Fanka miała śledzić go przez lata. Jacek Wójcicki długo milczał o tym dramacie

Jacek Wójcicki zwykle chroni swoją prywatność i unika medialnego rozgłosu. Tym większe emocje wywołały doniesienia o kobiecie, która miała uporczywie go nękać. Cała sytuacja ciągnęła się przez kilka lat.
Jacek Wójcicki
Fot. Wojciech Habdas / Agencja Wyborcza.pl

Jacek Wójcicki, uznany aktor i wybitny śpiewak, zdecydowanie stroni od medialnych afer czy skandali, w związku z czym rzadko pojawia się na łamach gazet. Kilkanaście lat temu do mediów trafiły jednak dramatyczne szczegóły dotyczące życia artysty. Okazało się, że Jacek Wójcicki padł ofiarą stalkerki. Choć od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu, sprawa do dziś pozostaje jedną z najbardziej zaskakujących historii z życia polskich artystów. Kobieta miała nie tylko śledzić aktora, ale również pojawiać się na niemal każdym jego występie. W pewnym momencie sytuacja stała się na tyle poważna, że konieczne było zaangażowanie prokuratury. Artysta liczył przede wszystkim na odzyskanie spokoju i poczucia bezpieczeństwa.

Zobacz wideo Podzieliła się przykrą historią

Jacek Wójcicki miał stalkerkę. Zaczęło się od spotkania

Historię Jacka Wójcickiego w 2015 roku szczegółowo opisywał portal krakow.naszemiasto.pl. Kobieta miała poznać artystę poprzez fanklub w jej rodzinnym mieście. Początkowo miała jedynie wysyłać mu prezenty i listy i często przyjeżdżać na jego koncerty. Na tym się jednak nie zakończyło. "Fanka" zdobyła adres Wójcickiego i zaczęła przyjeżdżać do jego domu. Potrafiła przedostać się nawet na teren zamkniętego osiedla. Miała nawet wzywać policję i twierdzić, że "mąż", jak określiła Wójcickiego, nie chce jej wpuścić. Artystę miała osaczać również na koncertach, na których bardzo często się pojawiała. Jak twierdzi serwis, miała nawet podrabiać wejściówki na wydarzenia, na które nie udało się jej zdobyć biletu.

Sprawa stalkerki Jacka Wójcickiego trafiła do prokuratury

Cała sprawa miała ciągnąć się ponad dwa lata. Jacek Wójcicki początkowo powiadomił policję, a następnie także prokuraturę. Jak przekazał prokurator Bartłomiej Legutko, kobiecie postawiono zarzut stalkingu. Ona sama miała jednak twierdzić, że jest nękana przez artystę i to on rzekomo sugerował, że chciałby stworzyć z nią związek. Jak donosił w 2015 roku tygodnik "Na żywo", sprawa zakończyła się jednak szczęśliwie dla Jacka Wójcickiego. Powołując się na słowa rzeczniczki Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusławy Marcinkowskiej, przekazano, że kobieta dostała m.in. zakaz kontaktowania się z aktorem i zbliżania do niego, a także przebywania w pobliżu miejsca jego zamieszkania. Oprócz tego sąd orzekł, że nie może się pojawiać na imprezach z jego udziałem. 

Prawnik Jacka Wójcickiego Andrzej Braum przekazał z kolei, że artysta nie chciał ukarania kobiety ani rekompensaty finansowej. - Mam nadzieję, że to spowoduje, iż mój klient będzie czuł się bezpieczniej. (...) Chodzi mu jedynie o to, by miał więcej prywatności i czuł się bezpiecznie we własnym domu i na koncertach - powiedział, cytowany przez krakow.naszemiasto.pl.

Więcej o: