To była "piekielna podróż" rodziny królewskiej. Szokująca prawda wyszła na jaw dopiero po latach

Przez wiele lat ukrywano prawdę o podróży rodziny królewskiej z Portsmouth do Republiki Południowej Afryki. Dopiero po latach wszystko wyszło na jaw. Szokujące, do czego wtedy doszło.
Królowa Elżbieta II wzięła udział w 'piekielnej podróży' rodziny królewskiej. Nikt nie wiedział, co tam się działo
East News

W 1947 roku Elżbieta II wraz z rodzicami wybrała się w podróż statkiem HMS Vanguard. Wyruszyli z Portsmouth do Republiki Południowej Afryki. Elżbieta II miała wtedy zaledwie 21 lat i w RPA wygłosiła jedno ze swoich najsłynniejszych przemówień, sygnalizując swojemu Imperium oraz światu, że wojna się skończyła i nadchodzą lepsze czasy. - Oświadczam przed wami wszystkimi, że całe moje życie, niezależnie od tego, czy będzie długie, czy krótkie, poświęcę służbie dla was - mówiła wtedy. Przez długie lata nikt jednak nie wiedział, co działo się na statku rodziny królewskiej. Teraz Daily Mail wraca do historii sprzed 80 lat.

Zobacz wideo Tyszka ocenił zdjęcia rodziny królewskiej. "Smutku i szarości jest za dużo"

To była "piekielna podróż" rodziny królewskiej. Nikt nie wiedział, co działo się na statku

Królowa Elżbieta II nie ukrywała, że podróż z Portsmouth była koszmarem. Tak wspominała ją nawet po latach, gdy powróciła do Republiki Południowej Afryki i mówiła, że wtedy zarówno ona, jak i jej siostra księżniczka Małgorzata cierpiały na chorobę morską, a do tego wraz z królem i królową były praktycznie uwięzione w swoich kabinach przez całą podróż.

Nie wspomniała jednak, co działo się pod pokładem, a mowa o prawdziwym koszmarze załogi. Po latach wyszło bowiem na jaw, że pancernik był obsadzony marynarzami, którzy nie wrócili jeszcze do domu po służbie wojennej – i byli rozgniewani tym, że trzymano ich z dala od ich bliskich. Jakby tego było mało, to statek był źle zaprojektowany, nie miał wystarczającej liczby miejsc noclegowych dla 1700 członków załogi i nie miał również wystarczającej liczby miejsc siedzących, aby marynarze mogli zjeść posiłek. Wielu z nich głodowało, a do tego jedzenie było prawie niejadalne.

To jednak nie wszystko. Kiedy bowiem dotarli do Kapsztadu i członkowie rodziny królewskiej zostali zaproszeni na uroczystą kolację państwową, kapitan, kontradmirał William Agnew, poinformował załogę, że nie będzie mogła zejść na ląd. Król Jerzy VI, królowa Elżbieta, księżniczka Małgorzata i Lilibet rozgościli się w luksusowym Białym Pociągu, który miał być ich domem przez następny miesiąc, a na statku z każdą godziną rosło ryzyko buntu wśród ściśniętych w ciasnych kwaterach marynarzy. Warto jednak dodać, że król i jego rodzina nie mieli o niczym pojęcia, sytuację utrzymywano w ścisłej tajemnicy nawet przed nimi.

Historia "piekielnej podróży" przez lata była utrzymywana w tajemnicy. Oto powód

Teraz Daily Mail podkreśla, że taki kryzys był bezprecedensowy w historii Królewskiej Marynarki Wojennej, jak również w historii rodziny królewskiej. Nie podjęto żadnej natychmiastowej decyzji. W miarę upływu dni mężczyźni uwięzieni na statku stali się coraz głośniejsi, a premier Clement Attlee, który został poinformowany o kryzysie, był tak zaniepokojony, że wysłał z Londynu szpiega MI5, Henry'ego Boddingtona, aby ten złożył raport na temat sytuacji. Z raportu wynikało, że sytuację zaostrzał fakt, że po powrocie do kraju HMS Vanguard nie zawrócił do swojego portu macierzystego w Portsmouth, ale do Devonport w Devon - co oznaczało, że po zejściu na ląd marynarze nadal nie mogli spotkać się ze swoimi rodzinami.

Sytuacja uspokoiła się dopiero wtedy, gdy ktoś poinformował króla o zaistniałej sytuacji. Jerzy VI natychmiast wrócił na Vanguard i wygłosił przemówienie do całej załogi statku, które ponoć od razu uspokoiło wściekłych marynarzy. O buncie nigdy więcej nie wspomniano i przez prawie 80 lat utrzymywano go w tajemnicy. Obawiano się bowiem, że historia ta przyćmi słynne przemówienie Elżbiety II.

Więcej o: