Były policjant zdradza kulisy zatrzymania Dagmary Kaźmierskiej. "Śmiała się, że schowała paszport w majtki"

Były policjant w rozmowie z Onetem opowiedział o kulisach zatrzymania Dagmary Kaźmierskiej, do którego doszło, kiedy celebrytka była jeszcze związana z gangsterem Pawłem K. Kaźmierska miała przechytrzyć funkcjonariuszy CBŚ.

Dagmara Kaźmierska trafiła na salony dzięki udziałowi w programie "Królowe życia" stacji TTV (stacja należy do grupy TVN). Stało się tak, mimo że w 2009 roku prawomocnym wyrokiem sądu została skazana na trzy lata pozbawienia wolności. Do więzienia trafiła za sześć przestępstw, w tym za: czerpanie materialnych korzyści z prostytucji, grożenie pozbawieniem życia, kierowanie wykonaniem przestępstwa zgwałcenia oraz udział w pobiciu. Po udziale w "Królowych życia" została gwiazdą Polsatu, gdzie dostała swój własny program "Dagmara szuka męża", a także tańczyła w najnowszej odsłonie "Tańca z gwiazdami". Dopiero po tym, jak dziennikarze portalu Goniec.pl dotarli do zeznań byłej pracownicy Dagmary Kaźmierskiej z domu publicznego, wybuchł skandal (ze słów kobiety wynika, że Kaźmierska miała być wyjątkowo bezwzględna, dopuszczać się przemocy. W materiale portalu czytamy też, że karą za ucieczkę z domu publicznego "Dagi" podobno miał być gwałt). Teraz o mrocznej przeszłości Kaźmierskiej opowiedział w rozmowie z Onetem były policjant, który kierował sprawą byłego partnera Kaźmierskiej Pawła K. Jego słowa szokują. 

Zobacz wideo Dagmara Kaźmierska o książce: Dużo zostawiłam, wielu rzeczy nie pisałam

Dagmara Kaźmierska miała chować paszport w majtki

Janusz Bartkiewicz jest emerytowanym policjantem, który niegdyś zarządzał wałbrzyskim zespołem wydziału kryminalnego komendy wojewódzkiej policji we Wrocławiu. Przed laty kierował sprawą gangstera Pawła K., z którym Kaźmierska ma syna Conana, a który 14 kwietnia 2001 roku w Kłodzku (w agencji towarzyskiej "Haidi") zastrzelił Dariusza L. znanego pod pseudonimem. "Szpila". Paweł K., jak informuje portal nto.pl, poszedł na komendę powiadomić policję o zdarzeniu, a następnie zniknął. Policja próbowała go ująć, śledząc m.in. Dagmarę Kaźmierską. "Ciężko było ją śledzić, bo ona szalała po ulicach. Jeździła po 100-150 kilometrów na godzinę albo pod prąd. Gubiła ogon. Czuła się pewnie, bo przecież była dziewczyną kłodzkiego bossa" - mówił Onetowi Bartkiewicz. Sama Kaźmierska również w autobiografii chwaliła się, że potrafiła wywieść w pole śledzących ją policjantów. "Od momentu strzelaniny aż do aresztowania Pawła non stop miałam za sobą ogon. Nauczyłam się wyczuwać policję dosłownie po zapachu. Mam tak do dziś. Rozpoznam policjantów, nawet kiedy poruszają się nieoznakowanym samochodem. Przed wyjazdem zmieniłam swój wygląd. Zafarbowałam włosy z pięknego, miodowego blond na ciemny brąz. Musiałam przestać zwracać na siebie uwagę, a kiedy byłam długowłosą blondynką, każdy się za mną oglądał. Zaczęłam się inaczej ubierać, skromniej, tak żeby nie rzucać się w oczy" - pisała. 

Bartkiewicz w rozmowie z Onetem wspominał też, że w końcu doszło do zatrzymania Kaźmierskiej, która rzekomo miała pomagać Pawłowi K. w ucieczce. Funkcjonariusze CBŚ szybko jednak wypuścili ukochaną gangstera. Szukali u niej podrobionego paszportu Pawła K., ale go nie znaleźli. Były policjant twierdzi, że Kaźmierska miała przechytrzyć służby. 

Dagmara jak wróciła do burdelu, to się śmiała, że schowała paszport w majtki, a żaden z policjantów nie miał odwagi jej tam przeszukać

- miał powiedzieć mu informator. 

Były policjant w ostrych słowach o Kaźmierskiej

Kaźmierska w końcu wyjechała do USA, gdzie przebywał Paweł K. Razem z ukochanym ukrywała się trzy lata. W końcu w 2004 roku doszło do zatrzymania mężczyzny w jednym z domów w Skrzynce, w pobliżu Lądka Zdroju. "Istniało duże prawdopodobieństwo, że Paweł K. będzie uzbrojony i weźmie ze sobą zakładnika. Dlatego policjanci musieli działać szybko i z zaskoczenia" - powiedział "Faktowi" rzecznik prasowy dolnośląskiej policji Ryszard Zaremba. Szczegóły akcji opisała w autobiografii sama Kaźmierska. "Przyjechali kawalkadą. Mnóstwo wozów, karetka, policjanci z tarczami, z długą bronią. (...) Kiedy zobaczył, co się dzieje, stanął w oknie i podniósł ręce do góry. - Nie strzelajcie! Tu jest dziecko! - krzyknął. Nie strzelili. Weszli na górę, skuli Pawła i wyprowadzili przed dom. (...). Nie umiałam zachować spokoju jak mój mąż. Z żalu, niemocy, wściekłości, smutku, że go złapali, że tyle czasu się ukrywaliśmy i teraz wszystko trafia szlag, zaczęłam wrzeszczeć. Bluzgałam, krzyczałam, więc rzucili mnie na ziemię, skuli ręce z tyłu" - czytamy. O tym, że była już żona gangstera była wulgarna, wspomniał również w rozmowie z Onetem Bartkiewicz. 

Kiedy miałem z nią kontakt, to była arogancka, prostacka i wulgarna kobieta. Bardzo pewna siebie. Ona się nie zmieniła

- podsumował były policjant. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.