Na przełomie lat 70. i 80. Milicja Obywatelska, delikatnie mówiąc, nie cieszyła się zbytnią sympatią polskiego społeczeństwa. Był jednak pewien milicjant, uwielbiany i podziwiany jak Polska długa i szeroka. Mowa oczywiście o poruczniku MO, Sławomirze Borewiczu, głównym bohaterze serialu "07 zgłoś się" - produkcji, która biła wówczas rekordy popularności. A wcielający się w niego Bronisław Cieślak - niezawodowy aktor - niemal z dnia na dzień stał się gwiazdą i bożyszczem kobiet. W serialu Borewicz miał liczne romanse. Niczym do agenta 007, z którym go porównywano, lgnęły do niego przedstawicielki płci przeciwnej - mówiono nawet, że miał trzy i pół kochanki na odcinek. Ale w życiu prywatnym Bronisław Cieślak był zupełnie inny. W wywiadach podkreślał, że w przeciwieństwie do swojego serialowego wcielenia, nie był kobieciarzem. Ale zarówno życie aktora, jak i jego kariera, pełne były wzlotów i upadków.
Choć urodzony 8 października 1943 roku w Krakowie Bronisław Cieślak podbił serca telewidzów jako porucznik Borewicz, nie mógł poszczycić się aktorskim wykształceniem. Przyszły aktor wychował się w dzielnicy Kazimierz, w czasach jego dzieciństwa cieszącej się nienajlepszą sławą. Mały Bronek włóczył się więc z kolegami po okolicznych strychach i piwnicach, bawił się też na dachu kościoła św. Katarzyny. Ale uczniem był dobrym - ukończył prestiżowe krakowskie liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego. Następnie studiował etnografię na Uniwersytecie Jagiellońskim. I, jak wspominał po latach, nie planował wówczas związać swojej przyszłości z aktorstwem. - Aktorskich zamiarów i planów nigdy nie miałem. Byłem dziennikarzem: sześć lat przepracowałem w radio, potem przeszedłem do telewizji krakowskiej i byłem zastępcą kierownika redakcji publicystyki. To była moja robota na co dzień - tłumaczył Bronisław Cieślak w wywiadzie dla "Gazety Wrocławskiej". Jednak już niebawem jego życie miało się zupełnie zmienić.
W 1976 roku reżyser Roman Załuski poszukiwał odtwórcy głównej roli w swoim serialu obyczajowym "Znaki szczególne". Traf chciał, że w telewizji zobaczył akurat prowadzącego jeden z programów Bronisława Cieślaka. Ponoć pomyślał wówczas: "Ciekawy facet", i nie zastanawiając się długo, wysłał telegram właśnie do Cieślaka, proponując mu przyjazd na zdjęcia próbne do głównej roli inż. Bogdana Zawady. Bronisław Cieślak zgodził się i wygrał casting. A od roli w "Znakach szczególnych" do "07 zgłoś się" dzielił go już tylko mały krok.
Serial "07 zgłoś się" miał pierwotnie nosić nazwę "Przygody porucznika Bolskiego". Z czasem jednak pomysł ewoluował, wszystko za sprawą tabliczek, jakie znajdowały się w latach 70. na budkach telefonicznych: "Pogotowie MO ma numer wywoławczy 07". Skojarzenia z agentem jej królewskiej mości, słynnym 007 Jamesem Bondem, pojawiły się ponoć później. Samego Bronisława Cieślaka zresztą bardzo one bawiły. - Śmieszy mnie to, ale już nie mam siły protestować (…) Nigdy nie miałem takich aspiracji jako Borewicz. Za wysokie progi - nie ta waluta, nie te samochody, jedynie dziewczyny mieliśmy piękniejsze niż 007 - wyjaśniał we wspomnianym wcześniej wywiadzie.
Sam serial był swoistym fenomenem. Bo choć opowiadał o losach przedstawiciela znienawidzonej przez większość Polaków Milicji Obywatelskiej - kojarzonej powszechnie z pałowaniem i brutalnym tłumieniem strajków - tytułowy bohater wzbudzał nie tylko sympatię, ale wręcz uwielbienie. Takie zresztą było założenie serialu. - Scenariusz pierwszych odcinków oparto na popularnej serii kryminałów 'Ewa wzywa 07', a impuls do ich tworzenia dała sama Milicja Obywatelska. Po jednej z narad na wysokim szczeblu uznano, że społeczeństwo ma do milicjantów negatywny stosunek, co więcej - nie docenia ich pracy. Wkrótce literaci dostali propozycję nie do odrzucenia - mieli pisać historię o bohaterach z MO - mówiła aktorka Ewa Florczak w rozmowie z "Życie na Gorąco Retro".
Wspomniani literaci wywiązali się znakomicie ze swojej pracy. Bo przystojny, charyzmatyczny, wysportowany, potrafiący zabłysnąć ciętą ripostą Borewicz uczynił z "07 zgłoś się" prawdziwy hit, a z Bronisława Cieślaka gwiazdę. Ale choć wzdychały do niego kobiety jak Polska długa i szeroka, w życiu prywatnym aktor stronił od romansów. Był dwukrotnie żonaty - najpierw jego wybranką została Jasna Krystyna Chrzanowska-Cieślak. Para doczekała się córki Katarzyny. I choć małżeństwo nie przetrwało próby czasu, po rozwodzie łączyły ich bardzo dobre relacje. Jasna wraz z córką często odwiedzała Bronisława Cieślaka i jego drugą żonę. - Przychodzi do nas na świąteczny obiad. Mam nawet dziwne wrażenie, że Jasna uważa, że Anka to wspaniała kobieta i ja na nią nie zasługuję. Wyżej ceni ją niż mnie - przekonywał w jednym z wywiadów Bronisław Cieślak.
U boku drugiej żony, Anny, Bronisław Cieślak odnalazł szczęście. Para doczekała się dwójki dzieci - córki Zofii oraz syna Jana. Żadna z pociech nie poszła jednak w ślady ojca. Katarzyna ukończyła rekreację i turystykę, Zofia jest lingwistką i tłumaczką, a Jan absolwentem filozofii. Artystyczną tradycję kontynuuje za to jego bratanica, znana aktorka Anna Cieślak. Pod koniec życia Bronisław Cieślak wyznał, że cieszy się, iż jego dzieci nie wybrały aktorstwa, a najbardziej żałuje tego, iż nie poświęcił im większej ilości czasu. - Jestem daleki od wzorców, które znam i od ideałów, które rozumiem. I bardzo nad tym boleję. Kocham moje dzieci, ale wciąż mam dla nich mało czasu. A jak się przez wiele lat ma mało czasu, to potem strasznie trudno jest odbudować więzi. To syndrom marynarza. Najstarszą córkę Kaśkę wychowywałem przez telefon, bo wciąż byłem na planie. W drugim małżeństwie, gdy dzieci - Zosia i Jasiek - były małe, też nie było mnie w domu - siedziałem w Sejmie - wyznał aktor.
W nowej Polsce na serial o przygodach funkcjonariusza MO, nawet tak uwielbianego jak Borewicz, nie było już miejsca. W telewizji nie chciano zresztą już także samego Bronisława Cieślaka - kojarzonego z poprzednim systemem, byłego członka PZPR - zwolniono w 1991 roku. Przez pewien czas aktor był bezrobotny. - Musiałem co miesiąc jeździć do pośredniaka w Nowej Hucie. Traktowali mnie tam jak trybuna. Wtedy to dopiero bym zrobił karierę polityczną! Przychodzili tam ci biedacy wyrzucani z pracy przez Balcerowicza i ja. - Jestem taki jak wy - mógłbym mówić i powoływać się na solidarność klasową. A poważnie to oczywiście mnie to peszyło i uciekałem - wspominał w jednym z wywiadów.
Następnie Bronisław Cieślak pracował w krakowskim Domu Turysty, gdzie, jak mówił, był główną atrakcją. - Sprzedawałem coca-colę, gumę do żucia i tanie zegarki. Przychodziły wycieczki szkolne i wszyscy mnie pytali, co tu robię? Odpowiadałem, zgodnie z prawdą, że sprzedaję gumę do żucia. Kupowali, a potem robili sobie ze mną zdjęcia. Śmiałem się, że obok Wawelu jestem dla nich największą atrakcją turystyczną Krakowa. Tak przez półtora roku - opowiadał Bronisław Cieślak w rozmowie z magazynem "Naj".
W 1997 roku los znów zaczął Bronisławowi Cieślakowi sprzyjać - został posłem z ramienia SLD. Powierzono mu nawet funkcję rzecznika prasowego klubu parlamentarnego. W polityce nie zrobił jednak tak błyskotliwej kariery jak w aktorstwie.: - To była bardzo interesująca przygoda w moim życiu, ale tylko przygoda - mówił o spędzonym w Sejmie czasie. Za to na ekranach pojawił się jeszcze w produkcjach takich jak "Malanowski i Partnerzy", "Świat według Kiepskich" czy "Pierwsza miłość". Prowadził także programy telewizyjne, m.in. Telewizyjne Biuro Śledcze. Niestety, w 2017 roku lekarze zdiagnozowali u niego raka prostaty. - Mam raka. Pogodziłem się z tym. Wszystko, co najważniejsze już przeżyłem, a teraz cieszę się każdą chwilą - mówił o chorobie w "Super Expressie". Bronisław Cieślak zmarł 2 maja 2021 w wieku 81 lat.
Tomson nie wytrzymał po wpisach Kubickiej. "Kondolencje dla pana". Na tym nie koniec
Lewandowscy i Morrone w pierwszym rzędzie na pokazie Dolce&Gabbana. Styliści wydali werdykt
Katarzyna Dowbor zmieniła fryzurę, a ekspert wydał jednoznaczny werdykt. "Tego typu upięcie to..."
Książulo zjadł w restauracji celebrytów. Rachunek: dwa tysiące, ale na tym nie koniec. "To są k***a jajca"
Posadziła drzewa na łożyskach swoich dzieci. Steczkowska wyjaśnia nonsensowną decyzję
Niespodziewane doniesienia ze sceny na koncercie TVN. Do "Dzień dobry TVN" dołącza nowa prowadząca
Henry Tadeusz aktywnie działa na Instagramie. Teraz 16-latek dodał najnowsze zdjęcie z tatą
"Gnioty na mój temat". Marek Raduli wściekł się po poście Budki Suflera
Występ Rodowicz podzielił widzów TVP. "Tego nie da się oglądać" vs "najlepsza"