Znany muzyk doznał paraliżu twarzy. Zbagatelizował początkowe objawy

Jarek Janiszewski, który jest liderem zespołów Bielizna i Czarno-Czarni, ma poważne problemy zdrowotne. Muzyk ma sparaliżowaną twarz, a także nie widzi na jedno oko.
Jarek Janiszewski
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Wyborcza.pl

Jarek Janiszewski to lider kultowej grupy Czarno-Czarni, a także zespołu Bielizna. Muzyk zajmuje się również pisaniem tekstów. Stworzył takie utwory jak: "Nogi", "Trąbo Twist" oraz "Jedzą rybę". To właśnie jego głos słyszymy w czołówce serialu "Daleko od noszy" w piosence "Nie choruj". Okazuje się, że Janiszewski ma poważne problemy zdrowotne. O wszystkim opowiedział w najnowszym wywiadzie.

Zobacz wideo Minge zaliczyła wpadkę przed wyjściem na parkiet. Co z jej zdrowiem?

Jarek Janiszewski miał problemy zdrowotne. Początkowo je bagatelizował

Miniony rok był dla zespołu Bielizna wyjątkowym - świętowali 40-lecie. Powrócili z płytą "Bingo", której tytułowy utwór szybko zyskał uznanie i trafił na szczyt Listy Przebojów Trójki. Problemem okazała się jednak poważna choroba lidera grupy. Okazuje się, że nie wiadomo, czy Janiszewski będzie mógł jeszcze śpiewać. Ma problemy ze zdrowiem, które zaczęły się niewinnie - od bolących zatok. Na początku muzyk zbagatelizował sprawę, ale wszystko przerodziło się w poważne komplikacje. - Każdy ma jakieś swoje przypadłości. Ja od 30 czy 40 lat miałem problemy z zatokami. Na początku tego roku w lewej zatoce, która kiedyś mi doskwierała, pojawił się drobny krwiak, który zaczął rosnąć. Byłem przekonany, że jak pójdę do laryngologa, dostanę antybiotyki, i to przejdzie. Nie przeszło, tylko wciąż rosło, w dodatku zaczęła się tam zbierać ropa. Ja dalej byłem przekonany, że zrobi się punkcję, wszystko wyczyści i będzie okej - mówił w rozmowie z serwisem Zawsze Pomorze.

Jarek Janiszewski poważnie choruje. Nie wiadomo, czy wróci na scenę

Sprawa okazała się jednak niezwykle poważna. Muzyk doznał porażenia trójdzielnego nerwu twarzy, co spowodowało u niego paraliż części twarzy, a także utratę wzroku w jednym oku. Spędził sześć tygodni w szpitalu. Gdy wokalista opuścił placówkę, prawie nie mówił. - Mogło być jeszcze gorzej. Z miesiąca na miesiąc powracam trochę do lepszej kondycji. W tej chwili chodzę na rehabilitację: masaż i akupunkturę. Pod koniec stycznia jadę do sanatorium, gdzieś w góry. Lekarze będą o mnie dbać. Zobaczymy - walka trwa. Wszyscy mówią, że problemy z porażeniem nerwowym się likwiduje długo. Rok, półtora roku, dwa lata - wyjawił. 

Wszystko się może cofnąć. Wzrok - ciężko powiedzieć, ale mimika może być lepsza. Trzeba będzie jeszcze zrobić kolejny lifting, operację plastyczną, jedną czy drugą. Jedną już miałem, ale to są trudne sprawy: z jednej strony poprawi się wymowa, ale będą problemy z jedzeniem. Bo te nerwy są ze sobą połączone - przyznał w wywiadzie dla wspomnianego portalu. 

Jarek Janiszewski nie traci optymizmu

Choć sprawa jest poważna, muzyk nie traci pogody ducha.- Filozofia moja jest taka, że z załamywania się czy popadania w głębsze refleksje nic nie wynika. To nie poprawi mojego stanu. Muszę po prostu przeć do przodu i nie załamywać się - mówił. - Czytam teraz - tym jednym okiem - mniej książek, ale oglądam filmy, słucham muzyki. Daję sobie jakoś radę i muszę się w tym wszystkim odnaleźć. Zawsze mówiłem sobie: może być gorzej. Ludzie giną w Ukrainie każdego dnia, a u nas żyjemy, jakbyśmy sobie z tego nie zdawali sprawy - podsumował. 

Więcej o: