Książę Harry i Meghan Markle już od czterech lat wiodą życie w Stanach Zjednoczonych. Po rezygnacji z pełnienia funkcji w rodzinie królewskiej Sussexowie osiedlili się w kalifornijskim Montecito. Miasto słynie z luksusowych rezydencji, a dom księcia Harry'ego i Meghan Markle nie jest tu wyjątkiem - miał kosztować ok. 14 mln dolarów. Jak się okazuje, okoliczni mieszkańcy angażują się mocno w życie społeczności, jednak tego samego nie mogą powiedzieć o słynnej parze.
Problem we wrześniu tego roku nagłośnił jeden z sąsiadów księcia Harry'ego i Meghan Markle. Richard Mineards w rozmowie z "The Telegraph" przyznał, że jest rozczarowany faktem, iż nie widuje ich częściej w okolicy. Zwrócił uwagę, że książę Harry spotykany jest wyłącznie w towarzystwie ochroniarzy, gdy spaceruje po plaży czy jeździ na rowerze. Jego ukochana z kolei widywana jest głównie podczas zakupów czy lunchu z przyjaciółmi. Sąsiad pary przyznał, że "społeczność niecierpliwie na nich czeka".
Nieprzyjemne doświadczenia z Sussexami miał inny mieszkaniec Montecito. Rok temu media rozpisywały się o sąsiedzie pary, 88-letnim Franku McGinity. Postanowił pomóc parze zaaklimatyzować się w sąsiedztwie i przyniósł im nagrania dotyczące historii Montecito. Jak podaje "The Montecito Journal", został jednak odesłany z kwitkiem. - Ochroniarz mnie odprawił i nie wziął ode mnie filmu, powiedział, że nie są zainteresowani - relacjonował. - Chciałem tylko być życzliwy - zaznaczył mężczyzna.
Nie widujemy ich zbyt często. To zaskakujące, że się tutaj przeprowadzili, mieszkają tu głównie starsi ludzie
- dodał.
Część sąsiadów bardziej dosadnie wypowiada się o księciu Harrym i Meghan Markle. Niektórzy z nich mocno narzekają na fakt, że para przyciąga bardzo duże zainteresowanie mediów. W rozmowie z "Mirror" jeden z nich nazwał życie Sussexów "objazdową operą mydlaną". Inna osoba, cytowana przez szkocki "Daily Express" przyznała wręcz, że czeka, aż "Meghan Markle się w końcu stamtąd wyniesie".