"Jeden z dziesięciu". Podryw na hotel, oświadczyny na wizji. Dziwnych sytuacji było na pęczki

"Jeden z dziesięciu" to już teleturniej kultowy. Do historii przeszły też wpadki i teksty uczestników, które od lat bawią widzów. Jakie były najlepsze?

"Jeden z dziesięciu" to najdłużej emitowany teleturniej w Polsce. Nieprzerwanie od 1994 roku prowadzi go Tadeusz Sznuk. Program cały czas cieszy się ogromną popularnością, a jego uczestnicy potrafią nieraz odpowiedzieć na naprawdę trudne i złożone pytania, popisując się ogromną wiedzą. Jednak przez tyle lat emisji zdarzyły się i takie momenty, które bardziej niż w dumę wprawiały w zakłopotanie prowadzącego, a widzów w zażenowanie. Były też takie, które potrafiły rozbawić do łez.

Zobacz wideo Pytania, które mocno zaskoczyły uczestników teleturnieju "Milionerzy". Odpowiedzielibyście na nie?

"Jeden z dziesięciu". Jaka woda uderza do głowy?

Dla wielu uczestników występ w teleturnieju był pierwszym zderzeniem z telewizją. Nic więc dziwnego, że przed kamerą zaczynał zjadać ich stres. W jego wyniku zdarzały się czasem naprawdę komiczne odpowiedzi. "Jaka woda uderza do głowy, gdy ktoś staje się zarozumiały?" - takie pytanie usłyszał pan Paweł, na co odparł: "wrząca?". Niestety, chodzi tutaj o "wodę sodową". Nie tylko przysłowia mogą sprawiać kłopoty. Tadeusz Sznuk w jednym z odcinków zapytał: "jakiej rasy są Indianie: żółtej, białej czy czarnej?". Pewny siebie pan Marcin odpowiedział: "czerwonej".

Rzucenie błędnej odpowiedzi czasem potrafi jeszcze bardziej zdenerwować uczestników. Tak, jak w przypadku pytania o to, w jakim mieście odbywa się piknik Country. Jeden z finalistów odpowiedział błędnie, a kiedy to sobie uświadomił, rzucił załamany "w Mrągowie, Jezus". Tadeusz Sznuk potrafi takie sytuacje rozwiązać spokojnie, bo z powagą odrzekł: "żadne przyzywanie imienia bożego już nie pomoże".

 

"Jeden z dziesięciu". Uczestnik sobie przypomniał, ale zapomniał

Czasem jest też tak, że przez zdenerwowanie nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie poprawnego rozwiązania. W jednym ze starszych sezonów pan Krzysztof otrzymał pytanie o aktorów z filmu "Noce i dnie". Kiedy minął czas na odpowiedź, uczestnik przyznał się, że zapomniał. Po chwili dodał jednak "teraz już wiem". Tadeusz Sznuk zachęcił go, aby odpowiedział mimo upływu czasu. "Jednak dalej zapomniałem" - rzucił pan Krzysztof.

"Jeden z dziesięciu". Najlepsze wizytówki

Tradycją "Jeden z dziesięciu" jest, że uczestnicy muszą się przedstawić publiczności. W niektórych odcinkach te "wizytówki" rozszerzone są o zawód i zainteresowania. Niejedna z nich doprowadziła już widzów do łez. Do historii przeszło już hobby pana Janusza z Turka: "moje zainteresowania to kino, podróże i żona kolegi Darka, Monika". Niektóre z nich są jednak bardziej przyziemne. Na przykład dla pana Karola, studenta z Krakowa, najważniejsze są: "chlebek, przyprawy i ciepłe flaczki u babci". Bywają też uczestnicy, którzy wykazują się niezwykłą szczerością: "urzędnik. Hobby jak u klasyka: raz dziennie coś ciepłego i żeby do pierwszego starczyło" - wyznał pan Stanisław. Od lat hitem internetu jest jednak wypowiedź pana Adama: "przywlokłem się z Jabłonny koło Lublina, pracowałem jako robotnik, teraz jestem nikim".

Przedstawienie siebie jest również okazją do pokazania się publiczności. Niektórzy widzą w tym okazję matrymonialną. "Jestem studentem, w zeszłym roku skończyłem 21 lat. Obecnie nie mam dziewczyny, ale głęboko wierzę, że po emisji tego programu to się zmieni" - zareklamował się Mikołaj z Bełchatowa.  Niektórzy są w tym jednak bardziej skonkretyzowani, jak pan Filip z Torunia: "zainteresowania to słaba książka, słaby film i pani Sylwia z tego programu".

Podryw w "Jeden z dziesięciu" na wygrany pobyt w hotelu

Poza Tadeuszem Sznukiem niekwestionowaną ikoną programu jest pani Sylwia, która pod koniec rozgrywki roznosi prezenty dla uczestników. Wielu mężczyznom skradła ona serce. Niektórzy postanowili pójść krok dalej niż wzdychać po cichu do ukochanej. Zwycięzca jednego z odcinka, pan Bartosz, otrzymał jako nagrodę pobyt w hotelu dla dwóch osób. Uznał, że to jest idealna okazja, aby spróbować swoich sił. "Pani Sylwio, ten luksusowy pobyt w hotelu dla dwóch osób chciałem zaproponować pani". Nic nie wyszło z tej próby podrywu, bo kobieta skwitowała to pytanie tylko niezręcznym uśmiechem. A mogło być tak pięknie...

 

"Jeden z dziesięciu". Oświadczyny u Tadeusza Sznuka?

Nieudane podchody wobec pani Sylwii nie oznaczają jednak, że w "Jeden z dziesięciu" miłość nie kwitnie. W jednym z odcinków udział wziął Kamil z Olsztyna, który na wstępie oznajmił, że jego największym zainteresowaniem jest jego dziewczyna Ola, którą bardzo kocha. "Chciałbym ją teraz poprosić o rękę" - oświadczył po chwili. Odpowiedzi nigdy niedane nam było doczekać... Ale pan Kamil wygrał ostatecznie ten odcinek, więc na pewno wrócił z uśmiechem do domu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.