Obejrzeliśmy "Żony Warszawy". Miało być luksusowo, wyszło nudno i zwyczajnie. "Fani serii będą zawiedzeni" [OPINIA]

"Wielkie pieniądze, ogromne emocje, przyjaźnie, intrygi, a wszystko to w otoczeniu prawdziwego luksusu" - głosi Polsat w reklamie "The Real Housewives. Żony Warszawy". Okazuje się jednak, że z dużej chmury mały deszcz. Pierwszy odcinek, który widzieliśmy przedpremierowo, nie zapada szczególnie w pamięć - recenzuje dziennikarz Plotka, Bartosz Pańczyk.

Program "The Real Housewives. Żony Warszawy" zadebiutuje na antenie Polsatu 6 września. Czy będzie hitem, który wypromuje nowe celebrytki i przede wszystkim wywoła u widzów wypieki na twarzy? Jestem już po pokazie prasowym, podczas którego zobaczyłem pierwszy odcinek i przyznam szczerze, że mam w tym temacie mieszane uczucia. Na podstawie tego, co widziałem, wątpię, że będzie się o nim mówić i pisać dłużej, na szerszą skalę. Dlaczego? Przez nudę. Było kilka krótkich śmiesznych momentów, ale dalej to za mało, by co tydzień siadać przed telewizorem i odpalać nowy odcinek, skazując się też przy okazji na fale niekończących się reklam. Ten program przyszedł do naszego kraju niestety o dobre kilka lat za późno. W streamingu znajdziemy wiele bardziej emocjonujących produkcji z podobnej kategorii. Poprzeczka jest postawiona wysoko, a na razie polski realizator show sprawia wrażenie, jakby nie umiał się odnaleźć na planie.

Zobacz wideo Uczestniczki "The Real Housewives. Żony Warszawy" wyolbrzymiają sukces i naginają rzeczywistość"? Jedna z nich nie ma złudzeń. "Będzie to miało miejsce"

Uczestniczki są zbyt mało wyraziste i póki co zachowawcze

Programy spod szyldu "The Real Housewives", to świetne guilty pleasure, które mają przynieść lekką rozrywkę i dostarczyć widzowi oderwanie od rzeczywistości. Niestety polska wersja show zaczyna się dość zwyczajnie i jak na to, co oferują jego zagraniczne odsłony, jest zbyt normalna. To taki trochę "Klan", ale w wersji "na bogato". Spoiler alert - nie ma póki co, żadnych dram i zwrotów akcji. Wizytówki pań są do tego stopnia do bólu zachowawcze, że prawdziwi fani tej serii będą zawiedzeni. Start programu oglądało się wprawdzie przyjemnie i bez żenady, ale czy jestem ciekawy, co wydarzy się dalej? Niezbyt. Przydałoby się na początek jakieś trzęsienie ziemi, zachęcające do powrotu przed ekran w kolejnym odcinku. Jakiś cliffhanger na koniec, cokolwiek. Nawet Monika Goździalska, która obskoczyła już chyba wszystkie możliwe programy, a która dołączy do ekipy w kolejnym odcinku i wywoła awantury, to jednak za mało, po nudnym starcie, by dać show kolejną szansę. Jakby była z nami od początku i wybijała się tak, jak w zajawce następnego epizodu, to kto wie, czy moja opinia nie wyglądałaby inaczej. A tak jest jak jest. Nawet trudno tu o materiał do memów.

Monika GoździalskaMonika Goździalska Fot. Kapif.pl

Ludzi nie szokuje już luksus. Tu brakuje ciekawego scenariusza

Jeśli chodzi o uczestniczki, "gwiazdy" programu, to każda z pań jest inna - to trzeba przyznać producentom. Ale by któraś z nich była odkryciem i przyciągała na tyle, by chciało się przez kilka tygodni, przez ok. 40 minut, obserwować jej życie? No nie. Jest wiele ciekawszych osób, chociażby w social mediach. Patrząc na uczestniczki "Żon Warszawy", momentami czułem się jak Basia. Właścicielka kliniki w Dubaju, kilka razy sprawiała wrażenie, jakby nie wiedziała, co w ogóle robi na planie, odstając od innych - bardziej specyficznych i pretensjonalnych pań. Widz podobnie jak ona - najbardziej zwyczajna kobieta w show - może poczuć się lekko zdezorientowany i zaskoczony, tym co ogląda i na dobrą sprawę, w sumie po co. Tym samym Basia stała się moją faworytką, ale ten format polega nie na tym, by kibicować zwykłym śmiertelnikom.

Pierwszy odcinek - często najmocniej promowany - zazwyczaj jest kluczowy i decyduje o tym, czy mamy do czynienia z hitem czy kitem. Mam wrażenie, że po nim część znudzonych widzów losami (a raczej ich brakiem) "Żon Warszawy" odpłynie (jeśli w ogóle dotrwa do końca i przetrwa reklamy Polsatu) i widownia z odcinka na odcinek będzie malała. Naprawdę w dobie mediów społecznościowych i platform streamingowych, oferujących najbardziej kontrowersyjne programy na świecie, bogactwo kilku pań z kraju nad Wisłą, nie robi już wielkiego wrażenia. To już nie te czasy, gdy triumfy w Polsce święciła "Dynastia" i świat Carringtonów przez to, że wydawał się taki odległy i nierealny, przyciągał miliony przed ekrany. Dziś luksusowe życie można oglądać bez końca na Instagramie, więc zasobny portfel nie jest już czymś nadzwyczajnym. O ile jeszcze nawet dekadę temu oglądanie drogich torebek, sukienek i domów, mogło wywoływać jakieś emocje i być świetnym materiałem na program sam w sobie, dziś tak już nie jest. Internet poszedł do przodu, iż wydaje się, że mamy w nim wszystko i jedynym uczuciem jaka przychodzi do głowy, po tym, czym chwalą się "Żony Warszawy", jest co najwyżej znużenie. Albo refleksja z cyklu: "Ale to już było". Oczywiście luksus to nieodłączna część tej produkcji i jej trzon, ale jednak sam program powinien opierać się na dramach, zwrotach akcji i intrygach.

Wazektomia męża Sary "najmocniejszym" tematem odcinka

Tymczasem w pierwszym odcinku fabuła poprowadzona tak, że chyba największym plot twistem, który zszokował panie przy kolacji, stała się wiadomość, że 60-letni mąż Sary, planuje wkrótce udać się na wazektomię. Serio, to kogoś w 2023 roku zaskakuje? Oczywiście poza uczestniczkami, które przed kamerą gorąco dyskutowały na ten temat, robiąc przy tym wielkie oczy i popisując się przy okazji brakiem jakiejkolwiek wiedzy medycznej. Na szczęście Basia niczym mentorka Irena Kamińska-Radomska z "Projektu Lady", wydawała się bardziej obyta w dyskusji, ale pozwoliła sobie niespodziewanie stwierdzić, że taką informacją nie wypada dzielić się przy kolacji. Tak, doszliśmy do takiego paradoksu, że nie jakaś najbardziej oderwana od rzeczywistości pani zwraca na siebie uwagę (a przecież takich kobiet od tej serii wymagamy!), a taka wydawałoby się zwykła, cicha dziewczyna z kategorii "z sąsiedztwa", która jest grzeczna i ułożona. Wydaje mi się, że przez to, że tam nie pasuje. Chichot losu, a może zły casting? Wiem, że dużo ciekawych lokalnych bizneswoman nie chciało wystąpić w tym programie, kierując się zasadą, że pieniądze i prawdziwe fortuny lubią ciszę. A szkoda, bo format "The Real Housewives" ma ogromny potencjał. Może jednak jaki kraj, takie jego żony i nie mamy się czym chwalić?

Uczestniczki 'The Real Housewives Warszawa'Uczestniczki 'The Real Housewives Warszawa' Fot. materiały prasowe

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.