Antczak uznał ją za chudą i brzydką, później wziął z nią ślub i dał główną rolę w "Nocach i dniach". Jadwiga Barańska kończy 85 lat

Rola w "Nocach i dniach" przyniosła jej wielką popularność. Wielu mówiło, że należał jej się za nią nawet Oscar. Ale wkrótce po wielkim sukcesie, będąc u szczytu sławy, Jadwiga Barańska porzuciła karierę i wyjechała do USA. Bo od grania nawet w najlepszych filmach ważniejsza była dla niej miłość do ukochanego męża. Niezapomniana odtwórczyni roli Barbary Niechcic obchodzi w tym tygodniu 85. urodziny.

Choć za pierwszym razem nie dostała się do szkoły aktorskiej ani w Łodzi, ani w Warszawie, nie poddała się. Jadwiga Barańska zawsze umiała walczyć o to, na czym jej zależało. Dała się poznać jako znakomita aktorka, ale to nie kariera była dla niej najważniejsza – ponad wszystko Jadwiga Barańska ceni miłość i rodzinne szczęście.

"Aktorki z tej panny nie będzie"

Urodzona 21 października 1935 roku w Łodzi Jadwiga Barańska, podobnie jak wiele dzieci z jej pokolenia, musiała bardzo szybko dorosnąć. Dzieciństwo Jadzi skończyło się wraz z wybuchem wojny. Jej ojciec został wywieziony na roboty do Niemiec – nigdy stamtąd nie wrócił. Kiedy pewnego dnia matkę Jadwigi aresztowali hitlerowcy, dziewczynka trafiła pod opiekę ciotki. Tęsknota za rodzicami nie była jedyną troską małej. Aby mieć co jeść, już w wieku siedmiu lat musiała iść do pracy – sprzedawała na ulicy bibułki do papierosów. W jednym z wywiadów przyznała, że musiała wyglądać tak żałośnie, że ludzie kupowali od niej z litości. Sytuacja była ciężka również po wojnie – choć matka Jadwigi przeżyła więzienie i mogła znów zająć się córką, w domu panowała bieda. Pewnego dnia 12-latka na prośbę matki sprzedała swój medalik z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej – pamiątkę Pierwszej Komunii.

To był dla mnie taki dramat, że do dziś modlę się tylko do Częstochowskiej. Wierzę, że ona mnie nie opuści – opowiadała Jadwiga Barańska w jednym z wywiadów.

Jadwiga Barańska w 2000 rokuJadwiga Barańska w 2000 roku Stein/Reporter / WOJTEK STEIN/REPORTER

Nad wiek dojrzała Jadwiga od dziecka przejawiała talent artystyczny. Brylowała na szkolnych akademiach, wygrywała konkursy recytatorskie. Dlatego zdecydowała się zdawać do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Ale kiedy przed komisją stanęła przeraźliwie chuda, ważąca zaledwie 47 kilogramów 18-latka, zdecydowano, że z taką aparycją po prostu się nie nadaje. Szczególnie na nie był reżyser, Jerzy Antczak, który Barańską uznał za zbyt chudą i brzydką, a do tego pozbawioną talentu. "Aktorki z tej panny nie będzie" – miał powiedzieć. Wkrótce miało się jednak okazać, że nie tylko nie miał racji, ale i swoje zdanie zupełnie zmienił. Tymczasem Jadwiga Barańska nie zamierzała się poddawać. Spróbowała swoich sił w szkole teatralnej w Warszawie. I tu jednak nie udało jej się przekonać do siebie komisji. Ale za zasmuconą niedoszłą studentką wybiegł profesor Aleksander Bardini. On jeden ujrzał w niej aktorkę i poradził spróbować swoich sił jeszcze raz za rok.

Od niechęci do miłości

Jadwiga Barańska wzięła sobie radę Bardiniego do serca, ale przez rok musiała jakoś się utrzymać. Znalazła zatrudnienie w łódzkich zakładach dziewiarskich jako pracownica kulturalno- oświatowa. Nie było jej lekko – rzeczywistość fabryki była zdecydowanie inna od artystycznego środowiska. Zagubienie Jadwigi ktoś mylnie odczytał jako niechęć i wywyższanie się i napisał do kierownictwa donos. Barańską postawiono przed sądem koleżeńskim. Zarzucono jej, że nie integruje się z młodzieżą robotniczą i nie uczestniczy we wspólnych zabawach. Choć dziś podobna sytuacja wydaje się absurdalna, w Polsce lat 50. mogła zrujnować życie – przekreślić szansę na studia czy znalezienie pracy. Na szczęście, za radą jednego z przełożonych, młoda kobieta przeprosiła i skończyło się na upomnieniu. Jadwiga Barańska znów spróbowała zdawać do łódzkiej filmówki. Tym razem została przyjęta. A Jerzy Antczak, który rok wcześniej uznał ją za brzydką i pozbawioną talentu, zakochał się w niej bez pamięci.

W 1956 roku, jeszcze będąc na studiach, Jadwiga Barańska wzięła z Jerzym Antczakiem ślub. Ale PRL-owska rzeczywistość nie była łaskawa dla młodych małżonków. Przez pierwsze trzy lata para z trudem wiązała koniec z końcem. Mieszkali w Łodzi, w malutkim mieszkanku z mamą Jadwigi oraz z psem, kotem i krukiem.

Jadwiga Barańska i Piotr AdamczykJadwiga Barańska i Piotr Adamczyk Fotek/REPORTER / PIOTR FOTEK/REPORTER

Teściowa sprzedawała nawet biżuterię, żebyśmy mieli z czego żyć. Bo ja do związku wniosłem niewiele: kapelusz, garnitur, dwie koszule na zmianę, dwie pary skarpetek i płaszcz z misia – wspominał w jednym z wywiadów reżyser.

'Noce i dnie''Noce i dnie' Zygmunt Januszewski / !Zygmunt Januszewski/TVP/East News

Ale gorsza niż ścisk i niedostatek okazała się rozłąka, z którą wkrótce przyszło zmierzyć się małżonkom. Po ukończeniu studiów Jadwiga Barańska dostała angaż w warszawskim teatrze. Jerzego Antczaka zaś obowiązki trzymały w Łodzi. Przez pięć lat para żyła w dwóch miastach, ale ich miłość okazała się na tyle silna, że nie zaszkodziła jej odległość. Wkrótce Antczak otrzymał pracę w Warszawie i dołączył do żony. Niebawem na świat przyszedł syn pary, Mikołaj.

Ich "Noce i dnie"

Rodzinnemu szczęściu towarzyszył sukces w życiu zawodowym. Kariery obojga małżonków nabrały rozpędu. Jerzy Antczak pełnił w Telewizji Polskiej funkcję naczelnego reżysera Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego, a następnie naczelnego reżysera Teatru Telewizji. W rolach często obsadzał żonę. W 1975 roku Jadwiga Barańska wcieliła się w tytułową rolę w filmie historycznym "Hrabina Cose" w reżyserii Jerzego Antczaka. Ale rolę, która przyniosła jej największą popularność, zawdzięczała swojemu własnemu pomysłowi. Kiedy Antczak podczas wakacji w Jugosławii powiedział żonie, że chciałby nakręcić następny film historyczny, Jadwiga zaproponowała mu "Noce i dnie". Powieść Marii Dąbrowskiej czytał wówczas w polskim radiu Gustaw Holoubek i jego interpretacja tak urzekła aktorkę, że zapragnęła wcielić się w rolę Barbary Niechcic. Jerzy Antczak początkowo nie był zachwycony pomysłem żony.

To chyba najnudniejsza książka świata, tam się nic nie dzieje, nie da się tego przełożyć na język filmowy. Artystyczne samobójstwo – pieklił się Antczak.
Zobacz wideo

Jadwidze Barańskiej udało się przekonać męża do swojego pomysłu i namówić go, by to jej powierzył główną rolę. Ale koledzy z branży wcale nie byli przekonani, że sprawdzi się w roli Barbary Niechcic. Ponoć Antczakowi sugerowano, że żona położy mu film. Niechętni parze Barańska-Antczak za punkt honoru postawili sobie, by "Noce i dnie" przepadły już na etapie scenariusza. Nieocenione okazało się wsparcie Jerzego Kawalerowicza, ówczesnego kierownika zespołu filmowego "Kadr". A ostatecznie o tym, by "Nocom i dniom" dać zielone światło, zadecydowała muzyka Waldemara Kazaneckiego, która wszystkich urzekła. Na tym jednak nie skończyły się problemy. Roli w filmie Jadwiga Barańska o mało nie przypłaciła życiem. Najpierw, podczas kręconej na krakowskim Kazimierzu sceny pożaru Kalińca, płaszcz aktorki zaczął się na niej palić. Następnie konie wiozące Barbarę stanęły dęba.

Kiedy praca nad "Nocami i dniami" dobiegła końca, stało się jasne, że ciężka praca się opłaciła. Film dosłownie obsypano nagrodami. 26 lutego 1978 roku Telewizja Polska pokazała pierwszy odcinek serialu "Noce i dnie". Widzowie nie mogli się go doczekać, bo tytuł zdążył już stać się legendą. Wersja kinowa dwa lata wcześniej dostała nominację do Oscara w kategorii film nieanglojęzyczny. Wielu uważało, że nagroda Amerykańskiej Akademii Filmowej należała się także Jadwidze Barańskiej. Zachwyceni zagraniczni twórcy porównywali "Noce i dnie" do "Przeminęło z wiatrem", melodramatu wszech czasów.

Ten film dał mi szczęście, same radości. Jako Barbara zwiedziłam cały świat, jako gość specjalny dystrybutorów. Dostałam od ludzi dużo ciepła, sympatii, serdeczności. Pozostałam Barbarą. Nawet wyciągi z banku przychodzą na nazwisko Barbara Barańska – mówiła aktorka w jednym z wywiadów.

Jadwiga Baranska i Jerzy AntczakJadwiga Baranska i Jerzy Antczak Wlodarski/REPORTER / MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER

Za wielką wodą

Po ogromnym, międzynarodowym sukcesie "Nocy i dni", wydawało się, że Antczakom zaczęło się wreszcie układać. Ale właśnie wtedy, kiedy Jadwiga Barańska mogła przebierać w propozycjach atrakcyjnych ról i cieszyć się statusem gwiazdy, przyszło jej podjąć niezwykle trudną decyzję. Jerzy Antczak otrzymał atrakcyjną propozycję pracy w Stanach Zjednoczonych. Ale warunkiem była przeprowadzka do USA, której reżyser nie wyobrażał sobie bez ukochanej żony i syna. Jadwiga Barańska nie zastanawiała się długo.

Poczułam, że mam dług do spłacenia wobec bliskich. Wcześniej to oni robili wszystko, bym nie schodziła ze sceny. Dwa lata nie było mnie w domu, bo kręciłam serial. Nagle zrozumiałam, że to nie granie jest najważniejsze, ale rodzina – tłumaczyła swoją decyzję Jadwiga Barańska.

USA nie przyjęły Antczaków z otwartymi ramionami. Po przylocie okazało się, że producent, z którym miał współpracować reżyser, zbankrutował. Małżonkowie musieli więc szybko znaleźć inne źródło utrzymania. Jerzy Antczak pisał teksty do filmów reklamowych, a Jadwigę Barańską zatrudniono w firmie handlowej. Po pewnym czasie los stał się jednak bardziej przychylny. Antczaka mianowano doradcą kulturalnym w polskiej ambasadzie, a później zaoferowano mu posadę wykładowcy Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. W latach 90. małżonkowie wrócili do Polski, gdzie Jerzy Antczak zrealizował film "Chopin. Pragnienie miłości". Jadwiga Barańska wcieliła się w rolę matki kompozytora, była też współautorką scenariusza. Ale para nie zdecydowała się na powrót do ojczyzny. Na stałe mieszkają w słonecznej Kalifornii. Nie zapomnieli jednak o Polsce.

Dobrze mi za granicą. Jesteśmy już starszymi ludźmi, więc jesteśmy na tzw. emeryturze. Do Polski jednak bez przerwy przyjeżdżamy, bo nie możemy bez niej żyć. To jest mój kraj, tu płacę podatki. Życie w Ameryce to jak życie na innej planecie – powiedziała Jadwiga Barańska w wywiadzie dla magazynu "Fakt".