Parę lat spędziła w obozie, do Polski wróciła pieszo. Hanuszkiewicz zostawił ją dla Kucówny

Zofia Rysiówna opisywana była jako niezwykle inteligentna i uzdolniona aktorka. Brylowała w rolach tragicznych i dramatycznych - dokładnie takich, jakich doświadczyła w swoim życiu. Podczas wojny pomogła w uwolnieniu Jana Karskiego, co skutkowało niemal pięcioletnim pobytem w obozie koncentracyjnym, z którego po wojnie na pieszo udała się do domu. "Słowik" o "niezwykle ciężkim charakterze".

Zofia Rysiówna urodziła się 17 maja 1920 roku w Rozwadowie, jako najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa. Dziewczynka nigdy nie pamiętała ojca, który zmarł, gdy miała trzy miesiące. "Biła na łeb na szyję całą swoją rodzinę urodą, inteligencją, mądrością, bohaterstwem w czasie okupacji. Od najmłodszych lat była śliczna i przemądrzała. Od maleństwa recytowała długie i trudne wiersze" - pisała o niej jej siostra Wanda Straszyńska.

Zofia Rysiówna - naukę aktorstwa przerwała II wojna światowa 

W 1938 roku została przyjęta na aktorstwo do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie, a po wybuchu II wojny światowej kontynuowała naukę w tajnych kompletach. Młoda, patriotycznie wychowana dziewczyna postanowiła spełnić swoje obowiązki względem ojczyzny. Związała się z nowosądeckim 1. Oddziałem Ochrony Przerzutów i Łączności Związku Walki Zbrojnej, do której wciągnął ją brat Zbigniew - pracował on jako kurier, przez co w domu zatrzymywało się wielu działaczy podziemia, w tym Jan Karski.

To właśnie przy okazji planu uwolnienia Karskiego pokazała swój talent aktorski. Przebrana za zakonnicę dotarła do Karskiego w więzieniu. Ucieczka się udała, ale Niemcy wiedzieli, że osadzony musiał mieć pomoc z zewnątrz. Fałszywej zakonnicy szukali przez rok. W tym czasie rodzeństwo ukrywało się w Warszawie. W końcu jednak śledczy wytropili większość z osób zaangażowanych w ucieczkę Karskiego.

"Słowik", który z obozu w Niemczech przeszedł do Nowego Sącza

Zofia, składając przysięgę bratu zobowiązała się, że wytrzyma 24 godziny tortur, zanim zacznie "sypać". Młoda dziewczyna wytrzymała na Pawiaku znacznie więcej, a Niemcom nie udało jej się złamać. Nikogo nie wydając, została skazana na śmierć i wysłana do nazistowskiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück w Niemczech. Spędziła w nim cztery lata, doświadczając głodu, pracy ponad siły i będąc świadkiem okrutnych eksperymentów medycznych przeprowadzanych na więźniarkach. By podtrzymać innych na duchu - śpiewała pieśni, piosenki religijne i ludowe piosenki po polsku, francusku, rosyjsku, a nawet niemiecku. Wówczas też zyskała przydomek "Słowik".

Z obozu pisała listy do rodziny, ale nigdy się nie skarżyła. Uspokajała nawet mamę i pytała, czy rodzeństwo ma co jeść. Wolność odzyskała w kwietniu 1945 roku i ruszyła z Niemiec do Polski na pieszo. Pewnego dnia Zofia przyśniła się swojej siostrze Wandzie, której powiedziała, że wróci w środę i faktycznie tego dnia dotarła do Nowego Sącza. Jeszcze w 1945 roku zdała egzamin aktorski i zatrudniła się w teatrze.

Alina JanowskaKoledzy z Powstania nazwali ją "Setka", głównego amanta PRL-u zostawiła, bo ukradł babci szczękę

Genialna aktorka o zadziornym charakterze. "Bywają chwile, że jej złośliwość niemal zabija"

Jako aktorka była szanowana za technikę aktorską, wzorową emisję i dykcję, wysoką kulturę mowy oraz płynny ruch i gest, który zawsze pasował do roli. Uwagę przyciągała też jej uroda - wyraziste rysy twarzy i mocna sylwetka. Do tego dochodził jej zadziorny charakter i cięty język. Wśród aktorów krążyła nawet anegdota, która wiązała się z tym, że Rysiówna nie nakładała żadnego makijażu na scenę. Jej koleżanka poradziła jej, by koniecznie używała kremu żółwiowego. Zosia odpowiedziała jej wtedy, że "gdy będzie w jej wieku, to już i tak nic jej nie pomoże". W środowisku teatralnym zyskała status gwiazdy, a jej role były wysoko cenione przez krytyków. Mimo tego zawsze ubierała się skromnie i nigdy nie bała się powiedzieć tego, co myśli - nawet w złośliwy sposób.

W 1948 roku wyszła za cztery lata młodszego Adama Hanuszkiewicza. Mąż mówił o Zofii, że jest "wybitnie inteligentna, ale charakter ma ciężki". - Bywają chwile, że jej złośliwość niemal zabija. Przypomina mi w tym znany posąg Woltera z bardzo cynicznym uśmieszkiem - wspominał i dodawał, że cały czas go strofowała. Małżeństwo doczekało się dwójki dzieci (Kasi i Piotra), razem grali w teatrach i często się przeprowadzali. Zofia wpływała na męża nie tylko w domu, ale też w pracy. Zabroniła mu nawet grać w sztuce z Niną Andrycz, która wspominała, że ta była o nią zazdrosna. Rysiówna miała nawet zagrozić mężowi "że porąbie dzieci siekierą", jeśli nie zmieni zdania. W ich życiu pojawiła się jednak młodsza o 13 lat Zofia Kucówna, dla której Hanuszkiewicz zostawił rodzinę.

Nina AndryczStalin obsypywał ją futrami, Cyrankiewicz godził się na wszystko. Kim była Nina Andrycz?

W 1996 roku miesięcznik "Teatr" uznał ją za najlepszą polską aktorkę półwiecza

Zawodowo jednak dogadywali się doskonale - Adam, gdy został dyrektorem teatru, wybierał sztuki tak, by w pełni wykorzystać talent Rysiówny. Prywatnie było jednak gorzej. Z czasem także Zofia znalazła nową miłość. Związała się z operatorem Sergiuszem Sprudinem, z którym spędziła 30 lat.

Rysiówna grała wiele ról, ale najbardziej znana była z postaci Balladyny, Maszy z "Trzech sióstr" oraz szekspirowskiej Ofelii. Większą popularność zdobyła dzięki występom w Teatrze Telewizji - najpierw w 1956 roku w "Muchach", a potem w "Tragedii optymistycznej", "Amy Foster", "Idach Marcowych", "Elzie" czy "Powrocie do Itaki". W 1996 roku miesięcznik "Teatr" uznał ją za najlepszą polską aktorkę półwiecza. Wyjątkowo polubiła też radio - wzięła udział w przeszło 300 nagraniach Teatru Polskiego Radia.

Prywatnie tylko najbliższa rodzina wiedziała o jej przeszłości. Wielu kolegów z teatru nie miało pojęcia, przez co przechodziła podczas wojny. Po latach okazało się, że Armii Krajowej odznaczono ją Krzyżem Walecznych i Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami (ukrywanie tej informacji było bezpieczniejsze dla niej i rodziny). Po latach pojawiły się kolejne wyróżnienia. W 2001 roku Zofia została awansowana na podporucznika.

Nawet po latach nie lubiła wspominać tortur, przesłuchań i obozu, które nazwała "dosyć męczącym". W radiowym wywiadzie radziła jednak tym, którzy nigdy nie byli w więzieniu, by "w dalszym ciągu unikali tego typu pomieszczeń". Zmarła w 2003 roku w Warszawie w wieku 83 lat, do końca pozostając aktywną zawodowo. Pochowano ją w Nowym Sączu. Na nekrologu byłe więźniarki kazały napisać: "Serdeczna, uczynna koleżanka, którą zawsze będziemy wspominać".

Więcej o: