Był posłem PiS zamieszanym w aferę wizową. Teraz został konkurencją dla Książula. "Problem polega na tym, że..."

Były poseł PiS i były wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk próbuje swoich sił na TikToku jako amatorski krytyk kulinarny. O jego nowym zajęciu porozmawialiśmy z ekspertką od strategii komunikacji - Ewą Wójcikowską, znaną w sieci jako po_co_komu_pr.
Piotr Wawrzyk
Fot. TikTok/piotr_wawrzyk

Piotr Wawrzyk był wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie PiS. 31 sierpnia 2023 roku został jednak zdymisjonowany przez Mateusza Morawieckiego, po tym, jak wybuchła afera wizowa, w której miało dochodzić do korupcji przy przyznawania wiz do Polski (TVN24 donosił wówczas, że decyzję podjęto ze względu na "brak satysfakcjonującej współpracy"). W styczniu 2024 roku został zatrzymany przez CBA. Przedstawiono mu wówczas zarzuty przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz ujawnienia osobie nieuprawnionej informacji służbowych. Wawrzyk nie przyznawał się do winy. Czym dziś zajmuje się były polityk PiS? Okazuje się, że postanowił spróbować sił jako krytyk kulinarny. 

Zobacz wideo Książulo skrytykował Gessler, a pochwalił Morana. Kucharz zabrał głos

Piotr Wawrzyk konkurencją dla Książula?

Piotr Wawrzyk prowadził konto na TikToku jeszcze w czasach, kiedy był posłem PiS. Wówczas zdarzało mu się publikować tam nagrania z Sejmu czy z Pałacu Prezydenckiego. Teraz Wawrzyk się przekwalifikował i zajął się recenzowaniem dań serwowanych w nadbałtyckich knajpach. 59-latek ma nawet na TikToku swój cykl "Dobre i sprawdzone jedzenie", a jego konto obserwuje prawie dziesięć tysięcy osób. 

W jednym z nagrań Wawrzyk przekonywał, że będąc nad morzem, należy spróbować szaszłyka. - Ja wiem, że niezdrowy, nie wolno, bo cholesterol, serce i układ krążenia, ale raz na rok to i na szaszłyk można sobie pozwolić - zachęcał, by później zrecenzować danie. - Wygląda smakowicie (...). Dobrze przyprawiony, ostry, więc teraz trzeba czymś popić - powiedział, sięgając po szklankę z napojem. Były polityk stwierdził, że za posiłek zapłacił 82 zł. - Czy to dużo? Czy to mało? Oceńcie sami. Jak dla mnie był na tyle sycący, na tyle duży, że wymagał teraz długiego spaceru - opowiadał. 

Kilka dni później opublikował kolejną recenzję z Dźwirzyna. Na nagraniu widać, jak jadł zupę pomidorową i grillowaną pierś z kurczaka z frytkami. - Pierś grillowana z kurczaka (...) kosztowała 44 zł, jak widzieliście, była też zupa pomidorowa (...) za 16 zł. Wydaje mi się, że te ceny nie są wygórowane, przeciwnie. Weźmy pod uwagę, że jedzenie naprawdę jest smaczne, naprawdę świeżo zrobione. To widać po panierkach, które są chrupiące. Widać, że to nie jest odgrzewane, tylko bezpośrednio smażone - mówił, patrząc w obiektyw i trzymając w dłoni mały mikrofon.

Na tym nie koniec, bo były poseł ocenił też smażalnię ryb, a ostatnio próbował pizzę "od prawdziwego Włocha". - Proszę państwa, za takie dwa cuda, bo jak widzieliście, były dwie pizze, [zapłaciłem - red.] 100 zł. Czyli 50 zł za jedną. Biorąc pod uwagę jakość, to naprawdę warto, a jest to jeszcze miejscowość nadmorska, więc cena jest rzeczywiście rewelacyjna - zachwycał się. 

Ekspertka komentuje nagrania Piotra Wawrzyka

O to, jak materiały o charakterze lifestyle’owym wpływają na wizerunek kontrowersyjnego byłego polityka, zapytaliśmy Ewę Wójcikowską - ekspertkę od strategii komunikacji PR z agencji Trufle.PRO. - Jako strateg komunikacji nie oceniam zarzutów ani ich zasadności. Od tego są organy ścigania i sąd. Natomiast oceniam komunikację - zaznaczyła na wstępie specjalistka. 

W tej sytuacji widzę przede wszystkim jeden problem: dysonans poznawczy. Jeżeli nazwisko danej osoby jest dziś silnie kojarzone z niewyjaśnionymi zarzutami, a jednocześnie ta sama osoba publikuje lekkie, rozrywkowe treści, odbiorcy bardzo rzadko potrafią te dwa światy od siebie oddzielić

- podkreśliła Wójcikowska. - Nie dlatego, że nie wolno nagrywać recenzji restauracji. Każdy ma do tego prawo. Problem polega na tym, że komunikacja nie odbywa się w próżni. Odbiorcy zawsze interpretują nowy przekaz przez pryzmat tego, co już wiedzą o nadawcy. Dlatego zamiast mówić o schabowym, zaczynają mówić o zarzutach - powiedziała ekspertka od wizerunku, odwołując się do afery wizowej. Na tym Wójcikowska nie zakończyła analizy. - Z perspektywy PR oznacza to, że komunikacja nie realizuje swojego celu. Zamiast budować nowy kontekst, wzmacnia ten, który już istnieje - powiedziała. 

Jeżeli intencją było pokazanie bardziej prywatnej, zwyczajnej strony tej osoby, efekt może okazać się odwrotny od zamierzonego. Odbiorcy nie przestają myśleć o wcześniejszej sprawie tylko dlatego, że zmienił się temat publikowanych treści. Wręcz przeciwnie  - nowe materiały często stają się pretekstem do ponownego wywołania dyskusji o zarzutach

- usłyszeliśmy. - To właśnie dlatego planując komunikację w sytuacji kryzysowej, zawsze warto zadać sobie pytanie: czy odbiorcy są już gotowi na nową narrację? Bo jeśli nie, zmiana treści nie zmieni sposobu, w jaki interpretują nadawcę - oceniła ekspertka od strategii komunikacji.

Warto w tym miejscu podkreślić, że faktycznie, wiele osób w komentarzach na TikToku odwoływało się do afery wizowej. Były polityk ignorował te wpisy albo reagował na nie emotikoną oznaczającą... rozbawienie.  Ponadto pod nagraniami Wawrzyka nie brakuje uwag, w których internauci porównują byłego wiceministra do Książula. "Książulo w strachu",  "Książulo ma konkurencję", "Ooooo, mamy nowego krytyka kulinarnego", "Jaki zwrot w karierze" - śmiali się. 

Więcej o: