Ludzie pokochali ją za rolę w "Trędowatej", ale Elżbieta Starostecka zamiast kariery wybrała rodzinę. Po latach wróciła do aktorstwa

Zachwycała w produkcjach takich jak "Noce i dnie" oraz "Czarne chmury". Ogromną popularność przyniosła jej rola Stefci Rudeckiej w okrzykniętym największym polskim melodramatem wszechczasów filmie "Trędowata". Ale Elżbieta Starostecka wcale nie chciała być sławna. Dlatego u szczytu kariery zdecydowała się usunąć w cień.

Na ekranie zachwycała nie tylko talentem i urodą, ale też wrodzonym wdziękiem i klasą. Piękna, wrażliwa i eteryczna, wydawała się wręcz stworzona do grania ról bohaterek melodramatów. Takich jak Stefania Rudecka, tytułowa "Trędowata". Choć rola w ekranizacji powieści Heleny Mniszkówny jest dziś uważana za majstersztyk, niewiele brakowało, by Elżbieta Starostecka nie zagrała w filmie. Nigdy nie miała ambicji występować w produkcjach trafiających do mas, a sława i uwielbienie tłumów fanów wcale nie były jednymi z jej marzeń. Aktorka przedkładała nad nie wartości takie jak macierzyństwo i miłość na całe życie. Czy obchodząca w tym tygodniu 77. urodziny Elżbieta Starostecka żałuje, że u szczytu kariery porzuciła blaski sławy?

Skromna panienka

Elżbieta Starostecka przyszła na świat w samym środku wojennej zawieruchy – 6 października 1943 roku. O mały włos nie zginęła jako niemowlę. W jednym z wywiadów wspominała, że pewnego dnia jej matka musiała uciekać z dwójką dzieci do lasu. Ścigający ją Niemcy zaczęli strzelać – kula musnęła kocyk, w który otulona była malutka Elżunia. I choć matka i dzieci wyszły cało z opresji, dla wujów i ojca Starosteckiej los nie był taki łaskawy. Po wojnie matka Starosteckiej wraz ze swoim ojcem zdecydowała się na przeprowadzkę do Gliwic. Ale nie wyszła ponownie za mąż w obawie, że potencjalny przyszły mąż mógłby nie zaakceptować Eli i jej brata. W życiu dzieci dużą rolę odgrywał dziadek – dziś Elżbieta Starostecka mówi, że to jemu zawdzięcza szlachetne zasady i silny kręgosłup moralny.

Elżbieta Starostecka w 'Trędowatej'Elżbieta Starostecka w 'Trędowatej' EAST NEWS/INPLUS

Dorastająca Elżbieta była skromną, raczej cichą i wycofaną dziewczyną. Choć kochała kino, prawdopodobnie nigdy nie zdecydowałaby się na karierę aktorską, którą uważała za odpowiednią dla przebojowych osób. Los chciał jednak inaczej. Podczas jednego z konkursów recytatorskich, w których Starostecka brała udział, jeden z jurorów zwrócił uwagę na jej talent i przekonał ją, że powinna zdawać do szkoły aktorskiej. Młoda dziewczyna postanowiła spróbować, ale jak powiedziała w wywiadzie dla portalu Onet.pl., prawie uciekła z egzaminu:

Przyjechałam z rodzinnych Gliwic z grubo splecionym warkoczem, w białej bluzce i granatowej spódniczce, więc kiedy zobaczyłam na korytarzu wspaniałe, elokwentne i eleganckie dziewczyny, poczułam się kompletnie bez szans. Umierając ze strachu wyrecytowałam przed komisją "Ptasie radio" Tuwima i monolog Infantki z "Cyda" Corneille’a, a potem powiedziałam fragment opowiadania Iwaszkiewicza "Ikar" i zanim egzaminy dobiegły końca, dowiedziałam się od studentów podsłuchujących pod drzwiami, że już jestem ich koleżanką – wspomina Starostecka

Tramwajem na ślub

Podczas studiów Elżbieta Starostecka dała się poznać nie tylko jako niezwykle utalentowana aktorka. Mówiono o niej również, że jest jedną z najpiękniejszych dziewcząt w Łódzkiej Szkole Filmowej. Plotki dotarły też na sąsiadujący z wydziałem aktorskim wydział kompozycji, gdzie studiował Włodzimierz Korcz. Pewnego dnia młody student mógł na własne oczy przekonać się o prawdziwości zasłyszanych plotek. Korcz akompaniował aktorom w kabarecie studenckim, w którym występowała Starostecka. Ale po latach mężczyzna wyznał, że to nie uroda była tym, co urzekło go w przyszłej żonie, a jej charakter, klasa i inteligencja. Korcz po próbach zaczął odprowadzać koleżankę do domu – zdarzało się, że para do świtu prowadziła rozmowy na korytarzu. Wkrótce okazało się, że to, co ich łączy jest czymś więcej niż przyjaźnią.

Po wielu miesiącach odprowadzania po nocnych próbach i ku mojej wielkiej radości zaprosiła mnie wreszcie na kawę – opowiadał w "Pani" Włodzimierz Korcz

Elżbieta StarosteckaElżbieta Starostecka Fot. Zygmunt Januszewski/TVP/East News

Młodzi, zaledwie 21-letni zakochani natychmiast chcieli się pobrać. Ale ojciec Włodzimierza Korcza przemówił parze do rozsądku i namówił ich, by wstrzymali się, choć kilka lat, z życiową decyzją. Dziś, po przeszło pięćdziesięciu latach małżeństwa Elżbieta Starostecka przyznaje, że warto było czekać i dodaje, że dokładnie pamięta swój wielki dzień – to, w co była ubrana ("niebieską sukienkę z długimi rękawami i z nieprawdopodobną liczbą drobniutkich guziczków"), a także nietypowy sposób, w jaki ona i jej przyszły mąż dotarli na ceremonię. Państwo młodzi planowali na ślub zajechać z fasonem taksówką, ale PRL-owska rzeczywistość brutalnie pokrzyżowała ich plany. Kolejka do luksusowego wówczas środka transportu okazała się potwornie długa. Jedynym sposobem, by nie spóźnić się na własny ślub, było skorzystanie z komunikacji miejskiej. Ale i to okazało się problematyczne. Tramwaj był tak pełen, że nie dało się w nim zamknąć drzwi. Nie stanęło to jednak zakochanym na drodze do szczęścia.

Ludzi było tyle, że nie dało się wejść. Ale gdybyśmy nie weszli, nie zdążylibyśmy na ślub. Dopchnąłem Elżbietę w tłum, sam trzymałem się poręczy. Na schodku znalazłem miejsce na jedną nogę, a druga elegancko wisiała w powietrzu – wspominał dzień ślubu Włodzimierz Korcz w wywiadzie dla "VIVY!”.

Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz w 2006 rokuElżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz w 2006 roku Wlodarski/REPORTER / EAST NEWS

Rola, której miała nie zagrać

Jako świeżo upieczona żona – a później również matka dwójki dzieci – Elżbieta Starostecka realizowała się także zawodowo. W opiece nad maluchami aktorce pomagała jej matka. Talent Starosteckiej sprawił, że na brak propozycji nie mogła narzekać. Najpierw grała niewielkie role. Wystąpiła w komediach "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" oraz "Rzeczpospolita babska". Następnie reżyser Andrzej Konic obsadził ją w roli Anny Ostrowskiej, ukochanej pułkownika Dowgirda w bijącym rekordy popularności serialu "Czarne Chmury". Wówczas publiczność zwróciła uwagę na Starostecką i natychmiast ją pokochała.

Pod wrażeniem aktorki był też Jerzy Antczak. Zachwycony jej urodą i talentem, zaproponował jej rolę w swojej produkcji "Noce i dnie". Elżbieta wcieliła się w rolę Teresy Ostrzeńskiej, siostry Barbary Niechcic. Podczas zdjęć okazało się, że nie tylko reżysera urzekła Starostecka. Kiedy podczas kręcenia jednej ze scen zabrakło jaśminu do przystrojenia karety, którą odjechać miała Teresa, z pomocą przyszedł miejscowy ogrodnik. Mężczyzna był ponoć tak oczarowany Elżbietą, że jej urodę porównywał do Matki Boskiej. Dlatego na poszukiwania jaśminu udał się do ogrodu proboszcza. Zrywając kwiaty, czuł się ponoć tak, jakby pomagał w przystrojeniu ołtarza.

