Jeszcze więcej screenów - "alimenty Vincent". Tyle Antek Królikowski przelewał Joannie Opoździe

Joanna Opozda stwierdziła, że Antek Królikowski dokładał się do utrzymania syna, ale tylko do momentu rozstania. Aktor pokazał kolejny wyciąg z konta, który przeczy tej tezie.

Joanna Opozda oskarżyła publicznie Antka Królikowskiego o niepłacenie alimentów. W odpowiedzi aktor wydał na InstaStories obszerne oświadczenie, w którym stwierdził, że była partnerka mija się z prawdą i celowo manipuluje opinią publiczną. Oskarżył ją także o przelewanie na własne konto środków z ich wspólnego konta, które to aktor miał w znacznej części zasilać. Na dowód swoich słów podzielił się screenami z aplikacji bankowej. Opozda jednak wskazała, że przelewy udostępnione przez Królikowskiego pochodzą z czasów, kiedy byli jeszcze parą. Według niej Antek miał później zapomnieć o Vincencie.

Zobacz wideo Joanna Opozda o nieprzespanych nocach, pomocy przy synu i stresie po ciąży

Antek Królikowski zwraca się bezpośrednio do Joanny Opozdy

Po tym, jak Antek podzielił się screenami przelewów, Joanna Opozda odpowiedziała, że pochodzą sprzed narodzin dziecka, więc nie ma to związku z rozstaniem. Podkreśliła też, że z tych środków korzystali oboje.

To kolejna manipulacja (...). Wystarczy spojrzeć na daty, są one wykonywane podczas naszego małżeństwa. W większości są to przelewy na dom, w który wspólnie zainwestowaliśmy, płacąc po równo. Te przelewy nie mają nic wspólnego z tą sprawą.

Antek w odpowiedzi udostępnił kolejny zrzut ekranu konta bankowego, z którego wynika, że płacił alimenty również w kwietniu, maju, a nawet lipcu tego roku. Nie widać jedynie przelewu za. czerwiec.

Chciałbym wiedzieć, po co robisz aferę i zmuszasz mnie do tej dziecinady?

Antek KrólikowskiAntek Królikowski instagram.com/ antek.krolikowski

Wygląda na to, że ta "telenowela" z Królikowskim i Opozdą w rolach głównych będzie się jeszcze długo ciągnąć. W całej sprawie jest tak wiele niejasności, a aktorskie małżeństwo tak brutalnie oblewa się w sieci błotem, że lepiej byłoby, gdyby faktycznie załatwili sprawę w sądzie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.