Tekieli nie żyje od pół roku. Justyna Kowalczyk w bardzo przejmujących słowach o mężu. Aż cisną się łzy

17 listopada mija dokładnie pół roku, odkąd Kacper Tekieli zginął w górach podczas próby zdobycia szczytu Jungfrau. Justyna Kowalczyk upamiętniła tragicznie zmarłego męża.

Niezwykle smutna informacja o śmierci Kacpra Tekielego obiegła media 17 maja tego roku. Odnaleziono jego ciało po tym, jak spadł z lawiną w położonej w Szwajcarii miejscowości Stechelberg. Marzeniem męża Justyny Kowalczyk było zdobycie wszystkich alpejskich czterotysięczników, jednak nie udało mu się osiągnąć tego celu. Sportsmenka cały czas dzielnie wypełnia obietnicę daną mężowi i sama zdobywa górskie szczyty. Nie ukrywa jednak, że jest jej trudno.

Zobacz wideo Werner o ostatnich chwilach ojca

Kacper Tekieli zginął pół roku temu. Tak wspomina go Justyna Kowalczyk

Pogrzeb Kacpra Tekielego odbył się 30 maja, a podczas uroczystości jego żona wygłosiła poruszającą przemowę. - Będziemy żyć tak, jak Kacper nas nauczył. Nauczył nas, że trzeba żyć, bo życie jest za krótkie, żeby się przejmować pierdołami. Będziemy zdobywać góry - mówiła. Justyna Kowalczyk zdecydowanie nie rzuciła słów na wiatr, a relacjami z kolejnych górskich wypraw dzieli się na Instagramie. Przy okazji często wspomina też zmarłego ukochanego, a pamięć o nim pielęgnuje zwłaszcza 17. dnia każdego miesiąca. W listopadzie mija już pół roku od jego tragicznej śmierci. Z tej okazji Kowalczyk zamieściła na Instagramie zdjęcie uśmiechniętego, przebywającego w górach męża. Pod postem dodała tylko jedno zdanie.

Brakuje go w każdym oddechu - napisała.

Justyna Kowalczyk i Kacper TekieliJustyna Kowalczyk i Kacper Tekieli Justyna Kowalczyk i Kacper Tekieli, Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta

Justyna Kowalczyk nie rozmawia z fanami. Raz zrobiła wyjątek

Choć Justyna Kowalczyk jest aktywna w mediach społecznościowych, bardzo dba o to, aby pod każdym postem wyłączać komentarze. Trudno się zresztą temu dziwić - wdawanie się w dyskusje z fanami jest dla niej teraz zapewne bardzo trudne. We wrześniu sportsmenka wzięła udział w jednym z biegów, a po wygranej przeprosiła zresztą wszystkich, że nie pozowała do zdjęć i filmików, ponieważ na razie nie jest jeszcze w stanie tego robić.

Pod jednym z postów Justyna Kowalczyk nie wyłączyła jednak komentarzy. Został on stworzony wspólnie z Muzeum Sportu i Turystyki, które poinformowało, że sportsmenka przekazała na ekspozycję swoje medale olimpijskie. Jeden z fanów skomentował pod wpisem, że to dobra decyzja, ponieważ tego typu nagrody mogą paść łupem złodziei. Kowalczyk wyjaśniła jednak, że nie dlatego zdecydowała się na taki krok. "Zdecydowanie ważniejszy jest bieg od kawałka metalu" - odpisała.

 
Więcej o:
Copyright © Agora SA