"Dla fabuły zgodziłbym się być nawet kanibalem". Wystarczy, że zabił. I opisał to w książce

- Zarobiłem na tym, kim jestem. Ja, Krystian Bala - mówił skazany na 25 lat więzienia za morderstwo. Na jego trop natrafiono dzięki jego własnej książce, w której znalazły się elementy podobne do okoliczności prawdziwej zbrodni. Do dziś twierdzi, że jest niewinny.

Więcej o kryminalnych sprawach przeczytasz w tekstach na Gazeta.pl

Zbrodnię Krystiana Bali szczegółowo opisał amerykański tygodnik "The New Yorker" w tekście "True Crime. A postmodern murder mystery". Na jego podstawie powstał nie najlepiej oceniany przez krytyków polsko-amerykański film "Prawdziwe zbrodnie", w którym w detektywa wciela się Jim Carrey. Sprawą morderstwa zainteresowała się też rodzima twórczyni Kasia Adamik - reżyserka "Amoku". Co tak elektryzuje filmowców w tej sprawie? Być może fakt, że Krystian Bala długo umykał policji, choć jego książka to niemal przewodnik po dokonanej zbrodni. On jednak utrzymuje, że opisane morderstwo jest elementem fikcji literackiej, a podobieństwo do prawdziwej sprawy - zupełnie przypadkowe. 

Dla fabuły zgodziłbym się być nawet kanibalem - wyznał w rozmowie z Onetem w 2017 roku.
Zobacz wideo Śmierć Ledgera łączono z rolą "Jokera". Jakubik po "Wołyniu" miał koszmary. Granie w tych filmach przypłacili zdrowiem

Brutalna zbrodnia pod Wrocławiem

W grudniu 2000 roku z Odry w okolicach Głogowa zostają wyłowione zwłoki mężczyzny. Pętla na szyi i skomplikowany węzeł łączący ją z rękoma sprawiły, że ułożenie ciała przypominało kołyskę. Śledczy ustali, że mężczyzna żył, gdy został związany, a każdy ruch powodował zaciskanie węzła. Wcześniej był duszony, a następnie wrzucony do rzeki. Woda w płucach świadczy, że przyczyną śmierci było utonięcie. 

Policja szybko ustala, że ofiarą jest poszukiwany od miesiąca mieszkaniec Wrocławia, Dariusz J. Ostatnia widziała go żona. Jak wynikało z jej relacji, otrzymał telefon i pośpiesznie opuścił firmę, w której razem pracowali. Policjanci w trakcie śledztwa próbowali ustalić, kto wtedy do niego dzwonił, ale się nie udało - połączenie zostało wykonane w budce telefonicznej. Po sześciu miesiącach śledztwo zostało umorzone z powodu "niemożności znalezienia sprawcy lub sprawców", jak określił prokurator w raporcie.

Pisarz, który miał pecha?

Po pięciu latach do akt sprawy zajrzał Jacek Wróblewski z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Wertując dokumenty, uświadomił sobie, że nigdy nie znaleziono telefonu komórkowego zmarłego. Policjant postanawia więc sprawdzić, czy można go namierzyć. Ku zdumieniu Wróblewskiego on i jego kolega wkrótce znajdują dopasowanie: telefon o tym samym numerze seryjnym został sprzedany na Allegro. I to cztery dni po zniknięciu Dariusza J. Sprzedawca przedstawiał się jako ChrisB, który, jak dowiedzieli się śledczy, był trzydziestoletnim pisarzem Krystianem Balą. 

Choć te ustalenia to za mało, by go aresztować, Wróblewski postanowił dociekać. Dowiedział się, że Bala od pięciu lat przebywa za granicą, jednak nie było wiadomo, gdzie jest i co robi. Policjant postanowił więc czekać na moment, w którym ten wróci do Polski i dopiero wtedy podjąć próbę rozmowy. Ostrzegał kolegów, by nie robili niczego, co mogłoby zaniepokoić Balę, bo zatrzymanie go poza krajem byłoby praktycznie niemożliwe.

Zbyt wiele znaków zapytania 

Policjant przy okazji dowiedział się, że Krystian Bala wydał książkę. "Amok" to zawiła historia zabójcy z mnóstwem znaczeń. Główny bohater to znudzony intelektualista, który pije i uprawia sadystyczny seks z kobietami. W końcu dokonuje mordów - jednego na kobiecie, a drugiego na mężczyźnie. W fabule pojawia się między innymi motyw zabójstwa za pomocą sznura i pętli. Książkowy morderca nazywał się Chris - dokładnie tak, jak brzmiał nick osoby, która sprzedała telefon Dariusza J. na Allegro. Książkowy bohater również pozbywa się narzędzi zbrodni, sprzedając je w Internecie. Wróblewski jest przekonany, że fabularne podobieństwo do prawdziwej zbrodni nie jest zbiegiem okoliczności. Wie jednak, że przekonanie to za mało, by go aresztować, dlatego prosi o pomoc psychologa kryminalnego. Ten dostrzega liczne podobieństwo książkowej postaci do Bali, jednak ostrzega, że "opieranie analizy autora na jego fikcyjnej postaci byłoby znaczącym naruszeniem".

Nadzieja

Krystian Bala wraca do Polski. 5 września 2005 roku zostaje namierzony w Chojnowie przez policjantów, którzy wcześniej otrzymali cynk. W oświadczeniu opisywał ten moment tak:

Zostałem zaatakowany przez trzech mężczyzn. Jeden z nich wykręcił mi ręce za plecami; inny ścisnął mi gardło, tak że nie mogłem mówić i ledwo mogłem oddychać. Tymczasem trzeci zakuł mnie w kajdanki.

Po aresztowaniu rozpoczęła się medialna walka o uwolnienie Bali. On tłumaczył, że śledczy potraktowali jego książkę zbyt serio i nie wzięli pod uwagę, że zbrodnia opisana w książce to jedynie fikcja literacka. Jego przyjaciele i fani założyli coś na kształt komitetu obrony, a do Ministerstwa Sprawiedliwości napływały listy czytelników żądających uwolnienia. W końcu został zwolniony z więzienia, a wrocławska policja musiała walczyć ze złą sławą - w końcu brutalnie aresztowali pisarza, a ostatecznie nie mieli dowodów świadczących o jego winie. 

Nie ma wątpliwości 

Wróblewski był zniechęcony, ale nie mógł się poddać. Żarliwie czytał powieść Bali i analizował każde zdanie słowo po słowie. Zainteresowało go zdanie: "To był ten, który zabił ślepą zazdrością." Zaczął myśleć, że może zamordowany J. był jego kochankiem, który w jakiś sposób go zranił. Przesłuchiwał rodzinę i znajomych Bali. Dowiedział się, że ten miał wiele kochanek, jednak najdłużej w jego sercu była żona, Stasia, z którą był w separacji. Okazało się, że jednym z powodów ich tymczasowego rozstania była niepohamowana zazdrość pisarza.

Koleżanka kobiety, Małgorzata Drożdżal, przypomniała sobie w trakcie śledztwa, że latem 2000 roku pojechała ze Stasią do klubu nocnego Crazy Horse we Wrocławiu. W pewnym momencie zobaczyła ją rozmawiającą z mężczyzną o długich włosach i niebieskich oczach. Policja pokazała Drożdżal zdjęcie Dariusza J. - nie miała wątpliwości, że to właśnie on spędził ten wieczór ze Stasią. W końcu pojawił się element łączący Balę i ofiarę. 

Zazdrość motywem zbrodni

Stasia, która długo nie chciała zeznawać, w końcu się zgodziła. Potwierdziła, że poznała J. w Crazy Horse. Spędzili noc na rozmowie, a on podał jej swój numer telefonu. Później poszli na randkę i zameldowali się w motelu. Ale zanim do czegokolwiek doszło, J. wyznał, że jest żonaty. Odpuściła. 

Skoro wiem, jak to jest być żoną, którą mąż zdradza, nie chciałam tego robić innej kobiecie - wyznała.

Kilka tygodni po randce z J. Stasia wyznała, że Bala pojawiła się u niej w pijackiej furii. Żądał, by przyznała się do romansu. Wyłamał frontowe drzwi i uderzył ją. Krzyknął, że zatrudnił prywatnego detektywa i wszystko wie - wspomniał o motelu, a nawet numerze pokoju, w którym się zameldowali.

Prokuratura postawiła mu zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Sąd uznał Krystiana Balę za winnego i skazał na 25 lat pozbawienia wolności. Okazało się, że miał w swoim komputerze plik z informacjami na temat osób, które spotykały się ze Stasią. Niepohamowana i obsesyjna zazdrość doprowadziły go do morderstwa jej domniemanego kochanka.

Podczas dwukrotnego badania przy pomocy wariografu Bala reagował emocjonalnie na nazwisko ofiary, opis zbrodni i należące do niego przedmioty. Nieudolnie próbował zakłócić jego przebieg.

Prokuraturze wciąż nie udało się ustalić wszystkich okoliczności morderstwa. Lista pytań bez odpowiedzi jest długa: nie wiadomo, gdzie popełniono morderstwo, jak ofiarę przetransportowano w miejsce oddalone o 100 kilometrów od Wrocławia i czy ktoś pomógł Krystianowi Bali. 

Zobacz też: 22-letnia studentka zginęła od strzału na uniwersytecie. W pogrzebie uczestniczyło 10 tys. osób, a kondolencje składał Jan Paweł II

Plotek.pl jest dla Was i dla Was piszemy o rozrywce. Ale to nie znaczy, że nie pamiętamy i nie myślimy o Ukrainie. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie w tych miejscach:

Wszystkie wiadomości na temat wojny w Ukrainie 

Jak pomóc Ukrainie - pomoc prawna 

Jak pomóc Ukrainie - pomoc rzeczowa i finansowa 

Pomoc dla Przyjaciół z Ukrainy 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.