Już po rolach w "Czarnych chmurach" i "Nocach i dniach" Elżbieta Starostecka była rozpoznawalną i cenioną aktorką. Ale szczyt sławy był jeszcze przed nią. Co ciekawe, Starostecka swojej najbardziej cenionej dziś roli wcale nie chciała zagrać.

Miałam obawy, bo to nie moja literatura (..) Otrzymałam propozycję przyjazdu na zdjęcia próbne, ale żeby tego uniknąć, zdecydowałam się na operację zatok. Zdjęcia więc odbyły się beze mnie, ale kiedy wróciłam ze szpitala do domu, dostałam wiadomość, żeby natychmiast przyjechać na dodatkową sesję zdjęciową. Powiedziałam, że jestem spuchnięta i że to nie ma najmniejszego sensu, ale kierownik produkcji stwierdził, że nic nie szkodzi i wysłał po mnie samochód. Sfotografowali mnie z tą krzywą twarzą, kazali powiedzieć parę zdań i zostałam Stefcią Rudecką – wspominała Starostecka w wywiadzie dla Onet.pl.

Leszek Teleszyński, Elżbieta Starostecka w 'Trędowatej' 1976 r.Leszek Teleszyński, Elżbieta Starostecka w 'Trędowatej' 1976 r. EAST NEWS/INPLUS

Kiedy zaczęły się zdjęcia, okazało się, że Elżbieta Starostecka jest wręcz stworzona do roli Stefci. W filmie Jerzego Hoffmana wzięła udział plejada ówczesnych polskich gwiazd, takich jak Jadwiga Barańska, Anna Dymna czy Piotr Fronczewski. Nikt nie miał wątpliwości co do tego, że lepszej odtwórczyni roli nieszczęśliwie zakochanej guwernantki być nie mogło. Podobnego zdania byli widzowie. Zrealizowaną z wielkim jak na lata 70. rozmachem "Trędowatą" obwołano największym polskim melodramatem wszech czasów, a Starostecka za sprawą swojej roli stała się uwielbianą przez tłumy gwiazdą. Problem polegał na tym, że ona sławy wcale nie pragnęła. Czuła się osaczona przez fanów, na każdym kroku zabiegających o jej uwagę. Nie mogła nawet z mężem w spokoju wypić kawy w kawiarni – natychmiast otaczał ją tłum proszących o autografy ludzi. Starostecka, która w wywiadach przyznaje, że nigdy nie lubiła zgiełku, postanowiła się wycofać. I dodaje, że decyzję ułatwił jej brak atrakcyjnych propozycji – te, które nadchodziły, były zdaniem aktorki mało wartościowe, nijakie.

Na całe życie

Zamiast płynąć na fali popularności "Trędowatej", Elżbieta Starostecka usunęła się w cień. W 1982 wystąpiła jeszcze w niemieckim serialu "Hotel Polanów i jego goście". Wcieliła się w główną rolę. W pierwszych scenach grała osiemnastoletnią dziewczynę, a w ostatnich sześćdziesięciolatkę, umierającą w obozie koncentracyjnym. Później na długie lata zniknęła z ekranów, jedynie w 1993 roku zagrała Wandę w "Przypadku Pekosińskiego". Poświęciła się życiu rodzinnemu, wychowywaniu syna Kamila i córki Anny Marii. Z mężem, kompozytorem Włodzimierzem Korczem aktorka tworzy jedną z bardzo niewielu w środowisku show-biznesu par, które są ze sobą od ponad pół wieku.

Mam wrażenie, że przez lata z dwóch roślin zespoliliśmy się z Włodkiem w jedno drzewo – podsumowała Starostecka swoje małżeństwo w jednym z wywiadów

Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz w 2014 rokuElżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz w 2014 roku Daniel Wysocki/ONS / Daniel Wysocki/ONS

Kiedy dzieci się usamodzielniły, Elżbieta Starostecka powróciła do aktywności zawodowej. Współpracowała z mężem jako wokalistka i dzięki piosence "Za rok, może dwa" dostała nagrodę na festiwalu w Opolu. Na ekranie pojawiła się w serialu "Lekarze", w którym wcieliła się w żonę granego przez Daniela Olbrychskiego bohatera.

O nic nigdy nie zabiegałam. Cała, tak zwana, moja kariera zawodowa to zbiegi okoliczności i trochę szczęścia – tak Elżbieta Starostecka w jednym z wywiadów, z wrodzoną skromnością podsumowała swoją karierę