"Mask Singer". Internauci wściekli na detektywów i ich komentarze. Michał Meyer reaguje [PLOTEK EXCLUSIVE]

Michał Meyer odniósł się w rozmowie z reporterem Plotka do zarzutów internautów pod adresem detektywów "Mask Singer". Ich uwagi faktycznie były tak żenujące?

Więcej na temat programów telewizyjnych przeczytasz, przeglądając stronę główną Gazeta.pl.

7 maja zakończyła się pierwsza edycja polskiego "Mask Singer". W związku z tym poznaliśmy tożsamość wszystkich gwiazd, które skrywały się pod maskami: Tortu, Monstera, Róży, Ważki, Kota, Koguta, Wiedźmy, Prysznica, Ośmiornicy oraz Deszczu. Ten ostatni wygrał, a była nim Natasza Urbańska. I choć przez kilka tygodni program zapewniał dawkę wokalnych emocji, internauci za każdym razem wściekali się, słysząc opinii komentujących w studiu detektywów. Teraz do sprawy odniósł się Michał Meyer, który przysłuchiwał się tropom Kuby Wojewódzkiego, Joanny Trzepiecińskiej, Julii Kamińskiej oraz Kacpra Rucińskiego.

Zobacz wideo Michał Meyer ocenia żenujące komentarze detektywów „Mask Singer"

"Mask Singer". Michał Meyer o detektywach: Może faktycznie było za dużo takich abstrakcyjnych strzałów

Śledząc profile "Mask Singer" w social mediach, odnieśliśmy wrażenie, że najwięcej krytyki pojawiało się pod adresem Julii Kamińskiej, która niemalże za każdym razem decydowała się na polityczne wtrącenia, typując, że pod maską są... politycy. Mało realne, prawda? Niemniej - Michał Meyer w rozmowie z reporterem Plotka niejako przyznał racje oburzonym fanom programu, starając się jednak tłumaczyć zachowanie detektywów.

Mamy przesyt polityki. Z drugiej strony jest to wdzięczna w wielu przypadkach rola, bo wyobrażam sobie, że rolą detektywa może być też  naprowadzenie, ale z drugiej strony, gdybyśmy naprowadzili od razu na trop, to troszeczkę można by zamazać zabawę. Ale to są moje przemyślenia. Amerykański show-bieznes na przykład ma większą pulę gwiazd, z racji wielkości kraju, i łatwiej jest te gwiazdy maskować. U nas być może niektórzy detektywi pomagali, inni nie chcieli zdradzać od razu. Na pewno wzbudzało to emocje. Czy to dobrze? Pewnie lepiej, jak coś miałoby być obojętne.

Michał Meyer przyznaje, że wszyscy, którzy zostali zatrudnieni przy pierwszej edycji "Mask Singer", musieli nieco nauczyć się nowej roli. 

Może wynikało to z konieczności znalezienia w pierwszej edycji programu, wiesz, mówię po tym, jak ja to odbierałem - ja musiałem wymyślić, to był proces, siebie jako prowadzącego. Być może zabrakło odrobiny sprofilowania detektywów tak jak w wersji amerykańskiej. Wszyscy się uczyliśmy. Jeden był ekspertem muzycznym, jeden od takich abstrakcyjnych uwag, od śmiechu. Może faktycznie było za dużo takich abstrakcyjnych strzałów - dodaje.

Myślicie, że druga edycja, która ma zadebiutować na antenie TVN-u przyniesie zmiany? Faktycznie nie da się ukryć, że detektywi byli największym mankamentem show.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.