Pierwsza edycja polsatowskiego koncertu Undercover Festival na szczęście już za nami - na szczęście, bowiem telewizyjna relacja na żywo z warszawskiego Legia Parku sprawiła, że uszy więdły, a oczy wymagały pilnej kąpieli. Ale od początku.
Red Hot Chili Peppers, Ed Sheeran, Bruno Mars, Cher, Coldplay, nieżyjąca Amy Winehouse, Harry Styles i kilkunastu innych artystów na jednej scenie? Już patrząc na Amy Winehouse widać, że to nie miało szansy być prawdą. Na organizację takiego koncertu trzeba by wydać naprawdę potężne pieniądze (nie mówiąc już o nekromancie). Dlatego Polsat postanowił pójść drogą nieco na skróty i zamiast prawdziwych gwiazd zaprosił na jeden wieczór do Warszawy muzyków "trochę podobnych", wcielających się w tych znanych.
W niektórych przypadkach nie było to nawet głupim pomysłem - kiedy zamknęło się oczy Ed Sheeran wydawał dźwięki jak ten oryginalny, a Amy Winehouse również była "jak żywa". Ale cóż z tego, skoro z całej palety artystów, którzy nie bez powodów nie robią wielkiej kariery na świecie, śpiewać umiało zaledwie kilkoro. Pozostali nieco nakłamali w CV i kiedy znaleźli się na scenie w Warszawie, robili głównie dobrą minę do złej gry. Jeszcze gdyby mogli zaśpiewać z playbacku, to pół biedy, ale oni występowali na żywo - i było to boleśnie słychać.
Do tego można dodać dość mało lotne żarty prowadzących - Maciejów Dowbora i Rocka, którzy zapowiadali "gwiazdy" wieczoru i za każdym razem używali tego samego określenia - "jak żywa", "to 'prawie' Harry Styles", "to 'prawie' Cher", "prawie" Bruno Mars. Tak, już po dwóch wykonawcach było wiadomo, że są oni "prawie" prawdziwi, nie trzeba tego mówić za każdym razem. Poza tym na scenie też i widać, i słychać to "prawie".
Nie jest to wyłącznie moje wrażenie. Widzowie Polsatu, komentujący na żywo koncert na Facebooku, nie zostawili na nim suchej nitki. "Żenada", "Jako wokalistka jestem troszkę rozczarowana poziomem niektórych wokalistów", "Nie macie pieniędzy na oryginały, to się nie ośmieszajcie" - a to naprawdę tylko ta delikatna dezaprobata. W innych miejscach w sieci kpiono wprost i bez skrupułów: "Mam zadyszkę od słuchania", "Ekstremalna noc karaoke", "Ibisz jako Werka Serduczka byłby lepszy niż cała ta zgraja", "Rolling Stones po roku w Polsce"...
Choć tradycja koncertów tribute bandów jest znana i lubiana na Zachodzie, w Polsce to nadal rzadkość. I chyba nawet kilkanaście edycji "Twoja twarz brzmi znajomo" nie przygotowało nas do tego, co pokazano w Polsacie. Dojmujące wrażenie taniości zdominowało piątkowy koncert i nie uratuje go nawet naprawdę niezły występ udawanego Bruno Marsa czy Eda Sheerana (choć nie wyglądał jak prawdziwy). Śmiem nawet twierdzić, że gdyby to była naprawdę "Twoja twarz brzmi znajomo", ale na żywo, efekt byłby o wiele lepszy i paradoksalnie mniej sztuczny.
Krótko mówiąc - nie jesteśmy na to jeszcze gotowi i wciąż bardziej nam zależy na prawdziwych zagranicznych gwiazdach (które przyjeżdżają do Polski od wielkiego dzwonu), a nie na udających je osobach. Kiedy Polska będzie już stałym punktem na trasach koncertowych - co powoli się dzieje! - to być może łaskawszym okiem spojrzymy na cover bandy. Na razie wyczuwamy fałsz na kilometr, choć pod sceną trwała całkiem dobra zabawa.
Koroniewska i Dowbor porzucili dom na rzecz luksusowego apartamentu w stolicy. 3,5-metrowa wyspa to początek
Tak wygląda dom Wiśniewskich. Gwiazdor pochwalił się zdjęciem z budowy
Nie żyje Dominika Żukowska. "Jej niepowtarzalny głos na zawsze pozostanie w pamięci"
Miszczak stwierdził, że Doda nie ma "krzty lojalności". Ta mu dosadnie odpowiedziała
Marcin Rogacewicz padł na kolana przed Agnieszką Kaczorowską. "Powiedziałam tak"
Była mistrzyni świata oskarżona o oszustwa. Do sądu trafił akt oskarżenia
TVP z nowym show. Poprowadzi go była gwiazda TVN. "Tego właśnie potrzebowaliśmy"
Prezydent nie powinien pokazywać się w ubraniach z logo "Nowrocky"? Prawnik przestrzega
Damięcka z grafiką na tłusty czwartek. Pączek Trump robi furorę