"Patologia celebryckich milionerów". Partner Gretkowskiej zadrwił z "procesu dekady" i mowy końcowej prawnika Deppa

Nie milkną echa po werdykcie ławy przysięgłych w procesie o zniesławienie Johnny'ego Deppa przeciwko Amber Heard. Aktor wygrał i jak twierdzi - po sześciu trudnych latach rozpoczyna nowe życie. Teraz sprawę skomentował psychoterapeuta, Piotr Pietucha. Zauważył szerszy problem. Nie tylko on. Głośny wyrok jest prawdopodobnie największym ciosem dla ruchu #MeToo, od momentu jego powstania.

Więcej o "procesie dekady" przeczytasz na Gazeta.pl.

W środę, 1 czerwca, po sześciu tygodniach dramatycznych zeznań, ława przysięgłych uznała, że Amber Heard zniesławiła Johnny'ego Deppa w artykule, który napisała dla "The Washington Post" i musi zapłacić mu 15 milionów dolarów odszkodowania. Gwiazda nie wymieniła aktora z imienia i nazwiska. Zamiast tego przedstawiła się jako osoba publiczna, która zetknęła się z problemem, jakim jest przemoc domowa. Przy okazji przysięgli uznali, że aktor jest winny byłej żonie dwa miliony dolarów, za słowa jego prawnika, który nazwał zeznania Heard o nadużyciach "mistyfikacją". Jednak przysięgli odmówili przyznania, że sam Depp zniesławił Heard. Wydaje się, że opinia publiczna uważa wyrok za słuszny i sprawiedliwy, ale nie wszystko jest tak jednoznaczne. Werdykt uderzył nie tylko w samą aktorkę, ale we wszystkie kobiety, które zetknęły się z przemocą ze strony wpływowych mężczyzn. 

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pocałunek w filmie zmienił wszystko. "Czułem coś, czego nie powinienem czuć". Oto historia miłości Deppa i Heard

Zobacz wideo Jak wyglądało małżeństwo Deppa i Heard? Oto najmocniejsze momenty z zeznań świadków

"Proces dekady" przyczynił się do końca ruchu #metoo? Psychoterapeuta ocenił mowy końcowe prawników Deppa

Piotr Pietucha opublikował wpis na Facebooku, w którym na wstępie zauważył, że osoby związane ze światem show-biznesu mają nieograniczone możliwości, by szukać pomocy na trapiące ich problemy. Bardzo często dysponują ogromnymi budżetami, co jest dodatkowym ułatwieniem. Psychoterapeuta zwrócił uwagę na mowę końcową prawników Deppa, którzy nie rezygnując z patetycznych zwrotów, apelowali o "zwrócenie aktorowi jego życia", podczas gdy nie tylko on zmagał się z problemami w karierze.

Choć patologia mnie dręczy i przejmuje, to patologia celebryckich milionerów nie porusza. (...) Stać ich na wiedzę, luksusowe kliniki, wybitnych specjalistów i terapeutów. Na to, by nie paprać sobie życia i nie krzywdzić innych, nie robić z siebie większych poje***, niż w istocie są. Może dlatego parsknąłem kawą w ekran laptopa, słysząc patetyczną odezwę: Oddajcie Johnnemu jego życie! - Z jaką zwróciła się pani mecenas Deppa (do producentów? do kobiet? do świata?) w swojej końcowej mowie, podczas tego groteskowego procesu - zaczął ekspert.

Związek Deppa i Heard był bardzo toksyczny, a aktor nie stronił od wyzywania partnerki, co ujawniły nagrania puszczone na sali sądowej. Wyciekły również treści szokujących SMS-ów, w których Depp życzył śmierci Heard. Nie gryząc się w język, Pietucha zauważył, że "nadawanie egzystencjalnym dramatom doniosłości, jest pokłosiem dewiacji współczesności". 

Jestem terapeutą, ale empatia głupca się we mnie nie uruchamia. Poza tym uważam, że patologia celebrytów nie jest odzwierciedleniem realnego. Nie wnosi wiele do diagnozowania - ergo - do uzdrawiania świata. Nadawanie ich "egzystencjalnym dramatom" jakiegoś doniosłego, uniwersalnego znaczenia, jest zwichrowaniem - jeszcze jednym odpryskiem dewiacji współczesności. A poruszenie, jakie wywołują niektórzy biedni milionerzy, jest dowodem biedy milionów. Biedy umysłowej - dodał.

Dziennikarka "The Guardian", Gaby Hinsliff przyznała, że jedną z najbardziej brutalnych "niespodzianek" procesu był fakt, że wiele kobiet, które w mediach społecznościowych twierdziły, że same przeżyły przemoc domową, tak chętnie wspierało Deppa i promowało hashtag #JusticeForJohnny. Zespół prawników aktora próbował przekonać ławę przysięgłą, że jeśli nadużyć wobec aktorki nikt nie widział, to ich nie było. Jak zauważa, pozwy o zniesławienie są powszechnie używane przez wpływowe osoby, które chcą uciszyć swoje ofiary.

To niebezpieczna lekcja z tego procesu: ludzie, którzy wypowiadają się o nadużyciach, mogą być ścigani w sądzie aż do bankructwa. Mężczyźni z władzą, pieniędzmi lub opinią publiczną po swojej stronie – lub wszystkimi trzema – mogą liczyć na życzliwą ławę przysięgłych, która zechce nagiąć prawo, jeśli oznacza to ukaranie nielubianej kobiety - czytamy.

Aktorka chwilę po ogłoszeniu werdyktu opublikowała w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym przyznała, że jest bardzo rozczarowana, a sam wyrok uważa za uwsteczniający dla wszystkich kobiet walczących ze swoimi oprawcami. Warto zaznaczyć, że zdaniem wielu ekspertów udzielających się na rzecz przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, sposób, w jaki opinia publiczna omawiała sam proces, atakując Heard, z pewnością wpłynie na ofiary przemocy domowej na całym świecie. 

Ile warte jest prowadzenie domu? Przeczytaj o naszej akcji i przelicz swój niewidzialny etat na pensję [KALKULATOR]

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.