Ostatni wpis przed śmiercią Tiny Turner na jej Instagramie. Ale było radośnie

Tina Turner nie żyje. Piosenkarka zmarła 24 maja, mając 83 lata. Jej profil na Instagramie był prowadzony regularnie. Taki był ostatni post dodany przed jej śmiercią.

Tina Turner zmarła 24 maja w swoim domu w Küsnacht niedaleko Zurychu w Szwajcarii. Miała 83 lata. "Swoją muzyką i bezgraniczną pasją życia oczarowała miliony fanów na całym świecie i zainspirowała przyszłe gwiazdy. Dziś żegnamy drogą przyjaciółkę, która pozostawia nam wszystkim największe dzieło: swoją muzykę" (...) Tino, będzie nam Ciebie bardzo brakowało" - czytamy w oświadczeniu, które pojawiło się m.in. na oficjalnym Instagramie piosenkarki. Post wcześniej pisano tam o jubileuszu, który dopiero co świętowano.

Zobacz wideo 19 września 2022 r. pożegnaliśmy królową Elżbietę II

Ostatni wpis przed śmiercią Tiny Turner

Miesiąc przed śmiercią Tiny Turner na oficjalnym Instagramie piosenkarki znalazł się wpis poświęcony musicalowi o jej życiu, który powstał z nią we współpracy. To był ostatni projekt zawodowy Tiny Turner. Zadebiutował 7 listopada 2019 roku i stał się z marszu wielkim przebojem. Początkowo Turner nie chciała się zgodzić na to, by zostać inspiracją dla twórców. Ostatecznie przekonała ją odtwórczyni głównej roli - Adrienne Warren. Na fali popularności zaczęto go wystawiać wystawiany m.in. w Londynie, Hamburgu, Nowym Jorku, Utrechcie, Madrycie czy Sydney.

Przesyłamy wiele miłości do @tinathemusical. Dumni z naszego wspaniałego występu i zachwyceni, że świętujemy pięć lat w West End – niech to długo trwa! - czytamy w ostatnim wpisie za życia Tiny Turner.
 

Problemy zdrowotne Tiny Turner

Tina Turner, którą w ostatnich latach kariery nazywano "babcią Tiną", wyruszyła w ostatnią trasę koncertową w wieku 69 lat. Świętowała wówczas 50-lecie kariery. Od dojrzałej wokalistki biła ogromna energia. Niewielu wiedziało, że Tina zmagała się z wieloma problemami. Była ofiarą przemocy domowej i straciła dwóch ukochanych synów. Walczyła też z wieloma chorobami - m.in. ze skutkami udaru mózgu z 2013 r., po którym musiała ponownie nauczyć się chodzić. Gdy wydawało się, że wychodzi na prostą, trzy lata później zachorowała na raka jelita grubego. Konieczna była chemioterapia. Późniejsze leczenie spowodowało nadciśnienie, co ostatecznie doprowadziło do niewydolności nerek, które pracowały zaledwie na 20 proc. swoich możliwości. "Pomyślałam, że nadszedł mój czas" - mówiła wtedy Tina. W pewnym momencie myślała nawet, by poddać się eutanazji, ale udało jej się odzyskać stabilność. W ostatnich miesiącach życia jej choroby znowu się nasiliły.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.