Rosja może wrócić na Eurowizję. Dyrektor konkursu wywołał burzę tuż przed finałem

Kontrowersje wokół Eurowizji nie ustają. Tym razem poruszenie wywołala wypowiedź dyrektora konkursu Martina Greena, który stwierdził, że ponowny udział Rosji nie jest wykluczony.
Rosja może wrócić na Eurowizję. Dyrektor konkursu wywołał burzę tuż przed finałem
Fot. REUTERS/Leonhard Foeger, REUTERS/Lisa Leutner

Tegoroczna Eurowizja, której finał zaplanowano na 16 maja, odbywa się w cieniu skandalu. Mimo licznych protestów i faktu, że z konkursu wycofało się kilka krajów, EBU, czyli Europejska Unia Nadawców, nie zdecydowała się na dyskwalifikację Izraela. Martin Green w rozmowie z Pablem O'Haną przekazał, że nie uważa, aby kraje prowadzące działania wojenne powinny być automatycznie wykluczane z konkursu. Podjął również tematu powrotu Rosji na Eurowizję. 

Zobacz wideo Sikora zabrał głos w sprawie Szemplin?skiej na Eurowizji. "Nie widze? tej piosenki w pierwszej dyszce"

Eurowizja 2026. Dyrektor konkursu o wykluczeniu Rosji, ale nie Izraela 

Kontrowersje wokół udziału Izraela w Eurowizji sprawiają, że wielu zadaje pytanie - dlaczego Rosja została wykluczona z konkursu? W rozmowie z dziennikarzem Pablo O'Haną szef EBU stwierdził, że wyrzucenie Rosji nie było wynikiem agresji na Ukrainę. Martin Green przekonywał, że Europejska Unia Nadawców działa z dala od polityki. - Po pierwsze, Rosja jest obecnie wykluczona z EBU, ponieważ jej nadawca - a tym jesteśmy, organizacją nadawców - nie był w stanie udowodnić, że nie jest po prostu głosem swojego rządu, co nie zgadza się z zasadami EBU - stwierdził. 

- Po drugie, w każdym wymiarze mieliśmy globalny konsensus na temat tego konfliktu, którego absolutnie brakuje przy tym drugim. Możemy to określić, bo jesteśmy organizacją demokratyczną i 70 proc. naszych członków zagłosowało za tym, by Eurowizja była neutralną przestrzenią - dodał. Następnie wspomniał o izraelskiej telewizji KAN. - W przypadku KAN - zaledwie wczoraj izraelski rząd zagroził im prywatyzacją. Miejmy jasność, jakie mają intencje: żeby przejąć ich newsroom. To już trzeci raz w ciągu pięciu lat. Jeśli ktoś chce dowodu na to, że KAN ma niezależność i swój głos, niech spojrzy na to, z jakim wysiłkiem jego rząd chce przejąć nad nim kontrolę - ocenił. Należy mieć jednak na względzie, że to nie oznacza, iż politycy nie mają wpływu na telewizją - a tym samym nie ingerują w konkurs. 

Eurowizja 2026. Dyrektor konkursu twierdzi, że Rosja może do niego wrócić

Idąc za tym tokiem myślenia, dziennikarz dopytał, czy Rosja, która prowadzi działania zbrojne w Ukrainie, ma szansę wrócić na Eurowizję. Martin Green przyznał, że jest taka opcja - jeśli tamtejsza telewizja zachowa niezależność od Władimira Putina. - Teoretycznie tak. Jesteśmy organizacją złożoną z nadawców, ale nie chcę mówić "co by było, gdyby". Jeśli byłby tam jakiś ruch, jeśli znowu byłoby demokratyczne głosowanie na temat członkostwa... to nie moja decyzja - powiedział szef EBU. 

- To ważne, bo jest wiele jednostronnych organizacji, które się tym nie przejmują i jest jakiś facet, który robi co, chce jak despota. My jesteśmy demokratyczną organizacją i różne rzeczy przegłosowujemy - podkreślił. Green wyjawił, że w sprawie Izraela nie ma jednomyślności. Szef EBU na pytanie, czy atak zbrojny jednego państwa na drugie automatycznie skutkuje wykluczeniem z wydarzeń EBU, zaprzeczył. - Wtedy wkraczamy na naprawdę trudny grunt subiektywnych osądów wartościujących - przyznał. 

Przypominamy jednak, że w 2022 roku, gdy Rosja została wykluczona z dalszego udziału w Eurowizji, w komunikacie sugerowano, że decyzję podjęto ze względu na atak na Ukrainę. "Decyzja oddaje zaniepokojenie, że w świetle bezprecedensowego kryzysu w Ukrainie, udział Rosji w tegorocznym konkursie przyniósłby mu negatywną reputację. Przed podjęciem tej decyzji, EBU poświęciła czas na szeroką konsultację wśród swoich członków. EBU to apolityczna organizacja, złożona z członków poświęconych utrzymaniu wartości służby publicznej" - mogliśmy przeczytać w oficjalnym komunikacie EBU. 

Więcej o: