Edyta Bartosiewicz znów ma problemy ze stalkerką. Robi się niebezpiecznie. "Ktoś nachodzi mnie co noc"

Edyta Bartosiewicz opublikowała niepokojący apel w mediach społecznościowych. Od wielu lat ma stalkerkę. Panie poznały się w ramach wywiadu dla "Dzień dobry TVN".
Edyta Bartosiewicz
Fot. Kapif

Edyta Bartosiewicz to jedna z najbardziej znanych polskich piosenkarek. Po wielu latach przerwy, które były spowodowane depresją, zdecydowała się wrócić do show-biznesu i do tworzenia muzyki. Artystka założyła także profile w mediach społecznościowych, na których pokazuje codzienne życie, a także pracę twórczą. W styczniu tego roku piosenkarka pierwszy raz odniosła się do tematu stalkingu. Wyznała wtedy, że od lat ma stalkerkę. Teraz ponownie zabrała głos na ten temat. Okazuje się, że sprawa robi się coraz bardziej niebezpieczna, a artystkę ktoś notorycznie nachodzi w domu.

Zobacz wideo Anna Popek opowiedziała, dlaczego zniknęła z TVP

Edyta Bartosiewicz ma wieloletnią stalkerkę. To osoba z branży 

Piosenkarka na co dzień bardzo chroni życie prywatne i nie opowiada o nim za wiele mediom i fanom. Jednak ta sprawa jest na tyle poważna, że już drugi raz Bartosiewicz postanowiła zabrać głos. Chodzi o stalkerkę, która od dziewięciu lat naprzykrza się artystce. Opublikowała obszerny wpis na Facebooku.

Mam stalkerkę, taką profesjonalną, od dziewięciu lat. Pracowała kiedyś w TVN i w ten sposób poznałyśmy się przy okazji wywiadów dla stacji. Potem zaczęły się dziwne sytuacje, chciała wyciągnąć mój numer telefonu od Jarka. Gdy się nie zgodził, on i jego rodzina zaczęli otrzymywać obrzydliwe wiadomości z fałszywych kont. W międzyczasie "dziennikarka" uparcie namawiała nas do zrobienia filmu o mnie. Poszliśmy z Jarkiem na spotkanie z nią, by grzecznie wysłuchać jej propozycji, i nagle w trakcie rozmowy usłyszeliśmy, że to ona stoi za nękaniem mojego eksmęża, Leszka Kamińskiego (Leszek zgłosił ją na policję). Spojrzeliśmy się z Jarkiem na siebie i oniemieliśmy. Wracaliśmy ze spotkania w kompletnej ciszy, byliśmy przerażeni. Później Jarek grzecznie napisał jej, że dziękujemy, ale nie jesteśmy gotowi na taki film.

Artystka w dalszej części postu wyjaśnia, że stalkerka szantażowała ją. Bartosiewicz zgłosiła sprawę do wydawców śniadaniówki. Zignorowali jednak ją.

Pani zaczęła do mnie wypisywać prywatne wiadomości, przekonując, że powinnam zgodzić się na jej projekt. Gdy już kolejny raz jej odmówiłam, napisała, żebym lepiej z nią współpracowała, bo ona dużo wie na mój temat. Odpisałam jej wtedy, że to szantaż i że zgłosimy to jej pracodawcom. Jarek zadzwonił do wydawcy "Dzień dobry TVN" i poinformował o zaistniałej sytuacji. W odpowiedzi usłyszał, że stacji nie interesuje, co "dziennikarka" robi po pracy. Mija się to jednak z prawdą. Poznaliśmy panią stalkerkę, gdy przyszła robić materiały dla TVN i to renoma i zaufanie do stacji skłoniło mnie do rozmowy z nią.

Następnie w mediach społecznościowych pod postami Bartosiewicz pojawiały się niemiłe komentarze. Piosenkarka postanowiła coś z tym zrobić. Opublikowała post, w którym zagroziła, że ją ujawni. Wtedy dostała pismo od prawników stacji i stalkerki. 

Przez kolejne lata na moim Facebooku i Instagramie z fałszywych kont ktoś zamieszczał wstrętne komentarze. Gołym okiem było widać, że robi to jedna i ta sama osoba. W końcu 1 listopada 2016 roku zamieściłam na Facebooku wpis, w którym zwracałam się do stalkerki, że jeśli nie przestanie mnie nękać, ujawnię jej nazwisko i nazwę stacji. Ciekawe, że po kilku dniach przyszły do mnie pisma od adwokatów "dziennikarki" i TVN (choć nie pisałam, o kogo chodzi). Stacja kazała mi usunąć natychmiast wpis, a mecenas stalkerki żądał przeprosin dla swojej mocodawczyni. Mój ówczesny prawnik Maciej Ślusarek skierował do obu stron odpowiedzi i nikt się już więcej nie odezwał. Odezwały się zaś wtedy do nas osoby, które, jak się okazało, też były prześladowane przez tę panią.

Sprawa stała się jeszcze bardziej poważna, kiedy panie spotkały się pod domem artystki. 

W Wielką Sobotę 2017 roku "dziennikarka" pojawiła się na mojej drodze już dosłownie. Wyszłam z psem na wieczorny spacer około 22 i nagle ona wyłoniła się z mroku. Przestraszyłam się. Stalkerka zaczęła najpierw mówić, że wraca od znajomych, że znalazła się tu niby przypadkowo. Chodziłam z nią po osiedlu przez godzinę, niby przepraszała za swoje dotychczasowe działania, ale jakoś dziwnie nie potrafiłam jej do końca uwierzyć. Po jakimś czasie w sieci znów zaczęły pojawiać się nękające mnie wpisy. I trwało to jeszcze do niedawna, aż znalazłam na nią sposób. Zaczęłam ją oznaczać z jej prawdziwego konta. Wpisy ustały.

Mogłoby się wydawać, że kryzys został zażegnany. Niestety nie. Bartosiewicz wyznała, że ktoś notorycznie bywa pod jej domem i niszy jej prywatne mienie.

I to niestety nie koniec tej historii. Zaczęto mnie nachodzić w domu. To były drobne sprawy, jak np. obcięcie tabliczki security. Takie drobiazgi, które ciężko zgłosić na policję, ale które dają ci odczuć, że ktoś jest ciągle za twoimi plecami. Takich naruszeń było sporo. Zdecydowałam się to wszystko teraz ujawnić, ponieważ ostatnio ktoś zniszczył moje okno, wyszarpując z jego brzegów membrany, wczoraj w nocy zaś dodatkowo porysował szybę i dokonał na niej mikrourazów. Wszystko bardzo inteligentnie i umiejętnie, tzw. mała szkodliwość. Ktoś nachodzi mnie teraz praktycznie co noc.
Edyta Bartosiewicz ma stalkerkę
Edyta Bartosiewicz ma stalkerkę Fot. screen Edyta Bartosiewicz/fb
Edyta Bartosiewicz ma stalkerkę
Edyta Bartosiewicz ma stalkerkę Fot. screen Edyta Bartosiewicz/fb

Mamy nadzieję, że już wkrótce sprawa się zakończy.

Więcej o: