Rzeźniczak zrobił medialną rzeź na byłych partnerkach i się samozaorał. Pomylił Żurnalistę ze specjalistą [OPINIA]

Jakub Rzeźniczak nie bierze jeńców. W nowym wywiadzie, który jest jazdą "bez trzymanki", gotuje piekło swojej córce oraz byłym partnerkom. Medialna spowiedź z najintymniejszych szczegółów z życia już zdążyła narobić wielu szkód - pisze Bartosz Pańczyk z Plotek.pl

O Kubie Rzeźniczaku znowu jest głośno. Niestety nie ze względu na sportowe popisy (notabene ostatnio pożegnał się z Wisłą Płock), a rzeź jaką zafundował nie tylko byłym partnerkom, a sobie. Czemu jako dziennikarz show-biznesowy piszę niestety? Choć to co powiedział u Żurnalisty (nie wiedzieć czemu stał się spowiednikiem gwiazd) jest bardzo ciekawe i zastępuje oglądanie "Mody na sukces" na przynajmniej miesiąc, bo magiel jaki może przyswoić człowiek został wyczerpany, to jednak jest to bardzo smutne. I to nie ze względu na to, czego według niego miały się dopuścić jego byłe partnerki. Rozumiem, że kij ma dwa końce i winna nie jest często tylko jedna osoba. Nie oceniam. Nie jestem też sędzią Anną Marią Wesołowską, więc nie zajmuję się roztrząsaniem, kto mówi prawdę. Kuba pomylił jednak wizytę u Żurnalisty z wizytą u specjalisty, jakakolwiek ta prawda by nie była i nawet jakby w 100 proc. nie kłamał.

Zobacz wideo Jakub Rzeźniczak odpowiada na zarzuty Magdaleny Stępień

Rzeźniczak się pogubił

Słuchając Rzeźniczaka, gdy odłożymy na bok zażenowanie z jego wynurzeń, bo niewątpliwie przekroczył granicę dobrego smaku, widzimy faceta, który nie jest Jakubem, a pogubionym Kubusiem. Gdy patrzy się na niego na spokojnie trochę głębiej, może nawet zrobić się go żal, bo wizyta w podcaście nie załatwiła nic, a tylko pogorszyła sytuację. Owszem, po miesiącach słuchania o sobie w mediach samych złych rzeczy ze strony byłych, naturalnym odruchem jest obrona. To jednak nie boisko. By nie powielać starych błędów, trzeba dużo zrozumieć, a Kuba mówi w wywiadzie, że wiele rzeczy nadal nie rozumie.

W ostatnich miesiącach o Rzeźniczaku można było m.in. dowiedzieć się z ust matki jego córki Inez, że ma problem z płaceniem alimentów. To akurat ważny społecznie temat i jeśli jest tak, jak mówi pani Taraszkiewicz, to nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Alimenciarze powinni być publicznie wytykani palcami i koniec kropka. Trzeba ponosić konsekwencje niezabezpieczania się (tak, Rzeźniczak u Żurnalisty powiedział nawet, że w pewnym momencie przestał się zabezpieczać) i zostania w efekcie ojcem.

 

Rzeźniczak wywiadem u Żurnalisty zgotował córce piekło

Gdyby Rzeźniczak był dojrzałym mężczyzną, umiałby ponieść konsekwencje swoich kontrowersyjnych zachowań z podniesioną głową, z dala od opinii publicznej, a w czterech ścianach: swoich, sądów czy byłych partnerek. Zamiast tego wybrał podzielenie się ze wszystkimi najbardziej intymnymi szczegóły z życia nie tylko swojego, ale i kobiet, które z nim spały. To ma pomóc? Coś załatwić? W jaki sposób? To nic innego jak samozaoranie. To będzie się za nim ciągnęło i teraz będzie tym, który mówi o matce swojego dziecka, że była dziewczyną na telefon.

Czy pomyślałeś drogi Kubo, jak za x lat poczuje się twoje dziecko, gdy wejdzie do internetu i zrobi checking znanego taty? Albo jak w szkole chcąc nie chcąc usłyszy coś od rówieśników, którzy potrafią być bezlitośni? Zgotowałeś właśnie mu piekło. Czy udzielając tego wywiadu, myślałeś w ogóle o córce czy tylko skupiłeś się na czubku własnego nosa i odbiciu piłeczki? Robienie z siebie ofiary i widzenie winy wszędzie, tylko nie u siebie jest bardzo niepokojące. I niedojrzałe. Jak ty byś się czuł, jakbyś przeczytał w sieci, że ojciec mówi o twojej matce, że była panią na telefon? Hmm? Co w ogóle ten wątek ma tłumaczyć? Ty i twoje partnerki, gdy decydowaliście się na relacje (jakikolwiek by nie miały charakter), byliście już dorosłymi ludźmi. Podejrzewam, że wszystko odbywało się świadomie i dobrowolnie. Twoja córka niestety będzie musiała nosić piętno błędów rodziców.

Pomyśl też o Edycie, która chyba jako jedyna z twoich eks, nie prała dotychczas brudów, a mogłaby, bo jak sam ujawniłeś, zdradzałeś ją na potęgę. Mówisz, że poszedłeś do Magdy, bo znajdowałeś u niej to, czego nie dawała ci żona. A może popatrzmy na drugą stronę medalu i nie miałeś w małżeństwie tego czego oczekiwałeś, bo sam nie dawałeś Edycie tego, czego ona potrzebowała? Tych pytań można by jeszcze zadać wiele. Czasem postawienie się na miejscu drugiej osoby pozwala zrozumieć więcej. Odpuścić, wybaczyć, przeprosić. Na nic jeszcze nie jest za późno. Pamiętaj.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.