie stracił na aktualności. Ten społeczny wydźwięk, te uczucia, które tam są - równie dobrze mógłby powstać dzisiaj, z bardzo podobnymi emocjami. Czy pani też ma takie wrażenie?

Ten film nie ma tempa, nie ma agresji. Nie ma, no gdyby teraz zrobili o braku tolerancji, toby ktoś kogoś zabił najpewniej. Teraz takie wszystko jest. Ten film powoli płynie. Jurek gra taki zdziwiony. Pamiętam, jak myśmy to grali i to są filmy, które poruszają problemy ponadczasowe. To jest ponadczasowy problem tolerancji. Ktoś jest inny niż ja, to dlatego muszę go w łeb od razu walić? Nie mogę się z nim dogadać? Nie mogę przyjąć do wiadomości, że on akurat ma wielbłąda, a ja mam świnkę.

Zobacz wideo Anna Dymna szczerze o WOŚP

No właśnie dlatego o to dopytuję, bo dziś ta dyskusja o tolerancji jest tak samo, a nawet bardziej jeszcze żywa niż wtedy, prawda?

To jest dużo ważniejszy film w tej chwili, kiedy tolerancja piszczy, zdeptana gdzieś w kącie. Naprawdę. Brak tolerancji wywołuje agresję i to wszystko, co się dzieje, co niestety w tej chwili się pomnaża cały czas. Dlatego gdy wyświetlano ten film, patrzyłam na widownię i obserwowałam. Przede wszystkim film był robiony, no, jednak 26 lat temu. Jednak teraz wszystko nabrało takiego przyspieszenia, przekaz informacji, filmy, wszystko jest takie agresywne, takie kolorowe, takie, żeby ci po oczach walić. Czuję się, jakbym była głupia, jakby to było po to, żebym nie mogła sobie spokojnie pomyśleć.

A ten film szedł tak powoli i patrzyłam na tych ludzi, jak oni to wytrzymają. Niektórzy może przysypiali (śmiech), ale potem się budzili, bo to jest taki film, że tak ci się wtłacza, to wtłacza i zaczynasz myśleć. Bardzo mi się ten film teraz spodobał. Mimo że ja mam do niego sentyment, bo tam grał mój ukochany partner i nawet nie mówię tu o Jurku, mimo że to Jureczka Stuhra kocham, i zawsze będę go kochać, ale tam grał Rubio!

Pamiętam, jak taka jedna pani z jakiegoś portalu plotkarskiego... Nie wiem, jak się nazywają te takie panie, co się pytają, ale dopytywała mnie: "Czy ma pani jakiegoś kochanka?". A ja mówię: "No mam jednego, ale ja nie mogę mówić, bo musiałabym się go spytać, czy on sobie życzy, ja nie opowiadam o moich partnerach". A ona dalej - "Ale wysoki czy niski?". Ja mówię: "No wysoki". "Ale blondyn czy brunet?", ja mówię: "No blondyn". Ale ta pani nie dawała za wygraną - "Ale proszę pani, no ale coś pani jeszcze powie". Ja mówię: "Jest taki kochany, tak ma dużo spokoju, ale jak beknie, to tak śmierdzi, że zrzygać się można" (śmiech). I to był Rubio, mój ukochany, ale był rzeczywiście super partner. Ze zwierzakami się bardzo trudno gra, bo jak taką "mordę" przebić, no jak? Myśmy ze Stuhrem nawet się nie starali nic zagrać szczególnie przy nim (śmiech). Tylko wyżerał nam wszystko!

Faktycznie, niezły partner!

Bardzo kocham moich partnerów, od niego się dużo nauczyłam. I jak ktoś się mnie pyta o partnerów, zawsze mówię o tym, który jak beknie, to... (śmiech). Ale był kochany. Wszystkie filmy były ważne, bo na przykład za "Tylko strach" Złote Lwy w Gdyni dostałam, ale nie odbierałam tej nagrody. To są ważne filmy, bo poruszają tematy, które wywołują od razu reakcje widzów. Pamiętam, że przez wiele lat ludzie z problemem alkoholowym do mnie dzwonili, pisali.

Ja miałam spotkanie w klubach AA i tylko kilka osób płakało, kobiety, które pytały: "To pani nie jest (alkoholiczką jak postać w "Tylko strach" - przyp. aut.), tylko gra?". Ja mówię: "Gram tylko, o Jezu". Bo to były alkoholiczki, które potrzebowały pomocy. Zresztą one bardzo mi pomagały budować rolę. Ja się zaprzyjaźniłam, chodziłam na meetingi i poznałam cudowne kobiety. Bardzo lubię takie filmy, które poruszają ważne dla człowieka tematy. Teraz zagrałam kobietę z alzheimerem, taką straszną rolę w "Wielkiej wodzie". To była ryzykowna rola, ale poruszająca bardzo ważny temat.

Mam fundację (Fundacja Mimo Wszystko pomaga dorosłym osobom niepełnosprawnym intelektualnie - przyp. aut.) i tą fundacją robiłam przez wiele lat koncerty na rzecz ludzi sztuki, którzy się znaleźli gdzieś na zakręcie i nie radzą sobie w życiu. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, gdzie się podziali ludzie, którzy jeszcze niedawno razem z nami się kłaniali i byli oklaskiwani... Często to są kobiety, które się wstydzą wyjść na ulicę, bo przytyły, bo są brzydkie, bo są pomarszczone... To jest okropne, jak w takim zawodzie się starzeć?

Właśnie o to też chciałam zapytać, bo powiedziała pani, że lubi też filmy dlatego, że widzi siebie młodą. No chyba nie jest tajemnicą, że jest pani uznawana za jedną z najpiękniejszych aktorek...

Jedni lubią to, drudzy tamto (śmiech). Ale faktycznie - publicznie się starzejemy. Nie wiem, dlaczego to jest taki problem. Myślę, że może to się wszystko bierze od wychowania. Mnie się wydawało, jak byłam mała, że babcia moja, co miała takie fajne zmarszczki, takie "słoneczka" na twarzy, że to jest najładniejszy człowiek na świecie. I byłam strasznie zdziwiona, że "stare to jest brzydkie". Nigdy nie mogłam tego pojąć, dopiero jak miałam kilkanaście lat, to już wiedziałam, o co chodzi. Ale ja uważam, że my nie możemy się tego wstydzić. I teraz robienie wszystkiego, żeby się podcinać, wysysać... Jak kobiecie to dobrze robi, niech sobie to robi. Tylko jeżeli to ma być celem mojego życia, to ile nam rzeczy umyka przez to? Życie jest krótkie i życie jest piękne, i życie jest ważne.

Zwłaszcza w zawodzie aktorki te ingerencje plastyczne w twarz to jednak pozbawienie się pewnych atrybutów, mimiki?

Jak grałam w tej "Wielkiej wodzie", to było jedno straszne, bo miałam tę maskę klejoną. Pierwszy raz charakteryzacja trwała pięć godzin, były upały. Dziesięć razy ją zrywano, wkładano, ale to było konieczne, żeby zagrać taką... To strasznie ważna rola, że ona wolała umrzeć tam, niż wyjść i się pokazać. A ja uważam, no co z tego? No jestem teraz taka. Trzeba mieć dużą uwagę, jak wychodzę, a czasem "Znachor" idzie w telewizji trzy razy w ciągu dnia, na przykład w święta puszczają dużo. Nie będę mówić, co słyszę na ulicy, ale się uśmiecham i idę dalej... Ale takie pytanie: "O Jezu, to pani jeszcze żyje?".

Chyba pani żartuje?

Sam się pan szczyp. Proszę mnie nie szczypać! Bo oni jeszcze mnie szczypią, żeby sprawdzić. No ale ludzie tacy są, oni to robią z życzliwości. No dziwią się. Też bym się dziwiła. Taka ładna była, dopiero dwie godziny temu w TV, a idzie jakaś "gruba baba". Dostaję czasem listy: "Nie żryj tyle, zapyziały misiu".

Naprawdę ludzie takie listy piszą?!

Tak, to pani nie wie? Piszą. Natomiast ja uważam, że, przepraszam, starzy ludzie w tym zawodzie są bardzo potrzebni. Biedni to są sportowcy! Dlatego, że starość ich wyklucza z zawodów. A kto zagra starą kobietę lepiej od starej kobiety? No przepraszam. A jeżeli stara aktorka jeszcze potrafi się nauczyć tekstu, jeszcze się w miarę rusza, jeszcze umie coś ogarnąć, to jest skarbem. I co ja się mam wstydzić, że co?

Nic! Głośno też było ostatnio o pani decyzji, żeby przejść na emeryturę. Natomiast pani cały czas jest bardzo aktywna i zawodowo, i w fundacji. To czy to taka prawdziwa emerytura?

Ja teraz więcej pracuję niż kiedykolwiek! Jeśli chodzi o emeryturę, to pracowałam dziesięć lat dłużej (niż wynosi wiek emerytalny kobiet, czyli 60 l. - przyp. aut.). Nie poszłam na żadną emeryturę i nie brałam tej emerytury razem z pensją, tylko po prostu pracowałam, pracowałam, bo emerytura to jest mój przywilej. Dyrektor, jeżeli ja nie chcę iść na emeryturę, może mnie najwyżej zwolnić z teatru, ale musi mieć powód.

Ja wiedziałam, że jest takie prawo i sobie pracowałam dziesięć lat dłużej. Bardzo się to opłaca, bo mam teraz ją wyższą, niż miałam pensję. W związku z tym namawiam wszystkich, jeśli mają siły, żeby pracowali, pracowali, ile się da. Dlatego że ja jak pracuję, to mnie mniej wszystko boli, to nie myślę o tym, że jest przemijanie, bo jestem potrzebna. Poza tym u mnie się tak stało, że mam fundację i nawet gdybym pracowała 24 godziny na dobę, to i tak by mi zabrakło czasu. Nie zrobiłam tego z premedytacją. Ale człowiek musi się czuć potrzebny.

Do tego jeszcze gram, czasem dostaję jakieś role, dlatego że dla nas też jeszcze są role, jakkolwiek jest ich 90% mniej, to jest oczywiste, bo już mogę sobie prześledzić moje życie i życia innych aktorek - widzę, co pozostaje w pamięci widzów. Najbardziej pozostają te role, gdzie jesteś piękna, wdzięczna, zgrabna, taka królowa Basia Radziwiłłówna czy Marysia. Tego się nie przebije niczym.

Mimo że mamy okropnie w tym zawodzie, bo jak jestem młoda i jeszcze nic nie umiem, to mam ciałko i tam oczka błyszczą, role są. Potem już są młodsze ode mnie, ale potem, jak masz szczęście, to grasz i grasz dużo lepiej, ale te role nie wejdą tak do historii, jak te takie śliczne, wdzięczne. Ale mam tego świadomość, odkąd jestem aktorką. W związku z tym z tego powodu nie cierpię, mimo że często dziennikarze mi zadają pytanie: "jak to pani przeżywa?". A nie przeżywam? Cieszę się, że żyję, nie? Że jeszcze komuś jestem potrzebna.

Myślę, że ktoś tak zapracowany jak pani, do tego w takim szczytnym celu, to chyba nie musi i nie ma czasu na to, żeby się zastanawiać, czy byłam ładniejsza czy brzydsza?

Najważniejsze jest to, że jestem potrzebna. Teraz mam podopiecznych, mam fundację, która się cały czas rozwija, widzę, ile jest do zrobienia, to się czuję potrzebna i mamy takich kochanych moich podopiecznych.

Szczerze życzę tym podopiecznym, żeby była pani z nimi jak najdłużej. Wiem, że dla nich to jest superważne. Ostatnie lata pani aktywności społecznej są po prostu wzorem dla wielu osób, inspiracją.

No, bo my się kochamy po prostu. Ja założyłam fundację nie dlatego, że nie miałam co robić, bo wtedy miałam bardzo dużo roboty, tylko dlatego, że zaprzyjaźniłam się z takimi osobami, które mi pokazały, co w życiu naprawdę jest ważne, bo oni mózgi mają uszkodzone na zawsze, ale uczucia mają niczym niezmącone, a my mamy pozabijane mózgi tymi ambicjami. I oni mnie tak prostują. Ja przy nich jestem normalna. Największym moim sukcesem jest to, że oni mnie kochają, że jestem Ania i że im pomagam, że można się do mnie przytulić i to się okazuje w życiu bardzo ważne. Oczywiście - jak się zagra fajną rolę i ktoś cię za to doceni, to też jest super.

Życzę, żeby pani mogła od nich czerpać jak najdłużej i żeby oni mogli od pani czerpać jak najdłużej!

Rozmawiała Aleksandra Pajewska-Klucznik

Więcej o: