"To nie wada charakteru". Oto dlaczego ludzie uwielbiają oglądać patologicznych influencerów

Choć o patostreamingu mówi się krytycznie od lat, wciąż jest obecny w social mediach. Dlaczego ludzie uwielbiają oglądać patologicznych influencerów i przyczyniają się do wzrostu ich popularności oraz zarobków? O to zjawisko zapytaliśmy psycholożkę, Julię Izmałkową.
'To nie wada charakteru'. Oto dlaczego ludzie uwielbiają oglądać patologicznych influencerów
Printscreen Youtube

Patostreaming to zjawisko wciąż powszechne, choć regularnie krytykowane. Tworzą je patologiczni influencerzy, którzy z agresywnych zachowań, przemocy, nadużywania alkoholu i innych substancji psychoaktywnych czy prezentowania zachowań seksualnych zrobili sposób na zarabianie niemałych pieniędzy i sławę. Choć w teorii polskie prawo przewiduje kary za wyżej wymienione zachowania, a serwisy społecznościowe zakazują publikowania materiałów tego typu, patoinfluencerzy mają się dobrze i zyskują tylko na popularności. W czym tkwi ich sekret? Wyjaśnia to w rozmowie z nami psycholożka Julia Izmałkowa.

Zobacz wideo Wiceminister sprawiedliwości ogłosił aresztowanie patostreamerów. "Tak się kończy zgrywanie kozaka!"

Czym jest patostreaming i kim są jego twórcy?

Patologiczni influencerzy zasłynęli dzięki publicznemu pokazywaniu zachowań, które nie są społecznie akceptowane w przestrzeni publicznej. Mowa tu o przemocy, krzywdzeniu słabszych, nadużywaniu alkoholu lub innych środków psychoaktywnych, nagości czy obnażaniu się lub codziennym transmitowaniu życia danej osoby, ale ukazywaniu głównie jej słabości.

Wśród najpopularniejszych "twórców" patologicznych treści wymienia się Daniela Magicala, który pokazywał, jak bije swoją matkę, pije ogromne ilości alkoholu czy wdaje się w bójki. W końcu trafił nawet do więzienia, ale nie za pokazywanie patologicznych zachowań, a publiczną pochwałę zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Sąd wydał również zakaz steamowania, czyli internetowych transmisji na żywo. Magical nic sobie jednak z tego nie zrobił.

Jednak nie tylko mężczyźni biorą udział w patologicznych streamach. Ela Gawin jest jedną z najpopularniejszych patologicznych "twórczyń". Kobieta pokazuje fragmenty swojego ciała w sieci, spożywa alkohol i wygłasza kontrowersyjne tezy. Nie jest jednak bezkarna. Za jej zachowanie odebrano jej córkę, była też dwukrotnie aresztowana. To jednak nie zniechęciło jej do tworzenia patotreści, a ludzi do ich oglądania. Wręcz przeciwnie. Można zauważyć niepokojące tendencje - im mocniej patologiczny influencer szokuje, tym bardziej rośnie jego popularność, a co za tym idzie - zarobki.

To dlatego ludzie oglądają patoinfluencerów. Nie chodzi o poparcie

Psycholożka Julia Izmałkowa nie ma wątpliwości, z czego to wynika. Wprost przyznała, dlaczego kontrowersyjni influencerzy przyciągają tłumy przed ekrany. - Bo ludzki mózg nie został zaprojektowany do szukania prawdy. Został zaprojektowany do wychwytywania tego, co nowe, nieprzewidywalne i potencjalnie zagrażające. Dlatego konflikt, skandal i kontrowersja niemal zawsze wygrywają z przewidywalnością. To nie wada charakteru, ale ewolucja - powiedziała nam.

Jednocześnie psycholożka zwraca uwagę, że samo oglądanie patostreamingu nie oznacza od razu jego popierania. - To klasyczny błąd myślenia: mylimy uwagę z aprobatą. Psychologia od lat pokazuje, że ludzie kierują uwagę nie tylko na to, co lubią, ale również na to, czego się boją, co ich oburza albo co próbują zrozumieć. W oglądaniu ludzie szukają emocji, a to nie jest równoznaczne ze zgodą - podkreśliła Julia Izmałkowa.

Kolejne afery również nie szkodzą influencerom i nie przeszkadzają widzom. Wszystko przez to, że zdaniem psycholożki, "emocje są silniejsze od faktów". - Poza tym jeżeli ktoś śledzi twórcę od kilku lat, powstaje relacja paraspołeczna - następuje element przywiązania. Mózg zaczyna traktować go jak członka własnej grupy. A kiedy ktoś należy do "naszych", uruchamia się efekt potwierdzenia - łatwiej zauważamy informacje, które go usprawiedliwiają, a trudniej te, które mu przeczą - zwróciła uwagę.

Psycholożka wyjaśnia również, dlaczego kolejne skandale nie szkodzą patologicznym influencerom, a wręcz pomagają im zdobyć szerszą publiczność, zwiększyć oglądalność i zarobić większe pieniądze. - Działa efekt ekspozycji. Im częściej widzimy daną osobę, tym bardziej wydaje się znajoma. Jak pokazują badania, lubimy bardziej to, co znamy, stąd sama ekspozycja zwiększa nasze emocje w stosunku do tej osoby. Do tego dochodzi heurystyka dostępności - skoro wszędzie o kimś mówią, mózg zaczyna przypisywać tej osobie większe znaczenie, niż faktycznie ma.

Patoinfluencerzy są niebezpieczni, ale algorytm im pomaga

Warto zwrócić też uwagę na fakt, że zjawisko patologicznych influencerów w rzeczywistości jest bardzo niebezpieczne. Przez duże zasięgi trafiają do szerokiego grona odbiorców i to często tego najmłodszego. Fundacja "Dajemy Dzieciom Siłę" udostępniła raport, z którego wynika, że aż 84 proc. badanych dzieci w wieku 13-15 lat miała kontakt z patologicznymi treściami. 43 proc. nastolatków ogląda takie treści regularnie, a to wszystko ma ogromny wpływ na ich codzienne zachowanie. Patostreaming zaburza ocenę rzeczywistości i demoralizuje.

Julia Izmałkowa zwróciła w tym przypadku uwagę na algorytmy, które nie tworzą mechanizmów, ale je wykorzystują i podsuwają coraz więcej tego typu treści "zainteresowanym" odbiorcom. - Algorytm nie pyta: "Co jest wartościowe?". Pyta: "Przy czym człowiek zostanie jeszcze pięć sekund? I obejrzy jeszcze jedną reklamę". Algorytm nie bazuje na zasadzie: co dla nas jest dobre, ale jest kapitalistą: co dla mnie jest dobre. Więc im więcej oglądamy, tym więcej pokazuje. Bo oni na tym więcej zarabiają - wyjaśniła.

Największym błędem jest przekonanie, że liczba wyświetleń mówi nam, co ludzie cenią. A to nieprawda - to nam mówi częściej tylko, co najskuteczniej przechwytuje uwagę, kto opowiedział lepszą historię, kto bardziej zaskoczył, kto wzbudził więcej emocji - podkreśliła psycholożka.

Więcej o: