Janusz Kłosiński kojarzy każdy odbiorca kultury w wieku seniorskim. Aktor przez lata odnosił sukcesy zarówno na deskach teatru, jak i na ekranie. Wystąpił m.in. w produkcjach "Czterej pancerni i pies" i "Czterdziestolatek" czy "Janosik". Wypracowaną reputację i uznanie w środowisku przekreśliło jednak jedno zdanie, które wypowiedział w telewizji. Opinia publiczna okazał się bezlitosna, wskutek czego postanowił zniknąć z branży.
Janusz Kłosiński aktorem został przypadkowo. Na początku planował karierę chirurga i w tym celu rozpoczął nawet studia medyczne, ale wybuch wojny pokrzyżował jego plany. "W tramwaju przeczytałem, że prowadzone są dodatkowe egzaminy do szkoły aktorskiej. Pomyślałem, że pójdę, spróbuję. (...) Szkołę skończyłem w 1948 roku" - wspominał cytowany przez "Super Express". Aktor na początku występował głównie w teatrach, a w połowie lat 50. po raz pierwszy stanął przed kamerą. Jego kariera nabrała tempa i wkrótce angażowali go najwięksi polscy reżyserzy, tacy jak Wojciech Jerzy Has i Jerzy Skolimowski.
W międzyczasie Kłosiński nie ukrywał, że wspiera władzę Polski Ludowej. W kuluarach mówiono nawet, że był ulubionym aktorem Edwarda Gierka. Nie szkodziło to jego pracy czy sympatii od publiczności, aż do czasu, kiedy został wprowadzony stan wojenny. O ile wielu polskich artystów sprzeciwiało się nowej rzeczywistości, tak Kłosiński odmówił wzięcia udziału w strajku. Być może jego odmowa przeszłaby niezauważona, gdyby nie fakt, że postanowił się z tą decyzją podzielić na wizji.
Powiedziałem na antenie, że dosyć już strajków i rozkładu państwa uznanego przez wszystkie kraje świata. Wprowadzenie stanu wojennego uznałem za położeniu kresu tej nieuzasadnionej rozróbie
- wspominał w "Angorze".
Po tych słowach publiczność okazała się bezlitosna, o czym przekonał się podczas spektaklu "Wesele" wystawianego w Teatrze Narodowym. Gdy tylko zaczynał wypowiadać swoje kwestie, widzowie gwizdali, buczeli i bili głośne brawa. "Później już nigdy więcej na scenę nie wszedłem. Nie dlatego, że poczułem się winny, ale dlatego, że moim zdaniem zbezczeszczono świątynię, teatr i wielkiego Wyspiańskiego" - mówił dla "Angory" po latach.
Kłosiński ostatecznie wycofał się z aktorstwa. Od 1988 do 2017 roku zagrał tylko trzy role na ekranie - ławnika w "Warszawskich gołębiach" (1988 rok), epizod w serialu "Dom" (2000 rok) oraz księdza w filmie "Wszystko będzie dobrze" (2007 rok). Zmarł w 2017 roku, tydzień przed 97. urodzinami. Zgodnie z jego ostatnią wolą, nie wiadomo, gdzie spoczywa. "Chciałbym, aby moje ciało było przekazane jakiejś medycznej instytucji, a mnie pochowali tam, gdzie chowają bezimiennych włóczęgów. Całe życie byłem związany z postacią Chrystusa, który był łazęgą, której na salony nie wpuszczano" - mówił, cytowany przez portal kultura.onet.pl.
Rozenek tak odstawiła się na Galę Mistrzów Sportu. Modowy ekspert nie ma wątpliwości
Beata Kozidrak myliła tekst swojego hitu na Gali Mistrzów Sportu. Fani nie zawiedli
Zillmann i Lesar na Gali Mistrzów Sportu. Nie szczędziły sobie czułości
Syn Patrycji Markowskiej skończył 18 lat. Na urodzinowej imprezie bawił się dawno niewidziany Grzegorz Markowski
Prześwity i odważne kolory na Gali Mistrzów Sportu. Kreacja Szeremety załamała stylistę
Nie wszyscy byli zachwyceni przemową Lewandowskiej. "O co jej chodzi?"
Agnieszka z "Rolnika" nie do poznania na nowych zdjęciach. Co za metamorfoza
Wszyscy mówią o nagraniu z udziałem Majdana. Ten nie wytrzymał: Zachowałbym się tak jeszcze raz
Lewandowska pokazała mieszkanie w Warszawie. Minimalizm ponad wszystko