Przestaną jej wytykać, że jest "nepo baby"? Ekspertka szczerze o Englert. "Tu zaczyna się najciekawszy proces"

O Helenie Englert w "Tańcu z gwiazdami" pisano przede wszystkim przez pryzmat jej koneksji w świecie show-biznesu. Dziś aktorka zyskuje fanów ze względu na profesjonalnie przygotowane występy. Czy udział w popularnym show może sprawić, że internauci docenią Englert i przestaną jej wytykać, że jest "nepo baby"? O tym porozmawialiśmy z ekspertką od PR.
Helena Englert w 'Tańcu z gwiazdami'
Fot. AKPA

Helena Englert jest córką Beaty Ścibakówny i Jana Englerta. Gdy zaczynała karierę jako aktorka, zewsząd pojawiały się komentarze, że jest to wynik pomocy rodziców. Niedawno postanowiła zacząć przygodę z muzyką i zobaczyliśmy ją na Open'erze - tu również nie zabrakło takich wypowiedzi. Nie inaczej było, gdy przekazano informację, iż Helena Englert pojawi się w 19. edycji "Tańca z gwiazdami". Pisano, że jest "nepo baby", a angaż dostała wyłącznie dzięki popularnym rodzicom. Aktorka ma za sobą występy w show, a widzowie zaczęli ją doceniać. "Szok. Klasa w wykonaniu. Bardzo miłe zaskoczenie. Oby tak dalej!", "Cudnie z klasą, brawo", "Rozwaliła system, pięknie" - pisali pod materiałem z tańcem Englert. Czy zachwyt nad aktorką przełoży się na to, że przestanie słyszeć niewybredne komentarze pod swoim adresem? Porozmawialiśmy na ten temat z Żanetą Kurczyńską, ekspertką ds. PR. 

Zobacz wideo Englert wypomina się znanych rodziców. Markowska wzięła ją w obronę

Helena Englert ma łatkę "nepo baby". To przede wszystkim dzięki niej jest dziś w "Tańcu z gwiazdami"

W rozmowie z Plotkiem specjalistka od PR przyznała, że "Taniec z gwiazdami" może być dla Heleny Englert ważnym momentem wizerunkowym. - Szeroka publiczność ma okazję obserwować ją regularnie nie tylko przez pryzmat nazwiska czy znanych rodziców, ale tego, co sama pokazuje na ekranie. I właśnie na tym polega siła takich formatów - widzowie z tygodnia na tydzień poznają uczestnika, widzą jego pracę, emocje, zaangażowanie, osobowość i zaczynają budować własną opinię na jego temat - wyjaśnia nam Kurczyńska. 

Jak jednak zauważa, łatka "nepo baby", która była dla samej Englert nie tylko obciążeniem, stała się jednocześnie powodem, dla którego jej udział w tanecznym show stał się atrakcyjny. - Telewizja potrzebuje przecież nazwisk, które jeszcze przed pierwszym odcinkiem wywołują emocje, dyskusje i komentarze. Helena Englert niewątpliwie jest taką osobą. Już samo ogłoszenie jej nazwiska uruchomiło dyskusję o tym, czy znalazła się w programie dzięki znanym rodzicom - zauważa ekspertka. - Z perspektywy formatu to zainteresowanie jest wartością - widz, który ma wyrobione zdanie, nawet negatywne, często chce zobaczyć program właśnie po to, żeby przekonać się, czy miał rację - dodaje.

Helena Englert zbuduje nowy wizerunek "Tańcu z gwiazdami"? To może być przełomowy moment w jej karierze

Czy widzowie zmienią zdanie na temat Englert? Ekspertka widzi taką możliwość. - I tu zaczyna się najciekawszy z punktu widzenia wizerunkowego proces. Można przyjść do programu z określoną łatką, ale później trzeba już samemu zapracować na to, co widzowie będą myśleli po kilku tygodniach. Jeżeli ktoś zaczyna oglądać Helenę z nastawieniem "jest tutaj dzięki nazwisku", a po kolejnych odcinkach zaczyna doceniać jej występy i jej kibicować, to mamy do czynienia z realną zmianą percepcji - tłumaczy Żaneta Kurczyńska. 

Uwagę zwracają surowe oceny jurorów, którzy nie przyznają Englert najwyższych not - choć na tle innych uczestników są one mimo wszystko wysokie. Porównując jednak do innych edycji, może to zaskakiwać. Ekspertka nie widzi w tym jednak nic dziwnego. - Nie doszukiwałabym się natomiast w ocenach jury szczególnie surowego traktowania Heleny. Mam wrażenie, że w tej edycji noty są dość niskie wobec wielu uczestników i niewykluczone, że właśnie o emocje widzów tutaj chodzi - mówi nam specjalistka od PR. Dodaje, że zabieg ten ma wywoływać dyskusję. - Rozbieżność między zachwytem publiczności a chłodniejszą oceną jurorów naturalnie wywołuje dyskusję, poczucie niesprawiedliwości, mobilizuje fanów do głosowania i sprawia, że o programie mówi się również po zakończeniu odcinka. Z punktu widzenia telewizyjnego show napięcie między jury a publicznością jest przecież bardzo atrakcyjne - skwitowała Kurczyńska. 

Więcej o: