Aldona Orman miała wypadek. Była o krok od paraliżu. "Nie wiedziałam, co będzie dalej" [PLOTEK EXCLUSIVE]

Aldona Orman kolejny raz musiała walczyć o zdrowie. Lekarze początkowo nie mieli dla niej optymistycznych wieści. O tym, jak groził jej paraliż, opowiedziała Plotkowi.

Aldona Orman ma za sobą ciężkie chwile. Na początku roku drżała o swoje zdrowie. Wszystko przez wypadek na planie filmu "Dom wybranych", w którym grała w Albanii. Wszystko działo się na zakończenie ostatniego dnia zdjęciowego z jej udziałem. Ludzie bili brawo za dobrze wykonaną pracę. "Zrobiłam trzy kroki na takich bardzo wysokich szpilkach, a za czwartym krokiem spadłam w przepaść. Scena nie była oznaczona, że jest wycięta. Miała kawałek czarnej dziury. Myślałam, że staję na podłodze, a spadłam trzy metry w dół. Upadłam na beton. Cały czas czuję pomoc aniołów czy pana Boga w tych wszystkich trudnych sytuacjach. Dzięki temu jestem, funkcjonuję" - powiedziała Plotkowi Aldona Orman.

Zobacz wideo

Problemy zdrowotne dały jej w kość

Dziś aktorka może bez problemu normalnie chodzić. Początkowo jednak rzeczywistość nie jawiła się kolorowo, a stan aktorki pogarszał się z dnia na dzień. Na szczęście miała do czynienia z dobrymi specjalistami w Warszawie, więc o publicznej służbie zdrowia nie może powiedzieć nic złego. "Jak przyjechałam na wózku do Polski, następnego dnia nie mogłam się ruszyć, nie mogłam wstać i ruszyć ręką, nogą. Trafiłam do szpitala na Wołoskiej i tam właśnie lekarze, neurochirurdzy, ortopedzi stanęli na wysokości zadania i bardzo mi pomogli. Na początku była pierwsza dyspozycja, że chcą operować mój kręgosłup szyjny. Później zebrało się konsylium i doszli do wniosku, że kręgosłup szyjny jest bardzo trudno operować i może jednak trzeba go leczyć, trzeba rehabilitować, bo różnie jest z tą operacją kręgosłupa szyjnego. Może się nie udać i może być paraliż. Byłam mocno przerażona i nie wiedziałam, co będzie dalej" - zdradziła nam aktorka. 

Aldona OrmanAldona Orman Fot. Instagram.com/aldona_orman screen

W "Klanie" wyciągnęli do niej rękę. Co ją uratowało przed najgorszym?

Aldona Orman nie musiała na dobre rezygnować z pracy. W rozmowie z dziennikarzem Plotka, Bartoszem Pańczykiem, wyznała, co ją uchroniło przed najgorszym. "Po wypadku dostałam olbrzymią pomoc od produkcji 'Klanu'. Przepisali moje sceny i grałam je na siedząco, by nie musieć chodzić, bo jeszcze wtedy miałam uszkodzoną łękotkę, wiązadło boczne w szyi, przesunięte wszystkie kręgi. Ponieważ mam bardzo szeroki kanał tam, gdzie jest rdzeń kręgowy, to mój rdzeń kręgowy nie został uszkodzony. Tak się przesunęły kręgi o pięć, sześć milimetrów... Gdybym miała zwykły kanał kręgowy, jak wszyscy ludzie, to by mi wtedy przebiło rdzeń kręgowy i byłabym sparaliżowana do końca życia. Dzięki temu, że mam trochę inną budowę, dzięki Bogu, jestem niesparaliżowana. Lekarze mi pomogli, rehabilituję się, cały czas biorę leki i funkcjonuję. Jestem tutaj, ruszam się i nawet nieźle wyglądam" - podsumowała aktorka i wróciła wspomnieniami do innych trudnych momentów w życiu.

Opowiedziała o śmierci klinicznej

Aldona Orman jest przykładem aktorki, której życie nie jest usłane różami. Choć bywa trudno, nie traci optymizmu. Przed naszą kamerą otworzyła się na dobre i powiedziała, jakim cudem udaje się jej nie poddawać. "Wydaje mi się, że jeszcze mam coś w życiu do zrobienia. Życie mnie mocno w różny sposób doświadcza, ale czuję pomoc, wsparcie, rękę, gdzieś tam aniołów i Boga, i jak jest źle, to trzymają mnie za fraki i mówią: 'Nie, Aldona, ty jeszcze zostajesz tutaj, na ziemi, jeszcze nie odchodzisz'. A dwa razy, czyli sepsa i śmierć kliniczna, to wtedy było już bardzo blisko, bo nie mogli mnie wybudzić przez długi czas. Teraz lekarze mi powiedzieli, że właściwie powinnam być sparaliżowana, ale dzięki temu, że mam inną budowę fizyczną, kręgi, które się przesunęły, nie przebiły tego rdzenia kręgowego" - mówiła aktorka w rozmowie z Plotkiem. Więcej jej zdjęć znajdziesz w galerii na górze strony.

Aldona OrmanAldona Orman KAPiF

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.