Dziennikarz TVN o strzelaninie na kolacji z Trumpem. "Strzały padły parędziesiąt metrów ode mnie"

Marcin Wrona był obecny na wydarzeniu z udziałem Donalda Trumpa, na którym doszło do strzelaniny. Dziennikarz opisał, co się wtedy działo.
Dziennikarz TVN o strzelaninie na kolacji z Trumpem
Fot. Instagram/@marcin_wrona

Kolacja Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu odbyła się 25 kwietnia w hotelu Washington Hilton. Na wydarzeniu pojawił się Donald Trump wraz z małżonką. Jak wiadomo, 31-letni mężczyzna otworzył ogień i zaczął strzelać w holu hotelu. Na miejscu obecny był korespondent "Faktów" w Stanach Zjednoczonych - Marcin Wrona. Dziennikarz opowiedział o tym, co działo się na wydarzeniu. Strzały padły niedaleko jego stolika. 

Zobacz wideo Trump rządzi, jakby prowadził program w telewizji

Marcin Wrona relacjonuje, co działo się podczas strzelaniny. Tak się to zaczęło 

- Siedziałem przy stoliku numer 218, to jest stolik niedaleko głównych drzwi wyjściowych z tej sali balowej. Te strzały, które padły, zostały oddane w odległości zaledwie parędziesięciu metrów ode mnie - zaczął swoją relację reporter. - Właśnie od tej strony sali te strzały padały. Zatem ja, koleżanki, koledzy, którzy siedzieliśmy przy moim stoliku, przy stolikach zaraz obok, słyszeliśmy je bardzo wyraźnie. Widzieliśmy, że tam na scenie nie ma jeszcze świadomości tego, co się dzieje - wyjaśnił Wrona.

Wszyscy zaczęli się kryć, gdy usłyszeli komunikat od służb. Widzieli, jak kolejne osoby wyprowadzane są z sali. - W momencie, gdy agenci, policjanci zaczęli krzyczeć: "padły strzały, padły strzały", wtedy wszyscy kryliśmy się. Ja patrzyłem na to, w jaki sposób ewakuowani są członkowie gabinetu Donalda Trumpa. Wyprowadzano Pete'a Hegsetha, Scotta Bessenta, Steve'a Scalise'a, który jest jednym z przywódców republikanów w Izbie Reprezentantów, był też przeprowadzany koło nas - opisywał Wrona.

Marcin Wrona przyznał, że goście długo nie otrzymywali informacji, co się dzieje

W swojej relacji dziennikarz podkreślił, że nikt nie mógł opuścić sali do czasu decyzji służb. Trudno było również o jakiekolwiek informacje. - My nie mieliśmy żadnych informacji na temat tego, co dzieje się na zewnątrz, poza salą. Oprócz tych osób, które były ewakuowane, nikt nie miał prawa sali opuścić. Czekaliśmy na komunikaty - wyjaśnił. - Najpierw pojawił się komunikat, że sytuacja jest w miarę pod kontrolą, ale żadnych informacji na razie nie możemy dostać. Musimy się uzbroić w cierpliwość. Wreszcie komunikat ostatni: "Bal zostaje przerwany. Służby zdecydowały, że nie ma takiej możliwości, żeby to kontynuować" - mówił na antenie TVN24 Marcin Wrona. 

Więcej o: