Agnieszka Włodarczyk przyjęła kontrowersyjną rolę, by uciec od koszmaru. "Szczerze mnie nienawidził"

W latach 90. dzięki jednej roli zyskała ogromną popularność. Ale występ niepełnoletniej aktorki w odważnych scenach wzbudził też wiele kontrowersji, a ciekawych propozycji filmowych szybko zaczęło brakować. Po latach Agnieszka Włodarczyk wyznała, że rolę Sary przyjęła, aby wyrwać się spod kontroli przemocowego ojczyma.

Karierę zaczęła z przytupem - od roli, która od dnia premiery była na ustach wszystkich. "Sara" - film Macieja Ślesickiego, który na ekrany trafił w 1997 roku, natychmiast stał się wielkim hitem. Historia romansu byłego komandosa z licealistką - córką gangstera - wywołała obyczajowy skandal, bo zawierała sporo odważnych scen erotycznych, a wcielająca się w główną rolę Agnieszka Włodarczyk była wówczas niepełnoletnia. W dodatku Bogusław Linda, któremu partnerowała, był od 16-latki prawie trzy razy starszy. Wreszcie, Agnieszka Włodarczyk dostała tę rolę mimo praktycznie zerowego doświadczenia i braku wykształcenia aktorskiego. Wiele osób uważało, że na angaż nie zasługiwała. Zagrała jednak dobrze, a film do dziś przez wielu jest uważany za kultowy. Po latach aktorka wyznała jednak, że roli być może by nie przyjęła, gdyby nie zmusiła jej do tego sytuacja rodzinna. W późniejszych latach kariera aktorki wyhamowała, a jej relacje z mężczyznami nie należały do szczęśliwych. Aktorka długo czekała na miłość swego życia, w międzyczasie spotykała się z kilkoma partnerami, a niektóre z jej związków były bardzo głośne. Szczęście uśmiechnęło się do aktorki dopiero tuż przed 40. urodzinami.

Zobacz wideo

Domowe piekło i kontrowersyjna rola

Urodzona 13 grudnia 1980 roku w Sławnie Agnieszka Włodarczyk w wywiadach niezbyt chętnie wracała do roli, która przyniosła jej sukces. Młoda dziewczyna, zanim trafiła na plan "Sary", występowała w teatrze Buffo, ale bardziej śpiewała, niż realizowała się aktorsko. Jednak casting do głośnej produkcji - historii romansu 16-letniej córki gangstera z kilkadziesiąt lat od niej starszym Leonem, wynajętym ochroniarzem, a zarazem byłym komandosem po traumatycznych przejściach - był kuszący. Film miał gwiazdorską obsadę, bo ojca Sary, wpływowego i bezwzględnego przestępcę, zagrał Marek Perepeczko, który na ekran powrócił po 15 latach, w produkcji wystąpił też Cezary Pazura. Ale Agnieszką nie kierowała chęć zrobienia kariery i "parcie na szkło", bo jak wyznała po latach aktorka, praca miała stać się dla niej przepustką do wyrwania się z domu rodzinnego - miejsca, w którym delikatnie mówiąc, nie działo się najlepiej.

Wtedy trochę niezrozumiałe było dla mnie jak można zatrudnić dziewczynę, która tak mało potrafi. To samo tyczyło się roli w filmie. Dziś myślę, że może reżyserzy widzieli we mnie więcej talentu niż ja sama. Skąd taki brak wiary we własne umiejętności? Może moja sytuacja rodzinna, może dziewczęca wstydliwość albo młody wiek, nie wiem - napisała na swoim Instagramie gwiazda, przerywając dotychczasowe milczenie na temat roli.

Agnieszka Włodarczyk w tym samym wpisie wyjaśniła, dlaczego tak bardzo pragnęła stać się niezależna. "Wiedziałam, że mam dwa wyjścia. Albo zostanę w domu, który - mówiąc delikatnie - nie był oazą spokoju, albo dostanę szansę wyrwania się z tego koszmaru i będę niezależna. Bardzo mi na tej niezależności zależało, żeby nikt mi już niczego nie wypominał, nie krzyczał, nie wpędzał w poczucie winy, nie robił awantur. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale uwierzcie mi, łatwo nie było" - relacjonowała. Aktorka nie miała dobrej relacji z ojczymem. "Mój ojczym szczerze mnie nienawidził. No cóż, nie wszyscy mają malinowe i beztroskie dzieciństwo... Wracając zatem do tematu Sary, zagrałam, żeby się uwolnić. Mama dała mi wybór, a ja z niego skorzystałam. Pewnie czuła instynktownie, że to będzie lepsze, niż pozostanie w domu. Że dzięki tej decyzji będę miała w życiu lepiej niż ona" - podkreśliła aktorka. Mama Agnieszki Włodarczyk wyraziła zgodę na udział córki w filmie, a ta, z perspektywy czasu nie ocenia jej decyzji.

"Czy ja pozwoliłabym swojemu dziecku na takie sceny? Myślę, że nie. Natomiast nie chcę tu oceniać podejścia, ani sumienia mojej mamy. Czy jestem dumna z tej roli? Dopiero jakiś czas temu poczułam coś na kształt dumy. Dostałam nawet nagrodę za debiut na międzynarodowym festiwalu filmowym w Kijowie, o czym nikt nie wie. Miło" - napisała Agnieszka. Agnieszka Włodarczyk potrzebowała pozwolenia mamy na udział w filmie "Sara", ponieważ miała wystąpić w odważnych - zwłaszcza jak na tamte czasy - scenach. Z tego samego powodu, kiedy film trafił na ekrany, wzbudził szereg kontrowersji. Nie chodziło nawet o fabułę, w której niepełnoletnia dziewczyna romansuje ze sporo starszym mężczyzną, ale o fakt, że młoda aktorka podczas powstawania filmu miała zaledwie 16 lat, a więc była niepełnoletnia. Ale Agnieszka Włodarczyk podkreśliła, że doniesienia o tym, jakoby miała na planie spotkać się z molestowaniem, nie są prawdziwe. "Nie czuję, żeby ktokolwiek na planie naruszył moje granice. Byłam traktowana z szacunkiem, a ekipa troszczyła się o mnie jak należy" - wyznała.

Agnieszka WłodarczykAgnieszka Włodarczyk KAPiF

Zdrady i ciała astralne

Choć po "Sarze" kariera Agnieszki Włodarczyk nie nabrała oczekiwanego rozpędu - aktorka wystąpiła w serialu "13 posterunek" i komedii "E=mc2", potem grała mniejsze role - jej życie prywatne było szeroko komentowane. Niektóre z jej związków odbiły się szerokim echem. Jednym z nich była relacja z Rafałem Kosińskim, który pracował jako prezenter telewizyjny. Zakochani wytrwali razem zaledwie cztery lata. Kolejny związek był dłuższy - Agnieszka Włodarczyk przez dziewięć lat była z Jakubem Sićką - swoim menadżerem. Niestety, ten związek nie miał szczęśliwego finału.

Już nieraz dostawałam ostrzeżenia z góry, że coś jest nie tak w moim poprzednim związku, ale ignorowałam większość sygnałów. Byliśmy ze sobą w końcu dziewięć lat. Myślę, że wszechświat w pewien sposób się zbuntował i wtedy dowiedziałam się, że jestem zdradzana. (…) Myślałam, że to koniec świata, ale teraz wiem, do czego to miało doprowadzić. Wszechświat będzie zawsze po stronie miłości i w ostateczności nas poprowadzi, nawet jeśli to będzie bolesna droga - wyznała Agnieszka magazynowi "Viva!".

