Grechuta zadedykował jej przebój, pseudonim przyjęła od barwy głosu. Karierę Jantar przerwała tragiczna podróż

Była jedną z największych gwiazd polskiej estrady lat 70. Fani pokochali obdarzoną ciepłym, "bursztynowym" głosem dziewczynę, śpiewającą pogodne, łatwo wpadające w ucho piosenki. Ale choć na scenie zawsze zarażała pozytywną energią, w życiu osobistym Anna Jantar borykała się z problemami. Szanse na ich rozwiązanie oraz na międzynarodową karierę przekreślił tragiczny wypadek.

W latach 70-tych wszyscy nucili jej szlagiery, takie jak "Tyle słońca w całym mieście”, "Nic nie może przecież wiecznie trwać” czy "Najtrudniejszy pierwszy krok”. Piosenki Anny Jantar rozjaśniały szarą rzeczywistość PRL. Ogromny talent piosenkarki zauważono także za granicą – nie tylko w krajach za "żelazną kurtyną”, ale też w USA. Niestety, to właśnie międzynarodowa kariera, w której artystka upatrywała szans na lepsze życie, przyczyniła się do śmierci Anny Jantar. Gwiazda zginęła tragicznie w katastrofie lotniczej, wracając do Polski z trasy po Stanach Zjednoczonych.

"Najtrudniejszy pierwszy krok”

Przyszła gwiazda urodziła się jako Anna Maria Szmeterling 10 czerwca 1950 roku w Poznaniu. Haneczka, jak nazywano w domu dziewczynkę, od najmłodszych lat wyróżniała się pięknym, czystym głosem i niebywałym słuchem. Przedszkole muzyczne było oczywistym wyborem. Po kilku dniach rodzicom Anny Marii powiedziano, że ich córka ma słuch absolutny. W domu wkrótce pojawiło się pianino, na którym dziewczynka błyskawicznie nauczyła się grać i już jako dziewięciolatka brylowała na konkursach pianistycznych. Ale w miarę, jak dorastała, zdała sobie sprawę, że nie chce wiązać swojej przyszłości z grą na instrumencie.

Kariera pianistyczna jest bardzo trudna, a ja nie zapowiadałam się na Herkulesa. Albo jesteś wirtuozem, albo grasz dla siebie – nie ma nic pomiędzy – tłumaczyła potem w wywiadach.

Młoda Anna Szmeterling pragnęła śpiewać. Z pomocą przyszedł starszy brat, Roman. Student polonistyki podsuwał siostrze tomiki poezji i zachęcił do występów w teatrze studenckim Nurt. Jako członkini grupy, panna Szmeterling trafiła na festiwal piosenki studenckiej w Krakowie. Niestety okazało się, że kompletnie nie odnalazła się w lirycznym repertuarze. Gorycz porażki osłodził nieco fakt, że Marek Grechuta – wówczas student architektury – zadedykował wykonywaną przez siebie na festiwalu piosenkę "Będziesz moją panią” najpiękniejszej poznaniance – Annie Marii.

Zobacz też: Kochał śpiewać, ale koncertowe tłumy go paraliżowały. Choroba afektywna dwubiegunowa niszczyła mu życie

Kiedy dzisiaj się myśli o Jantar i Grechucie, wydaje się, że to dwa przeciwstawne bieguny muzyczne. A jednak drogi gwiazd się czasem przecinają – powiedział w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej” Marcin Wilk, autor biografii Anny Jantar, zatytułowanej "Tyle słońca”.

Porażka nie zniechęciła młodej kobiety do realizacji swoich planów. Wkrótce Anna Maria wyruszyła w swoją pierwszą trasę koncertową z zespołem Waganci. Wyprawiająca ją w drogę babcia była pełna obaw o wnuczkę. Jej zaufanie wzbudził sympatycznie wyglądający młody mężczyzna – pani Zofia poprosiła go, by zaopiekował się Haneczką. Dżentelmenem, który zapewnił starszą panią, że jej wnuczce włos z głowy nie spadnie, był Jarosław Kukulski. Obietnicę wziął sobie bardzo do serca – od tego wyjazdu on i Anna byli praktycznie nierozłączni.

