Doda zaprosila nas do Gródka nad Dunajcem, żeby dać przedsmak tego, co uczestniczki jej Doda Mega Camp będą przeżywać przez najbliższy tydzień. Już na wstępie można było się zachwycić - okoliczności przyrody są niezwykłe. Polska jest długa i szeroka i czasami nie mamy pojęcia, jak urokliwe tereny tu mamy. Do Gródka na pewno wrócę, chociażby dla relaksu. Za to campowiczki pod egidą Dody wypoczywać tam raczej nie będą, tylko ostro zapierniczać w warunkach luksusowych.
Heron Live Hotel, w którym odbywa się camp Dody, to jest top of the top. Pięć gwiazdek, usytuowanie na skale, przy brzegu Jeziora Rożnowskiego - to robi wrażenie. Cena za dobę? Sprawdzałem na bookingu i to około 1200-1500 złotych za noc. Uczestniczki treningów z Dodą za 5 nocy musiały zapłacić 7500 złotych, no chyba, że chciały mieć pokój w pojedynkę - wówczas cena wzrasta do 10 000 złotych. Cena nie jest więc niska, ale chętnych nie brakowało. Doda zdecydowała się zakwalifikować 60 campowiczek, ale chętnych było kilkaset - trafiły na listę oczekujących. Dlaczego gwiazda nie poszła na ilość? - Od początku chciałyśmy mieć 60 uczestniczek. Więcej nie dałybyśmy rady, dlatego bo razem z trenerkami i osobami odpowiedzialnymi za ich progres, po prostu skupić się na każdej z nich. Miałam 800 osób w kolejce do kolejnego campa, ale nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby robić większe campy.
W czym camp Dody lepszy jest od eventów Chodakowskiej czy Lewandowskiej? "Był za duży harmider"
Doda podglądała konkurencję. Doskonale wie, co na swoich campach oferowały Anna Lewandowska czy Ewa Chodakowska. - Orientowałam się, jakie są ceny rynkowe. Wiem też, co mają w swojej ofercie i zdaję sobie sprawę, że mam dwa razy więcej, albo trzy - powiedziała nam Doda. - Niektóre osoby, które przyjeżdżają do nas były na campach osób, o których wspomniałeś i głównym problemem tych campów było to, że było tam za dużo osób. Był za duży chaos. Nie czuły się odpowiednio zaopiekowane, był za duży harmider i ten bałagan w tych treningach nie pozwolił się skupić na tym, co najważniejsze - podkreśliła gwiazda.
Doda przygotowała dla campowiczek wiele niespodzianek. W pokojach będą czekać na nich gadżety, suplementy sygnowane przez piosenkarkę, bidony i stroje do ćwiczeń, ale także ostrzeżenie w mini barach - alkohol jest ściśle zakazany i może powodować wykluczenie z campu. Nie ma też żadnej gwarancji, że ktoś otrzyma dyplom ukończenia campu - trzeba trzymać się zasad. Doda zaangażowała w camp grono bardzo ciekawych ekspertek. To nie tylko specjalistki w swoich dziedzinach, ale też osoby z dużymi zasięgami w mediach społecznościowych i autorytetem. Mamy tu trenerkę kobiet Renatę Nowak, która zapowiedziała, że podczas ćwiczeń będzie stawiać głównie na ciężar. - W końcu ktoś postawił na ciężar. W końcu mamy maszyny z obciążeniem. W końcu wiemy, że po 30. i 40. roku życia potrzebujemy mięśnia, potrzebujemy pośladków - powiedziała trenerka. - Mamy trzy sale - pierwsza jest do jogi i pilatesu, druga do ceremonii dźwięku i wyciszania, a ta jest do wykańczania - wtórowała jej Doda. - Przygotowałyśmy sztangi, air bike'i, hip thrusty. Mamy kettle 24 kg. Będą rumuńskie ciągi, będą wykroki i będą przysiady - dodała Renata Nowak.
Camp Dody nie polega jednak tylko na ostrych ćwiczeniach na sali treningowej. Wśród ekspertek mamy też dietetyczkę kliniczną Maję Czerwińską, neuropsycholożkę Annę Hencką-Zyser, o której sama Doda powiedziała, że pomogła jej się uwolnić z narcystycznego związku, ale są też eksperci od kulturystyki, jogi i medytacji, pilatesu, terapii dźwiękiem, kosmetologii czy... grzybów nadrzewnych.
Kluczowe jest także menu, przygotowywane przez szefa kuchni Krzysztofa Małochę. Doda nie mogła się go nachwalić za nowatorskie podejście do menu dla campowiczek. O nudzie nie może być tu mowy, o czym mogliśmy się przekonać już podczas dnia dla prasy. Zaserwowano nam bowiem przykładowe menu. A w nim: ceviche z pietruszki z majonezem ziołowym i jalapeno, przepyszny chłodnik z ogórka i avocado czy okoń morski z azjatycką salsą i paloną kaszą gryczaną z ziołami. Naprawdę festiwal smaków i niebanalnych dań, a przecież wciąż dietetycznych i z najlepszych produktów. Na deser była pina colada z sorberem limonkowym i miętą - danie, przy którym aż trudno uwierzyć, że może być niskokaloryczne i stosowane podczas diety.
Camp Dody już robi furorę i chyba nie ma się co dziwić. To doskonale przemyślany projekt, robiony ze specjalistami z najwyższej półki i trzeba by mieć dużo złej woli, żeby się tu do czegoś przyczepić. Warto zauważyć, że nie jest to sztucznie przygotowany camp ze strony osoby, która jest wyłącznie znana. Doda od zawsze podkreśla swoje przywiązanie do sportu, determinację i dyscyplinę w tej kwestii. Jej ojciec, Paweł Rabczewski, polski sztangista i medalista mistrzostw świata i Europy, wpoił jej takie idee, a ona teraz poszerza to o współczesną wiedzę, nowe technologie i metody. Osoba pisząca te słowa jest na redukcji wagi od kilku miesięcy i jedyne o czym myślę teraz to, że z chęcią wziąłbym udział w tym campie. Trzeba więc czekać na to, że Doda zorganizuje też podobne wyzwanie także dla mężczyzn i to tych, którzy ze sportem niekoniecznie są za pan brat.
Tą stylizacją księżna Kate przekazała wszystko. "Przyszła królowa nie potrzebuje..."
Jennifer Lopez o włos od wpadki. W ostatniej chwili uratował ją ochroniarz
Wrze w komentarzach po koncercie TVP w Ełku. Jeden występ wywołał skrajne emocje
Ostrowska-Królikowska przekazała wieści ws. 19-letniego syna. "Jesteśmy bardzo dumni"
Doda upamiętniła rzeź wołyńską. Padły gorzkie słowa o "pluciu w twarz naszej przeszłości"
Haaland zjada sześć tysięcy kalorii dziennie. Dietetyk: Nic, tylko brać przykład
Nowe kadry z "Rancza". Tak wygląda teraz Wioletka. Internauci w szoku
Tyle płacą na planie "Rancza". Można wystąpić w serialu, ale jest jeden warunek
Tak Książulo pluska się w tureckim basenie. Pokazał zdjęcia z wakacji z ukochaną