10 kwietnia 2010 roku doszło do katastrofy lotniczej polskiego samolotu wojskowego Tu-154, na którego pokładzie znajdowało się 96 osób. Wśród nich byli m.in. prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką Marią Kaczyńską. O tych tragicznych wydarzeniach poinformowali Polki i Polaków dziennikarze - m.in. Beata Tadla i Jarosław Kuźniar. Mimo że minęło już 15 lat, dziennikarka dokładnie pamięta emocje, które tego dnia jej towarzyszyły.
Beata Tadla i Jarosław Kuźniar 10 kwietnia 2010 roku mieli wspólny dyżur. Na antenie TVN24 mieli porozmawiać ze swoimi gośćmi na temat 70. rocznicy zbrodni Katyńskiej i związanymi z nią uroczystościami. Niestety, zamiast tego musieli poinformować widzów o tym, że doszło do tragedii. - Właściwie to w sobotę nigdy nie prowadzę programów porannych w TVN24, to było zastępstwo, miało mnie nie być na tym dyżurze - mówiła dziennikarka w reportażu TVN24 przygotowanym na pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej. - Najtrudniejszy moment przyszedł kiedy dostaliśmy wydruk z faksu z lotniska (...). To była lista pasażerów - opowiadała wówczas.
Teraz Beata Tadla w rozmowie z Wirtualną Polską przyznała, że ta sytuacja kosztowała ją bardzo wiele. -"Są historie, szczególnie kiedy pracuje się na żywo, których nie da się przewidzieć. Natomiast informacja o takiej tragedii, jaką była katastrofa smoleńska, to sytuacja, której nigdy więcej nie chciałabym przeżyć - ani jako człowiek, ani jako dziennikarz. Kosztowało nas to naprawdę mnóstwo emocji" - wyznała 15 lat po tych traumatycznych wydarzeniach.
Dziennikarka przyznała, że doskonale pamięta, co czuła, kiedy dowiedziała się, że wszystkie 96 osób znajdujące się na pokładzie Tu-154, nie żyje. Kamery również uchwyciły ten moment. "Schowałam twarz w dłoniach, bo łzy same napływały mi do oczu. Jarek Kuźniar, z którym prowadziliśmy wtedy program, na chwilę musiał zaczerpnąć powietrza, bo po prostu nie mógł ze wzruszenia dalej mówić. Ktoś przyniósł mi czarną marynarkę, a Jarkowi czarny krawat. Ktoś związał mi włosy, dopasowaliśmy też wygląd studia do tego smutnego nastroju" - powiedziała Tadla w rozmowie z Wirtualnymi Mediami.
Dziennikarka dodała też, że nie wiedziała, jak dokładnie ma zachowywać się wówczas na antenie, bo nie ma "instrukcji" do działania w tak trudnych sytuacjach. Przyznała, że powstrzymywała łzy, choć samego smutku już nie ukrywała. "Od momentu, kiedy przyszła pierwsza informacja, do samego końca po prostu siedziałam ze ściśniętym żołądkiem. Powstrzymywałam łzy, a po programie wypłakałam się Jarkowi Kuźniarowi w marynarkę. Potem, przez następne dni, pracowałam ze spuchniętymi oczami. Znałam osobiście większość ofiar. To, że płakaliśmy, nie jest niczym niezwykłym. Nie jesteśmy z kamienia" - wyznała.
Hawking sfotografowany z kobietami na wyspie Epsteina. Rodzina fizyka wydała oświadczenie
Ralph Kamiński nie gryzł się w język w restauracji Gessler. "Czy pani czupiradło jest tutaj dzisiaj?"
Co dalej z rozwodem Kubickiej i Barona? Prawniczka muzyka komentuje
Niebywałe sceny na rozprawie rozwodowej Kubickiej i Barona. "Sandra, przestań. Nie rozmawiam z tobą!"
Zaskakująca opinia Zapendowskiej o karierze Zalewskiego. Takich słów nie mówi często
Mocne oświadczenie Moniki Olejnik. Zawiadomiła prokuraturę. "Jak sztorm wracają kłamstwa na mój temat"
Rzecznik prokuratury reaguje po oświadczeniu Agnieszki R. Tak wyjaśnił sprawę
Michał Piróg po 25 latach odchodzi z TVN-u! "Nadszedł ten moment, by to powiedzieć"
Karpiel-Bułecka odpowiada Miszczakowi. Poszło o słowa na temat Krupińskiej