Najwięcej zainteresowania wzbudził związek Agnieszki Włodarczyk z aktorem Mikołajem Krawczykiem. Relacja nabrała rozgłosu, ponieważ Krawczyk dla nowej ukochanej zostawił ówczesną partnerkę i matkę swoich dzieci, Anetę Zając. A Agnieszka Włodarczyk z powodu romansu na planie została zwolniona z serialu "Pierwsza miłość". Ci, którzy śledzili tę aferę pamiętają z pewnością do dziś termin "ciało astralne". Po latach Agnieszka wyznała jednak, że niczego w życiu bardziej nie żałuje niż pamiętnego wywiadu dla "Vivy!", którego udzieliła z Mikołajem na początku ich miłości.

Partnerzy wyznali w nim, że są "jednym ciałem astralnym", a tym, żeby się zeszli, był osobiście zainteresowany cały wszechświat, zaś ich koty się pokochały. "No i wzdychamy w identyczny sposób. Mamy taki sam kolor oczu. Jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach, cały wszechświat temu sprzyja" - mówiła zakochana Agnieszka. Jej partner wyznał natomiast, że "wierzy w kulistość energii", a jego ukochana dodała że odmłodniała o 16 lat i znów czuje się jak 15-latka i dlatego chce mieć dziecko. Na to jednak musiała jeszcze długo poczekać, a ojcem został ktoś zupełnie inny.

Życiowa stabilizacja

Szerokim echem odbił się też początek obecnego związku Agnieszki Włodarczyk. Kiedy wraz ze sportowcem Robertem Karasiem ogłosiła, że są razem, rozpętała się burza. Znaleźli się nawet tacy, którzy sugerowali, jakoby Włodarczyk miała rozbić małżeństwo triathlonisty. "Ludzie gadają, media pie***lą, że Aga rozbiła rodzinę, że ja zostawiłem kochaną żonę dla innej. To jest straszne, jak ludzie potrafią ci napsuć krwi, jak wiedzą lepiej od ciebie, choć tak naprawdę nie wiedzą, co się wydarzyło" - mówił Karaś w jednym z wywiadów, zaprzeczając plotkom i dodając, że z żoną rozwiódł się kilka miesięcy wcześniej. Z czasem medialny szum ucichł, a Agnieszka i Robert są dziś szczęśliwym małżeństwem i rodzicami kilkuletniego synka Milana. W drugiej połowie stycznia 2021 roku Karaś i Włodarczyk podzielili się ze światem radosną nowiną. W mediach społecznościowych opublikowali romantyczne zdjęcie, na którym aktorka zaprezentowała ciążowy brzuszek. "Nowy rozdział" - napisała. "Mam wszystko" – brzmiały z kolei słowa triathlonisty. W ten sposób para ogłosiła, że spodziewa się dziecka.

29 listopada tego roku media obiegła informacja o ślubie Agnieszki Włodarczyk i Roberta Karasia. Podczas wakacji w Dubaju para złożyła sobie przysięgę na malowniczej pustyni. Niedawno okazało się jednak, że uroczystość miała charakter symboliczny, a właściwy ślub odbył się około miesiąc wcześniej w Polsce. Zakochani postanowili jednak utrzymać go w tajemnicy, aby uniknąć niechcianego zainteresowania mediów.

Prawdziwy ślub wzięliśmy ponad miesiąc temu w Polsce (...). A tutaj mieliśmy taki ślub już dla siebie, to się właśnie nazywa "ślub symboliczny". Nie było nikogo, kto nam go udzielał, nawet "aktora". Po prostu powiedzieliśmy sobie przysięgę w oczy. Było to bardzo intymne, przepiękne. Do tej pory się wzruszam, jak o tym mówię" - wyznała Agnieszka Włodarczyk na InstaStories.

Wcześniej aktorka wyznała, że szczęście przyszło do niej w najbardziej niespodziewanym momencie. "Kiedy pogodziłam się z tym, jak wygląda moje życie, ono postanowiło odmienić się o 180 stopni. Tak... w pandemii, w tym całym piekle, nagle zaświeciło słońce, które świeci dla mnie od tamtego momentu cały czas" - napisała jakiś czas temu Agnieszka Włodarczyk na Instagramie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.