Jarosław Gugała chciał pozwać TVP. Prawnik go ostrzegł. "Nie pozostawił mi złudzeń"

W najnowszym wywiadzie Jarosław Gugała wrócił wspomnieniami do głośnego materiału Telewizji Polskiej, w którym sugerowano, że dziennikarz jest beneficjentem dzikiej reprywatyzacji. Gugała chciał pozwać stację, ale prawnik odwiódł go od tego pomysłu. To, co od niego usłyszał, pamięta do dziś.
Jarosław Gugała
Fot. KAPiF.pl

Jarosław Gugała od ponad 20 lat związany jest z Polsatem. Wcześniej przez długi czas pracował dla Telewizji Polskiej. Dziennikarz z ogromną uwagą śledził transformacje, które przez ostatnie lata zachodziły na Woronicza. W rozmowie z Plejadą przyznał, że gdy myśli o TVP w czasach "dobrej zmiany", na usta cisną mu się same "niecenzuralne słowa". Gugała wrócił także wspomnieniami do głośnego materiału TVP, w którym przedstawiono go jako beneficjenta dzikiej reprywatyzacji. Dziennikarz chciał pozwać stację, jednak prawnik odwiódł go od złożenia pozwu. Dlaczego? 

Zobacz wideo Odwracali sie od Egurroli, bo wybrał TVP. Prokop nie gryzł się język

Jarosław Gugała chciał pozwać TVP za czasów "dobrej zmiany". Nie do wiary, co usłyszał od prawnika

Prezenter kupił mieszkanie w jednej z warszawskich kamienic tuż po powrocie z Urugwaju, gdzie pełnił funkcję ambasadora RP. "Prezydentem miasta był wtedy Lech Kaczyński. Zaczął tam wtedy działać tzw. czyściciel kamienic. Po kolei odkupował on od ludzi mieszkania za psie pieniądze, by potem je spieniężyć. W pewnym momencie doszło do tragedii. Zamordowana została Jolanta Brzeska - jedna z mieszkanek tej kamienicy, która prawdopodobnie nie chciała poddać się czyścicielowi" - wspominał.

Kilka lat później Telewizja Polska postanowiła zrobić reportaż o kulisach tego zdarzenia i całej aferze reprywatyzacyjnej. "Wspomniano w nim, że ciekawe jest to, że Jarosław Gugała, szef programów informacyjnych i publicystycznych Polsatu, ma mieszkanie właśnie w tym budynku. Sugerowano, że skoro tam mieszkam i nie reaguję na to, co się dzieje, widocznie mam coś na sumieniu. (...) Następnego dnia - w jakimś programie publicystycznym znowu padło moje nazwisko" - opowiadał. 

Dziennikarz zdradził, że po emisji od razu poszedł do adwokata. Ten jednak odradził mu wchodzenie w tę sprawę. "Stwierdził, że jest ona tak przesiąknięta polityką, że będzie trwała latami. Ostrzegał mnie, że stracę czas i pieniądze. Zasugerował, że w związku z tym, że władza ma duży wpływ na wymiar sprawiedliwości, to może zostać wyznaczony taki sędzia, który sprawi, że przegram w pierwszej instancji. I wtedy cały świat się dowie, że jednak byłem zamieszany w aferę reprywatyzacyjną, bo właśnie tak zostanie w TVP zinterpretowany ten wyrok" - mówił. 

Jarosław Gugała wprost o aferze reprywatyzacyjnej. "Uznałem, że nie muszę już walczyć o swoje dobre imię" 

Gugała nie mógł uwierzyć w to, co powiedział mu prawnik. "Uważałem, że skoro ktoś mnie opluł i wciągnął w coś, z czym nie miałem nic wspólnego, powinien za to odpowiedzieć. Liczyłem, że jakaś sprawiedliwość jeszcze istnieje. Adwokat nie pozostawił mi jednak złudzeń" - tłumaczył.

Niespodziewanie z pomocą przyszła mu córka Jolanty Brzeskiej, która w rozmowie z Onetem stanęła w jego obronie. "Stwierdziła, że to kompletna bzdura. Zakładam, że wiedziała, że na spotkaniach wspólnoty stawiałem się prawnikom czyściciela kamienic, który nas terroryzował. (...) Jej wypowiedź poniosła się szerokim echem i była cytowana przez różne media. Uznałem, że nie muszę już walczyć o swoje dobre imię, bo zawalczyła o nie córka pani Brzeskiej" - podsumował. 

Więcej o: