Jan Englert miał lecieć do Smoleńska rządowym samolotem. Zrezygnował w ostatniej chwili. Jego miejsce zajął inny aktor

Katastrofa pod Smoleńskiem, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku, wstrząsnęła krajem. W rozbitym samolocie zginęło wówczas mnóstwo osób ze świata polityki i nie tylko. Niewiele brakło, a na pokładzie znajdowałby się również Jan Englert. Aktor zrezygnował jednak w ostatniej chwili.

Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń ze świata znajdziesz pod adresem Gazeta.pl.

W niedzielę 10 kwietnia mija 12 lat od katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginął prezydent Lech Kaczyński wraz z żoną i 94 innymi osobami. Wśród pasażerów feralnego pokładu samolotu miał być Jan Englert, który został poproszony o wzięcie udziału w obchodach 70 rocznicy zbrodni katyńskiej. Ze względu na obowiązki zawodowe zmuszony był jednak zrezygnować. Jego miejsce zajął wybitny polski aktor Janusz Zakrzeński.

Zobacz wideo Córka Beaty Ścibakównej musiała wrócić z USA do Polski. Jak czuje się Helena Englert?

Jan Englert uniknął śmierci w katastrofie smoleńskiej. Tego dnia miał być na pokładzie samolotu

Maria Kaczyńska bardzo ceniła aktorski kunszt Jana Englerta. Aktor zagrał między innymi generała w filmie Andrzeja Wajdy "Katyń", w związku z czym został zaproszony, jako przedstawiciel delegacji, aby odczytać pamiętniki i listy zmarłych oficerów podczas uroczystości. Kancelaria prezydenta dwukrotnie dzwoniła z zaproszeniem, lecz reżyser konsekwentnie odmawiał. W rozmowie z magazynem "Na Żywo" jego żona Beata Ścibakówna wspomina:

Mój mąż chciał tam polecieć, ale ostatecznie zrezygnował, bo w dniu tej wizyty w Teatrze Narodowym miało być grane "Tango" - spektakl prestiżowy dla wąskiego grona. Jako dyrektor czuł się w obowiązku tam wtedy być, poza tym zatrzymywały go przygotowania do bliskiej premiery spektaklu, który reżyserował.

W wyniku zawodowych zobowiązań Jan Englert musiał zrezygnować z zaproszenia. Jego miejsce w samolocie zajął Janusz Zakrzeński, aktor znany z wielu znakomitych ról teatralnych i filmowych, który początkowo miał udać się na miejsce pociągiem. 

Jan Englert tylko raz wypowiedział się na temat tej sytuacji. Wyznał wówczas, że nie czuje się, jakby dostał drugie życie, gdyż od początku wiedział, że nie poleci na uroczystość. W rozmowie z magazynem "Viva!" w 2010 roku wspomniał wówczas:

Wtedy nawet przez chwilę nie myślałem, że ktoś coś mi podarował. Dlatego, że przecież odmówiłem tego wyjazdu, choć dwukrotnie mi go Kancelaria Prezydenta oferowała.
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.