Na TikToku co jakiś czas pojawiają się kolejne trendy, które służą influencerom do podnoszenia zasięgów. Im "wyzwanie" jest bardziej szokujące i kontrowersyjne, tym budzi większe zainteresowanie odbiorców. Warto w tym miejscu przypomnieć, że z badania Mediapanelu z 2025 roku wynika, że w Polsce 2 mln 50 tys. użytkowników TikToka to dzieci w wieku od 7 do 14 lat. Po tym, jak Jelly Frucik zjadał na oczach swoich obserwatorów tabletkę do zmywarki i pił odżywkę do włosów (to najmniej kontrowersyjne zachowania patocelebryty), całe na biało wjechały Lexy Chaplin i Martirenti, które postanowiły skosztować... smakołyków dla koni.
Trend, by przed kamerami zjadać przysmaki dla koni, zaczął się za oceanem i dotarł do Polski. Uległy mu już m.in. takie celebrytki jak youtuberka i freak fighterka Lexy Chaplin czy zawodniczka Fame MMA, która zaistniała w trzeciej edycji "Love Never Lies" - Martirenti.
Pierwsza z wymienionych 11 grudnia nagrała na TikToku filmik, w którym przekonuje, że o 2.00 w nocy zrobiła się głodna, a jej lodówka świeciła pustkami. Co za przypadek - Lexy znalazła jednak w kuchni przekąski dla koni, które postanowiła zjeść. Wykrzywiając się i rżąc, podgryzała dwie z zamówionych przez siebie przekąsek. Nie kryła przy tym, że te jej nie smakują (szok - kto by pomyślał, że jedzenie dla zwierząt nie jest dostosowane dla ludzi?!).
Na tym jednak nie koniec, bo kilka tygodni później Chaplin powtórzyła internautom historyjkę o tym, że jest 2.00 w nocy, a ona jest głodna i ma przysmaki dla konia. Tym razem postanowiła przy okazji sprankować ojca (To w 2026 roku robi się jeszcze pranki?! Przypomnijmy, że prank to "żart", który ma na celu kogoś zaskoczyć i/lub ośmieszyć). Lexy wmówiła ojcu, że częstuje go polskim przysmakiem bożonarodzeniowym. - To tak capi, że on się zorientuje, że coś jest nie tak - mówiła z uśmiechem na ustach. Sama też spróbowała końskiej przekąski, by z obrzydzeniem ją wypluć.
Za to Martirenti, która również postanowiła zaistnieć dzięki viralowi, przekonywała obserwatorów, że lizawka dla koni o smaku jabłka bardzo jej smakuje i przypomina jej pudrowe cukierki, które znała z dzieciństwa. - Trochę mnie zdziwiło, że człowiek to może jeść… ale pachnie zachęcająco - oceniła i dodała, że "ma duże oczekiwania". Później oceniła, że lizawka jej smakuje. - Pycha. To jest takie pyszne. Dla mnie 10/10 - mówiła rozmarzona, zagryzając kolejne kawałki. Trudno nie odnieść wrażenia, że w ten sposób chciała sprowokować liczne komentarze pod nagraniem. Swój cel zresztą osiągnęła.
Większość lizawek dla koni w składzie ma zboża, melasę, glukozę i sacharozę oraz aromaty smakowe. Mimo że ludzie również mają w swojej diecie takie składniki jak zboża czy cukry, nie oznacza to, że lizawki są dla nich bezpieczne. Przekąski dla koni, jak sama nazwa wskazuje, są bowiem DLA KONI i nie spełniają norm żywnościowych wymaganych od produktów spożywczych dla ludzi. Można też domyślać się, że są produkowane w innych warunkach sanitarnych. Uwagę zwróciła na to w rozmowie z nami dietetyczka kliniczna Monika Kroenke.
Jedzenie dla zwierząt, w tym przysmaki dla koni, nie spełniają tych samych wymogów co żywności dla ludzi, a więc nie podlegają nadzorowi głównego inspektoratu sanitarnego, ani nie stosują się do ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia.
- Mogą więc zawierać substancje niedopuszczane do spożycia przez ludzi i/lub zawierać skażenia fizyczne lub biologiczne (np. bakterie). Ryzykownym jest spożywanie żywności dla zwierząt, biorąc pod uwagę ich niepewny skład i jakość używanych surowców - oceniła.
Ekspertka widzi także inny problem. - Kolejnym aspektem jest dostosowywanie preparatów dla zwierząt pod ich zapotrzebowanie, a nie pod zapotrzebowanie ludzi. Rozbieżności w tym aspekcie mogą prowadzić do hiperwitaminozy u ludzi z objawami takimi jak: wymioty, bóle głowy, zaburzenia neurologiczne czy dysfunkcje nerek i wątroby.
Milena Nosek, która jest dietetyczką kliniczną i psychodietetyczką, także zwraca uwagę na szkodliwy wymiar tego trendu. - Zjedzenie przysmaku dla koni przez zdrową osobę w ramach spróbowania, doznań, zaspokojenia ciekawości, czyli okazjonalnie, nie jest niebezpieczne. Jednak co dla konia - dla jego masy, układu trawiennego w tym uzębienia, to nie dla człowieka - zaznaczyła specjalistka. Nosek również zwróciła uwagę na to, że spożywając przysmak dla konia, łatwo można przedawkować niektóre składniki. Takie wyznanie może zakończyć się też problemami jelitowymi.
Oprócz smaku, aromatu w przekąskach znajdują się także witaminy w konkretnych dawkach, jak np. lizawki. Jeśli ktoś przyjmuje suplementy diety, może nieopatrznie przedawkować dane składniki.
- Taki cukierek czy lizak dla konia to najczęściej głównie pszenica, wyciągi z roślin, błonnik, fruktoza, co dla człowieka w wysokim spożyciu jest niekorzystne, szczególnie dla osób z problemami jelitowymi czy chorobami dotyczącymi gospodarki węglowodanowej - usłyszeliśmy. Na tym nie koniec zagrożeń. - W niektórych przysmakach znajdują się też dawki ziół, np. uspokajających, na które człowiek może zareagować nieprzewidywalnie. Mamy na rynku wiele ciekawych, odżywczych i zdrowszych przekąsek, zatem nie ma sensu i powodu sięgać po te dla koni - podsumowała psychodietetyczka.
W podobnym tonie wypowiedział się również doktor dietetyki Michał Wrzosek, który zwrócił uwagę nie tylko na to, że produkty te są projektowane pod kątem potrzeb fizjologicznych zwierząt, a nie ludzi, ale też na fakt, że są w nich substancje, których powinniśmy unikać w diecie.
Lizawki te zawierają też znaczne ilości cukrów prostych i soli, które w codziennej diecie powinniśmy ograniczać. Zdecydowanie zalecałbym wybierać produkty spożywcze przeznaczone wyłącznie dla ludzi i unikać powielania tego typu szkodliwych trendów
- ocenił.
Powyższe wypowiedzi dietetyków nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że osoby, które próbują smakołyków dla koni, mogą zaszkodzić swojemu zdrowiu. Czy jednak powielany przez nich trend może mieć szersze konsekwencje społeczne? O to zapytaliśmy psycholożkę Magdalenę Chorzewską. Słowa ekspertki nie pozostawiają w tej kwestii żadnych wątpliwości. - Z psychologicznego punktu widzenia takie trendy działają na zasadzie naśladowania - im bardziej coś jest nietypowe i pokazane przez osobę znaną, tym większa szansa, że zostanie powielone - podkreśliła Magdalena Chorzewska
- Choć może się wydawać nieszkodliwe, normalizuje to zachowania robione wyłącznie "dla zasięgu" i przesuwa granice tego, co uznajemy za akceptowalne. Szczególnie młodsi odbiorcy mogą odbierać takie treści jako zachętę do ryzykownych lub bezsensownych eksperymentów - podsumowała psycholożka.
Jak widać, doczekaliśmy czasów, w których trzeba wyjaśniać ludziom, że jedzenie dla zwierząt jest wyłącznie dla zwierząt.
Gospodarstwo Andrzeja z Plutycz robi wrażenie. Wiadomo, ile hektarów posiada
Jóźwiak urządzała domy z Szelągowską, sama mieszka na 43 m2. Pochwaliła się wnętrzem
Włodarczyk ucięła temat po pytaniu od Gessler. "Nie chcę o tym rozmawiać"
Nowa gospodyni w Plutyczach? Monika zawróciła w głowie Andrzejowi. "Połóż się, kochanie. Przytul mnie"
Patricia Kazadi zachwyciła kreacjami na imprezie "Bridgertonów". Kolia za krocie!
Andrzej wyjechał z Plutycz. Powierzył ojcu i bratu ważne zadanie
Barbara Kurdej-Szatan zamieniła dom pod Warszawą na mieszkanie. Taras zwali was z nóg
Ekspert wybrał TOP3 stylizacji z gali BAFTA. Jedna z gwiazd miała "totalny look"
Tomasz Sekielski o depresji. Takie były pierwsze objawy choroby