"Tyle słońca w całym mieście”

Jarosław Kukulski zakochał się w Annie bez pamięci. Ale miłość nie przesłoniła mu trzeźwego osądu sytuacji. Wiedział, że jego ukochana ma wielki talent. I doskonale wiedział, co zrobić, aby jego wybranka – wkrótce już żona, bo 5 sierpnia 1970 roku wzięli ślub cywilny, a 11 kwietnia 1971 roku ślub kościelny – stała się gwiazdą. Obdarzony zmysłem praktycznym, starszy od Anny o sześć lat Jarosław stał się jej menadżerem, a także autorem muzyki do jej piosenek. Pierwsza, którą dla niej napisał, nosiła tytuł "Co ja w tobie widziałam”. Ale choć Kukulski widział w Annie cały świat, wiedział, że z obco brzmiącym, trudnym do zapamiętania nazwiskiem kariery nie zrobi. Rozpoznawalność miał zapewnić jej pseudonim, nawiązujący do ciepłej, zdaniem wielu "bursztynowej” barwy głosu – Anna Jantar.

Anna JantarAnna Jantar MAREK KAREWICZ/East News

Anna Jantar miała ogromny talent, ale to mąż był autorem jej sukcesu. To on wiedział, jakich piosenek chcą Polacy. Zmęczone szarą rzeczywistością PRL społeczeństwo w muzyce szukało wytchnienia, słońca. Dlatego szlagiery, które Kukulski pisał dla żony miały pogodną, łatwo wpadającą w ucho melodię. Do tego prosty do zapamiętania, chwytliwy tekst i zarażająca pozytywną energią wokalistka. Przepis okazał się strzałem w dziesiątkę. Kolejne piosenki stawały się hitami, które nuciła cała Polska. Płyty sprzedawały się w rekordowych nakładach, a Annę Jantar obsypywano nagrodami. Pojawiły się propozycje zagranicznych wyjazdów – nie lada gratka w ówczesnych czasach. Jantar zaczęła się ubierać w niemieckich butikach, wkrótce w Polsce zaczęła uchodzić za ikonę mody. Ale, jak wspominali znajomi artystki, Anna Jantar nigdy nie była roszczeniową gwiazdą. Zadowalała się skromnymi pokojami hotelowymi, miała wielki szacunek do współpracowników i innych artystów. Kiedy w 1972 przeprowadziła się z mężem do Warszawy, zajmowali niewielkie mieszkanko w bloku, jeździli maluchem.

Anna Jantar nie zwolniła tempa nawet wówczas, kiedy okazało się, że jest w ciąży. Choć nie znosiła tego stanu najlepiej, krótko przed porodem wystąpiła jeszcze na festiwalu w Sopocie – za kulisami czekał lekarz. I choć po narodzinach córki, Natalii była bardzo szczęśliwa, niemal natychmiast po wyjściu ze szpitala wróciła do pracy. Wkrótce znów zaczęła wyjeżdżać w zagraniczne trasy koncertowe. Bardzo tęskniła za córeczką, ale nad jej małżeństwem zaczęły się wówczas zbierać czarne chmury. Jednym z powodów kłótni był fakt, iż Jantar zaczęła mieć dość tego, że o wszystkim decyduje za nią mąż. Chciała się rozwijać, współpracować także z innymi kompozytorami, spróbować swoich sił w innym, bardziej rockowym repertuarze. Na tym tle pomiędzy parą zaczęły wybuchać coraz częstsze awantury. Kukulski nie był też zachwycony faktem, że jego żona ciągle wyjeżdża, zostawiając córeczkę pod opieką swojej matki.

"Nic nie może przecież wiecznie trwać”

Kryzys w małżeństwie Kukulskich sprawił, że Anna Jantar coraz częściej zaczęła wyjeżdżać. Chciała uciec od huczących na warszawskich salonach plotek, że mąż szuka pocieszenia w ramionach innych kobiet. Jedna z teorii mówi też o tym, że również Anna Jantar pod koniec życia nie była mężowi wierna. Artystka miała być zakochana w innym muzyku – Wojciechu Morawskim i planować z nim wspólną przyszłość za granicą. Jantar musiała mieć jednak świadomość, że mąż nigdy nie zgodzi się na to, by odebrała mu córkę i wywiozła ją z Polski. Gwiazda potrzebowała więc czasu, aby wszystko sobie przemyśleć i poukładać. Tymczasem z za granicy zaczęły napływać coraz bardziej atrakcyjne propozycje – już nie tylko z Europy, ale również z USA. Wyjazd za "wielką wodę” wydawał się idealną okazją ku temu, by spojrzeć na życie z nowej perspektywy. Ale Kukulski wcale nie chciał żony wypuścić:

Z całych sił walczyłem o to, żeby Ania wtedy do Stanów nie jechała. Uważałem, że powinna być przy dziecku, w Polsce, z nami. Przeforsowała ten wyjazd na siłę, rozstaliśmy się w gniewie – mówił po latach w jednym z wywiadów.

Anna JantarAnna Jantar LESLAW SAGAN/East News

Przeciwna wyjazdowi mamy była też trzyletnia wówczas Natalia. Kiedy zaraz po świętach Anna Jantar pakowała walizki, dziewczynka płacząc miała powiedzieć: "Mamo, nie jedź”. Artystka pisała do Natalii ze Stanów listy, w wysłanym z okazji Walentynek napisała: "Ciebie kocham najbardziej na świecie, więc tobie wysyłam walentynkę, symbol święta miłości”. Obiecała wrócić na czwarte urodziny Natalii. Ale w liście datowanym na 3 marca przepraszała: "Nie zdążę na twoje święto”. Urodziny córki spędziła na scenie. Okupiony rozłąką z ukochanym dzieckiem wyjazd miał być nie tylko szansą na to, by poukładać sobie sprawy osobiste, ale również na to, by odłożyć pieniądze na wymarzony dom i lepszą przyszłość dla córki. Tymczasem Jarosław Kukulski w listach starał się zażegnać konflikt, chciał walczyć o miłość:

Anusiu Kochana! Wiem, że do kochania nie można nikogo zmusić. Nie kocha się przecież za coś czy dla dobra sprawy. Kocha się go takiego, jakim się jest. A w tym kontekście najgorsze jest słowo litość. Wiem, że miłość tkwi w nas i od nas zależy, gdzie się ją ukierunkuje. Wydaje mi się, że wszystko zależy od nas samych. […] Mamy o co walczyć! Chodzi przecież o naszą miłość, chodzi o nasze życie.

Nigdy nie dowiemy się, do jakich wniosków doszła w Ameryce Anna Jantar i jaką decyzję podjęła. Czy chciała zostać z mężem i spróbować rozwiązać problemy małżeńskie, czy może pragnęła zacząć nowe życie za granicą? Niezależnie od tego, jakie miała plany, nie dane było jej ich zrealizować. 14 marca 1980 Anna Jantar przed wylotem zadzwoniła do Jarosława Kukulskiego i prosiła, by koniecznie razem z Natalką przyszedł odebrać ją z lotniska. Jednak do ostatniej chwili nie wiadomo było, czy Ił62-M "Mikołaj Kopernik” w ogóle wystartuje z chicagowskiego lotniska. Panowała śnieżyca, a w samolocie radzieckiej produkcji, nazywanym "latającą trumną”, usterki nie były rzadkością. Pilot uzyskał w końcu zgodę na start. Pomimo złych warunków atmosferycznych, mroźnego poranka zbliżał się do warszawskiego lotniska. Czekali na nim Natalia i Jarosław z bukietem kwiatów dla Anny. Jednak na chwilę przed planowanym lądowaniem wieża kontroli lotów na Okęciu dostała wiadomość, że w samolocie nie włączono sygnalizacji wypuszczania podwozia. Usterka okazała się czubkiem góry lodowej – maszyna rozbiła się 950 metrów przed celem. Wszystko trwało 26 sekund.