Daffleck znaczy więcej niż Bennifer. "Najlepszy dowód na to, że miłość w Hollywood żyje i ma się dobrze"

"Ostatni pojedynek" to niezwykła historia sporu dwóch rycerzy, którzy, by dowieść swoich racji, stanęli w śmiertelne szranki na arenie. Ci, którzy z owej historii stworzyli film, Matt Damon i Ben Affleck, też mają do opowiedzenia swoją.

Więcej podobnych historii znajdziesz na Gazeta.pl.

Szlachetny rycerz Jean de Carrouges oskarża Jacquesa Le Grisa – swego niegdysiejszego przyjaciela o to, że ten zgwałcił jego żonę. De Carrouges daje wiarę świadectwu swej małżonki, Le Gris stanowczo się wypiera. Obaj staną do pojedynku. Ostatniego pojedynku sądowego średniowiecznej Francji.

Fot. Patrick Redmond / Patrick Redmond

Scenariusz do filmu, który opowiada prawdziwą historię, napisali wspólnie Ben Affleck i Matt Damon oraz Nicole Holofcener. Pierwszych dwóch zasiadło do wspólnego tworzenia filmowej historii po raz pierwszy od blisko 25 lat. Choć ich przyjaźń zaczęła się znacznie, znacznie wcześniej. I trwa do dziś.

Ben, który chuliganów odegnał

Matt Damon i Ben Affleck mieszkali dwa domy od siebie w Cambridge w Massachusetts. Pewnie i tak by na siebie wpadli, ale ich mamy postanowiły ułatwić chłopakom integrację i po prostu ich ze sobą zapoznały. Kliknęło błyskawicznie.

Affleck, zafascynowany aktorstwem, wspominał po latach, że dopóki nie poznał Damona, zawsze był sam. Sam ze swoimi pasjami, występami w dziecięcych show telewizyjnych i że nikt go nie rozumiał. Matt miał jeszcze gorzej, jego nie tyle nie rozumieli, ile gnębili jako dziecko. Małoletnich dręczycieli rozumu nauczył dopiero Ben Affleck – choć dwa lata młodszy od kumpla. W każdym razie rozwiązał problem łobuzów, co było najlepszym probierzem wielkiej przyjaźni.

Jak na przyjaciół przystało, obaj dzieli wielkie pasje. Jedną z nich było aktorstwo. Affleck utrzymuje, że Matt Damon zainteresował się graniem właśnie dzięki niemu i to jemu należy się wdzięczność za odkrycie dla filmu przyszłego odtwórcy roli Jasona Bourne’a.

Zanim spotkałem Matta, byłem sam. Nikt z moich rówieśników nie widział, że występuję w dziecięcych programach telewizyjnych, nikogo to nawet nie interesowało. Nagle pojawił się Matt. Miałem przyjaciela, który to rozumiał, lubił i który chciał robić to samo" – opowiadał Affleck w rozmowie z "Parade"

Hulali po polu (kukurydzy)

I tak nierozłączna dwójka wspólnie jeździła na castingi, wspólnie z nich wracała, w trakcie podróży, namiętnie paląc papierosy (Affleck: wydawało nam się, że musimy zachowywać się jak dorośli. Żałosne).

Ponieważ dzielili jeszcze jedną pasję, baseball, wspólnie wystąpili w "Polu marzeń" – poruszającej historii, w której Kevin Costner buduje na kukurydzianym polu boisko do tej ukochanej gry Ameryki – choć żaden z nich nie został wymieniony w napisach końcowych.   

Za role w "School Ties" zarobili poważniejsze pieniądze. Na tyle poważne, że starczyło na wynajem domu w Eagle Rock w Los Angeles. Resztę w kilka miesięcy przehulali, jak zwierzał się Affleck "Forbesowi".

I to właśnie w tym domu miało powstać opus magnum tej dwójki, "Good Will Hunting", znany polskim widzom pod tytułem "Buntownik z wyboru".

Oscar dla kumpli

Wynajęliśmy dom, w którym odwiedziło nas jakieś 800 osób. Wszyscy się urżnęli – wspominał w tym samym wywiadzie Affleck

"Buntownik z wyboru" to historia matematycznego geniusza, który pracuje w słynnej uczelni MIT w Bostonie. Ale nie jako uczony, a zwykły dozorca. Wie o swoich niezwykłych zdolnościach, umie je wykorzystywać, ale za to nie potrafi dostosować się do reguł rządzących nie tylko placówką, ale generalnie społeczeństwem. Tę rolę Damon napisał dla siebie, bo to on historię Willa wymyślił i rozpoczął, gdy tylko rzucił studia na Harvardzie. Affleck, który w filmie zagrał – a jakże! – jego najlepszego przyjaciela, pomógł mu ją dokończyć.

Za scenariusz dostali Oscara. Do dziś zgodnie twierdzą, że nie pamiętają, co dokładnie w scenariuszu jest czyim pomysłem. Kumple.

Zobacz wideo

W 2010 roku Matt Damon odebrał American Cinematheque Award, przyznawaną za szczególne poświęcenie dla zawodu aktorskiego i wybitne osiągnięcia na tym polu. Statuetkę wręczali mu Affleck i jego ówczesna żona, Jennifer Garner.

"Ben jest połową jednej z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie istnieją. Ale nie chodzi o mnie. To prototyp hollywoodzkiego bromance’u [wyjątkowo silnej, acz nieseksualnej więzi między dwoma mężczyznami – red.]. To najlepszy dowód na to, że miłość w Hollywood żyje i ma się dobrze. Przynajmniej dla mojego kochanego męża oraz kochanego męża mojego kochanego męża, Matta Damona" – żartowała (?) Garner podczas ceremonii. 

Sprawa feniksa na plecach

Ta sama Jennifer Garner, już po rozstaniu z Affleckiem, jednym głosem z inną ówczesną eks aktora, Jennifer Lopez, zgodnie krytykowały nowy tatuaż Bena – zajmującego całe plecy kolorowego feniksa, Matt oczywiście stanął w jego, czy właściwie ich (Afflecka i tatuażu) obronie:

"Nie jest niczyją sprawą mówić innemu człowiekowi, co może, a czego nie może zrobić sobie na plecach. Wspieram Bena w każdej jego "artystycznej ekspresji" – skomentował Damon. Dzieło, o którym J.Lo powiedziała: To jest koszmarne, zaś Garber potraktowała jako osobistą obrazę (ja mam być tymi popiołami, z których wstaje feniks?)

"Playboy" pyta o romans

Swego czasu zostali przyłapani na podwójnej randce w Malibu: Damonowi towarzyszyła jego żona Luciana Barroso, Affleck przybył z ówczesną partnerką, Aną de Armas. Ale mimo to "Playboy" zapytał Damona, jak radzi sobie z plotkami, że on i Affleck faktycznie mieli romans.

"Nigdy się do nich nie odniosłem, bo czułem się urażony i nie chciałem też urazić moich przyjaciół, którzy są gejami – tak jakby bycie gejem było jakąś pi**** chorobą. To wszystko stawia mnie w niezręcznej sytuacji" – skomentował Damon.

Przyjaźń to przyjaźń. Dzień Najlepszego Przyjaciela Affleck celebrował wrzuciwszy zdjęcie z Mattem z czasów college’u, gdy ten wpycha mu twarz do ciasta. Swój wymarzony dzień Affleck opisał jako "oglądanie meczów Patriots [New England, zawodowa ekipa futbolu amerykańskiego – red.] z Mattem i popijanie piwka". 

A skoro już o tym... Kiedy świat zaczął emocjonować się wielkim powrotem Jennifer Lopez i Bena Afflecka, czyli restauracją "Bennifer" – jednej z najgorętszych par Hollywood - rzecz jasna zwrócono się z prośbą o komentarz do najlepszego kumpla Bena.

Nie ma na świecie tyle alkoholu, który musielibyście we mnie wlać, żebym cokolwiek o tym powiedział". Ta historia jest fascynująca. Mam nadzieję, że rzeczywiście znów są razem. Kocham ich oboje - skwitował Damon

Cóż za dyplomata. Wiadomo, że Bena bardziej.

Więcej o: