W nowym wydaniu "Dzień dobry TVN" pojawili się nowi prowadzący - Anna Dereszowska i Robert Koszucki. Występ aktorów w roli gospodarzy jest najprawdopodobniej jednorazową akcją, mającą na celu promocję serialu "Młode gliny", w którym występują. Produkcja zadbała o profesjonalny przebieg odsłony śniadaniówki i wsparcie dla debiutantów. Robert Koszucki dołączył do Sandry Hajduk-Popińskiej, a Anna Dereszowska do Macieja Dowbora, tworząc duety z bardziej doświadczonymi prowadzącymi. Obejrzałam program i mam jasne zdanie na temat tego, jak poradzili sobie nowi gospodarze.
Gościnne prowadzenie śniadaniówki przez aktorów z pewnością jest dowodem na to, że "Dzień dobry TVN" nie boi się eksperymentów. Produkcja coraz śmielej bawi się formułą śniadaniówki. Z jakim efektem? Zaangażowanie Roberta Koszuckiego okazało się strzałem w dziesiątkę. Aktor bez większego wysiłku dyskutował przed kamerami i czuł się swobodnie u boku Sandry Hajduk-Popińskiej. W ich wspólnych wejściach było czuć ekranową chemię. Koszucki często żartował i komentował swoją programową partnerkę. Nie było w tym jednak wyuczonej poprawności. - Punktujesz, punktujesz. Dobrze zaczynamy - powiedziała w pewnym momencie Sandra Hajduk-Popińska. I rzeczywiście, aktor zapunktował nie tylko u koleżanki z branży, ale również wśród widzów. W przypadku Koszuckiego trudno mówić jednak o pełnoprawnym debiucie. Prowadził wcześniej "Pytanie na śniadanie", co ewidentnie przełożyło się na jego pewność siebie przed kamerami.
Nieco gorzej na antenie poradziła sobie Anna Dereszowska. Aktorce towarzyszył stres, którego nie zamaskował nawet duet z doświadczonym Maciejem Dowborem. Mam wrażenie, że brakowało jej naturalnej swobody, a w śniadaniówce to właśnie ona gra pierwsze skrzypce. Mimo wszystko Dereszowskiej nie można odmówić profesjonalizmu - była przygotowana, uważnie słuchała gości i bardzo angażowała się w aktywności, które odbywały się w studiu.
Z pewnością na uwagę zasługuje sam pomysł produkcji, która połączyła promocję serialu z występem aktorów w śniadaniówce. Podczas rozmów prowadzących pojawiały się wątki nawiązujące do fabuły "Młodych glin" i przeprowadzania śledztw. O ocenę tego zabiegu poprosiliśmy ekspertkę ds. PR-u, Martę Rodzik. - To dość charakterystyczny przykład cross-promocji, który od lat funkcjonuje w telewizji, i trzeba przyznać, że wciąż bywa skuteczny. Dzięki takiemu zabiegowi zacierają się granice między tematyką redakcją a promocją. Widz nie odbiera tego jako reklamę tylko wydarzenie/ciekawostkę - powiedziała nam. Zdaniem ekspertki kluczowy jest dobór aktorów. - Uważam, że to dobry wybór, o ile jest odpowiednio wyważony i autentyczny. Gdy aktorzy potrafią odnaleźć się w roli prowadzących, a promocja nie dominuje nad treścią programu, widz zwykle to akceptuje, a nawet docenia takie "wyjątkowe" wydania śniadaniówek - słyszymy.
Wiemy, którą pierwszą damę oceniacie najlepiej. Miażdżąca przewaga głosów
Żak zażartował z Nawrockiego, ale takiej reakcji się nie spodziewał. "Przerażające"
Skrzynecka i Hakiel zrobili to jako pierwsi. Tego nie było widać w "Tańcu z gwiazdami"
Turnau zabrała głos po premierze "Lalki". Takimi słowami zwróciła się do Kondrata
Córka pokazała, jak dziś wygląda Bruce Willis. Posypały się komentarze
Lewandowska pokazała, co robi po powrocie do Chicago. Nagranie z córką to hit
Cezary Pazura nie zagrał w żadnej "Lalce". Komentarz żony aktora to hit
Dorociński obejrzał serialową "Lalkę". Z taką propozycją zadzwonił do Schuchardta
Arnold Schwarzenegger ma kłopoty. Aktor stanie przed sądem